Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: wycieczki.

Looking for where to buy a levitra without a prescription? Buy canada levitra online pharmacy now. Bonus - free shipping levitra.

Lis

25

PERŁY DOLNEGO ŚLĄSKA

Autor: Biderman Aleksandra

Sobota 25 listopada 2017 godz. 6.00. Jest ciemno i deszczowo. Wczesna pora nie zniechęciła uczestników wycieczki (38 studentów GUTW) przygotowanej przez  Ewę Knapkiewicz, która jest jednocześnie pilotem i przewodnikiem.

Autokar prowadzony przez pana Sławka po trzygodzinnej jeździe dociera do Świdnicy i zatrzymuje się na parkingu obok Kościoła Pokoju, od którego zaczynamy zwiedzanie.

To wyjątkowa świątynia ewangelicka zbudowana z drewna. Nazwa pochodzi od Pokoju Westfalskiego, kończącego wojnę trzydziestoletnią (1618-1648). Kamień węgielny pod jej budowę położono w sierpniu 1656r. a pierwsze nabożeństwo odprawiono 24 czerwca 1657r. Kościół zdumiewa swoim ogromem oraz niezwykłą architekturą. Jest to największa barokowa drewniana świątynia w Europie – na powierzchni 1090 mkw. mieści 7,5 tysiąca osób. Umożliwiają to dwie kondygnacje empor, które są pokryte 78 cytatami z Pisma Św. oraz scenami biblijnymi. Zdobią je także tarcze cechowe świdnickich rzemieślników, portrety mieszczan, herby rodowe szlachty i epitafia.

Zwraca uwagę bogaty barokowy ołtarz z zespołem rzeźb: Mojżesza, arcykapłana Aarona, Jezusa, Jana Chrzciciela oraz apostołów Piotra i Pawła, pomiędzy którymi znajduje się scena chrztu Chrystusa. Równie ozdobna jest ambona, której kosz podtrzymują  personifikacje trzech cnót: Wiara, Nadzieja i Miłość. Na mównicy umieszczona jest klepsydra podzielona na 4 półgodzinne części, które wyznaczały czas kazania.

Najbardziej reprezentacyjna Loża Hochbergów naprzeciw ambony jest przeszklona, zdobiona dekoracją heraldyczną rodzin Hochberg i Reuss, a także girlandami kwiatowymi i widokami dóbr rodowych.

Nie sposób podczas krótkiego pobytu przyjrzeć się wszystkim elementom wystroju świątyni. Wysłuchujemy interesującej opowieści o tym obiekcie, która kończy się stwierdzeniem, że wiara luteran opiera się na czterech zasadach: sola scriptum, solum verbum, solus Christus, sola gratia.

Opuszczamy  świątynię. Wzrokiem obejmujemy inne obiekty stojące w jej pobliżu: dawną plebanię, dzwonnicę, dom dzwonnika, dom stróża – najmniejszy budynek, który jest obecnie kameralną przytulną kawiarnią. W tejże Baroccafe, zanim opuścimy Świdnicę, wypijemy pyszną kawę i uraczymy się smakowitym ciastem.

Tymczasem udajemy się w kierunku  Katedry p.w. świętych Stanisława i Wacława. Wieża – jedna z najwyższych w Polsce – dominuje nad miastem i jest widoczna z daleka. Wznosi się na wysokość 101m. Na dziedzińcu kościoła stoi kolumna  św. Floriana pochodząca z 1684. To u jej stóp spotykamy się z miejscowym przewodnikiem, który oprowadzi nas po świątyni i z którym odbędziemy spacer po mieście.

Ten jeden z największych kościołów Dolnego Śląska powstał w XIV w. na polecenie księcia Bolka II Świdnickiego jako późnogotycka trzynawowa bazylika. Stojąc przed katedrą, podziwiamy cztery ozdobne portale, powyżej których znajduje się największe gotyckie okno w budowlach sakralnych na Śląsku. Ogrom budowli uderza także we wnętrzu. Sama  nawa główna ma 71 m dług., 10 m szer. i 25 m wys. Łączna szerokość trzech naw wynosi 27 m. Wrażenie robi gwiaździste sklepienie wspierające się na okrągłym filarze. Po pożarze, który zniszczył gotycki wystrój wnętrza, jezuici dokonali na przełomie XVII i XVIII w. jego przebudowy w stylu barokowym. Większość rzeźb i ołtarzy wykonał Jan Riedel. Ołtarz główny jest jego najwybitniejszym dziełem, scena główna przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych umiejscowiona jest pod baldachimem wspartym na siedmiu kolumnach. We wnętrzu znajduje się także Pieta z ok. 1420 r.

Przewodnik z wielką dumą opowiadał o Świdnicy, która nazywana jest czasami „małym Krakowem”. Już w XIV wieku była największym po Wrocławiu miastem śląskim. Słynęła z wyrobu sukna i znakomitego piwa. W mieście znajduje się wiele odrestaurowanych zabytków. Przedsmak tego, co można podziwiać, daje wygląd Rynku otoczonego pięknymi kamieniczkami, z których każda ma swoją historię. Pod numerem 25 stoi tzw. Pałac Hochbergów. To renesansowa kamienica, zmodernizowana i przebudowana w roku 1730. Zachowały się barokowe drewniane drzwi frontowe oraz oryginalny portal z kolumnami i znajdującym się na nich balkonem wykonanym z piaskowca.

Oprócz rzeźb zdobiących kamienice mieszczańskie i ratusz istnieją jeszcze zabytkowe fontanny miejskie. W centralnej części rynku znajduje się kolumna św. Trójcy z czerwonego piaskowca. W założeniu miała ona symbolizować geometryczny środek średniowiecznego miasta.

W centrum miasta stoi Ratusz.  W niszach narożników budynku znajdują się dwie kamienne rzeźby, są to figura św. Jana Nepomucena i figura św. Floriana, których autorem był świdnicki mistrz Georg Leonhard Weber. W szczytowej części elewacji zewnętrznej znajduje się barokowy portal balkonowy oraz kamienne posągi książąt świdnicko-jaworskich przeniesione na to miejsce z dawnej wieży ratuszowej. Patrząc od lewej są to: Bolko I, Bernard, Bolko II oraz Karol IV.

Ciekawą atrakcją jest Ławeczka Marii Cunitz odsłonięta 31 marca 2009 r. Przedstawia postać kobiety-astronoma Marii Cunitz (ok. 1610-1664), która znaczną część życia spędziła w Świdnicy. Siedząca na ławce uczona spogląda w niebo, trzymając w dłoniach swoje dzieło „Urania propitia” oraz (astrolabium). Nie pominęliśmy okazji, aby zrobić sobie na ławeczce pamiątkowe zdjęcia.

Kończąc swoją pogawędkę o mieście, przewodnik wspomniał, że ze Świdnicy pochodzi wielu znakomitych ludzi. Niegdyś w Świdnicy żyła i pracowała kobieta, która dała imię jednemu z kraterów na Wenus, a także Czerwony Baron, najsłynniejszy lotnik z czasów I wojny światowej. Z dziś żyjących obywateli warto wymienić urodzonych lub mieszkających tu dziennikarza Wojciecha Manna, Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka oraz siatkarkę Dorotę Świeniewicz.

Zanim opuścimy Rynek, mamy okazję wejść/wjechać na wieżę ratuszową, skąd rozciąga się wspaniały widok na panoramę miasta i okolicy.

Usatysfakcjonowani, ale i zmęczeni spacerem po mieście, podążamy w stronę Placu Pokoju, aby w kawiarni trochę odetchnąć i – delektując się ciastem i kawą – wymienić się  wrażeniami.

Czeka nas zmiana nastroju – udajemy się do Rogoźnicy, a właściwie do Muzeum Gross-Rosen.

Gdy autokar zatrzymuje się na rozległym parkingu, w oddali dostrzegamy główną bramę obozową. Najpierw jednak wchodzimy do budynku dawnej kantyny SS stojącego przed bramą, gdzie obejrzymy przejmującą wystawę obrazującą realia codziennego życia więźniów oraz makietę obozu, którego historię opowie przewodniczka z Muzeum. Obóz Gross-Rosen powstał w sierpniu 1940 roku jako filia KL Sachsenhausen. Pierwszy transport przybył tam 2 sierpnia 1940 roku. W pierwszych dwóch latach istnienia KL Gross-Rosen był małym obozem nastawionym na obsługę kamieniołomu. Ogółem przez Gross-Rosen – obóz macierzysty i jego filie – przeszło około 125 000 więźniów. Szacunkowa liczba ofiar obozu Gross-Rosen wynosi około 40 000.

W lutym 1945 r. więźniowie obozu głównego w Rogoźnicy zostali ewakuowani. 13 lutego odszedł ostatni transport.

Wychodzimy na zewnątrz i drogą z granitowych kostek zbudowaną przez więźniów udajemy się w kierunku bramy głównej.
Zatrzymujemy się przed pomnikiem upamiętniającym ofiary. Obok na szynach stoi kopalniany wózek. Wspinamy się drogą, którą więźniowie chodzili do kamieniołomu. Z góry spoglądamy na miejsce pracy i męczeństwa więźniów, które śmiało można nazwać kamiennym piekłem. Następnie dochodzimy do placu apelowego z rzucającą się w oczy szubienicą (rekonstrukcją). Obok znajdują się przyziemia dawnej kuchni obozowej z pozostałościami wyposażenia – basenami do wstępnej obróbki warzyw. Podchodzimy do dawnego miejsca straceń, nad którym dominuje suche drzewo na wzgórzu. Obok stoi przenośne krematorium, a na granicy obozu zrekonstruowana wieża strażnicza. Niemal w centrum placu obozowego wznosi się mauzoleum z prochami pomordowanych z 90 podobozów Gross-Rosen z Dolnego Śląska. Wchodzimy do baraku francuskiego, w którym oglądamy typowe wyposażenie: ciasno ustawione prycze, szafy, stoły. W przyziemiu dawnej tkalni oglądamy wystawę: przedmioty używane przez więźniów, fragmenty listów. Mamy też okazję obejrzeć filmy prezentujące wspomnienia więźniów, którzy przeżyli obóz.

Jak usłyszeliśmy, KL Gross-Rosen był postrzegany jako jeden z najcięższych obozów koncentracyjnych.  Mordercza 12-godzinna praca w kamieniołomie, głodowe racje żywnościowe, brak należytej opieki lekarskiej, nieustanne maltretowanie i terroryzowanie więźniów zarówno przez załogę SS, jak i więźniów funkcyjnych powodowały dużą śmiertelność – średnio więźniowie przeżywali 3 miesiące.

Obóz – muzeum opuszczamy w refleksyjnym nastroju, który pogłębia zapadający zmierzch.

Kolejnym miejscem naszej wycieczki jest Jawor, do którego docieramy już po zachodzie słońca. Tutejszy Kościół Pokoju jest jednym z trzech wybudowanych po wojnie trzydziestoletniej i jednym z dwóch zachowanych do dziś. Nie zachował się kościół w Głogowie.

Kościół w Jaworze o wymiarach 42 na 25m. o powierzchni wnętrza 1180m² może wraz z emporami pomieścić 6000 wiernych. Jako budulca użyto drewna, gliny, słomy i piachu. Od położenia kamienia węgielnego do poświęcenia jaworskiej świątyni, które nastąpiło 23 grudnia 1655r. upłynęło zaledwie 20 miesięcy. Należy dodać, że fundusze uzbierali sami wierni. Po wejściu do świątyni zwróciliśmy uwagę na piękny strop kasetonowy pokryty białoniebieskimi ornamentami roślinnymi w śląskim stylu ludowym i 4 kondygnacje empor ozdobione malowidłami: są to sceny z Nowego i Starego Testamentu, herby rodów szlacheckich. Chyba najpiękniejszą częścią wyposażenia jest ambona w barokowym stylu, którą podpiera anioł trzymający otwartą księgę z napisem „Wieczna Ewangelia”. Mieliśmy okazję wejść po krętych schodach na pierwszą kondygnację i z tej wysokości objąć wzrokiem całą nawę główną.

Z powodu zmroku nie mogliśmy obejrzeć świątyni z zewnątrz, szczególnie dobudowanej od strony południowej kościoła dzwonnicy.

Ostatni punkt programu wycieczki to wizyta w Muzeum Regionalnym. Jego zbiory są bogate i bardzo ciekawe. Zaczynamy od ekspozycji ukazującej skarby Sudetów czyli różne minerały. W części archeologicznej oglądamy naczynia i narzędzia od epoki neolitu do okresu wpływów rzymskich. Oddzielny zbiór tworzą wykopaliska ceramiki ze studni w krypcie kościoła klasztornego bernardynów, odkopane tu w 1990 roku. W innej sali zwraca uwagę bogaty zbiór konwisarstwa, formy piernikarskie oraz dzieła złotników jaworskich, a także XVIII i XIX-wieczne fajanse, w tym zbiór kamionki bolesławieckiej. Efektownie wyglądała ekspozycja etnograficzna, na którą składają się elementy wystroju dawnej izby dolnośląskiej: meble, naczynia, obrazy na szkle, zabawki, dewocjonalia i in. Zbiory etnograficzne uzupełniają elementy ubioru, a także urządzenia domowe, w tym kołowrotki i narzędzia tkackie. Pracownica muzeum zademonstrowała działania krosna i sposób domowego wyrobu tkanin. Nie można nie wspomnieć o kolekcji broni białej i palnej, pośród której na uwagę zasługują średniowieczne miecze i XVII-wieczne halabardy. Oddzielną ekspozycję tworzą obrazy, rzeźby i transfery XIII-XIV-wiecznych fresków zgromadzone na ekspozycji Galerii Śląskiej Sztuki Sakralnej.

Miłym, choć niespodziewanym wydarzeniem był krótki koncert fortepianowy w wykonaniu Krysi – uczestniczki wycieczki.

Dopełnieniem tego bogatego we wrażenia dnia był posiłek spożyty w restauracji. Tak pokrzepieni na duchu i ciele w dobrych nastrojach wracaliśmy do Gostynia. Żegnając się, dziękowaliśmy organizatorom i kierowcy za wspaniałą wycieczkę i już planowaliśmy następną eskapadę.

Zrelacjonowała Halina Spichał
zdjęcia Zbigniew Kosiński

 

Paź

17

Refleksje z wycieczki do Krakowa

Autor: Biderman Aleksandra

Studenci Gostyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w liczbie 26, zgodnie z wcześniej zasugerowaną propozycją w dniach 17-18-19 października 2017 roku, udali się na trzydniową wycieczkę do Krakowa. Organizacją tego przedsięwzięcia zajął się zarząd. Celem wyjazdu było zapoznanie się z ponad tysiącletnią oraz współczesną historią Krakowa, życiem jego mieszkańców, a także integracja uczestników wycieczki. Humory nam dopisywały. Przez cały czas dowcipkowaliśmy opowiadając kawały i poznając się wzajemnie.

Po kilkugodzinnej podróży dotarliśmy do centrum Krakowa i zakwaterowano nas w hotelu „Red Carpet Hostel”.
W godzinach popołudniowych dotarł do nas zaprzyjaźniony z jedną z naszych koleżanek znany nam gostynianin, obecnie mieszkający w Krakowie, wielce zasłużony dla środowiska krakowskiej kultury i sztuki – Jerzy Woziwodzki, który był głównym autorem scenariusza naszej wizyty i który towarzyszył nam przez dwa dni pobytu w mieście. Kraków przywitał nas słoneczną aurą i odświętną atmosferą. Tłumy turystów w różnym wieku od seniorów aż po uczniów podstawówek przewijały się przez miasto. Mieliśmy więc okazję podziwiać budowle sakralne i świeckie, jak np. Collegium Maius  z jego naukowymi osobliwościami, wynalazkami i ludźmi świata nauki oraz kultury, o czym świadczą wykonane przez uczestników zdjęcia. Niestrudzony nasz profesjonalny przewodnik pan Jerzy starał się w przystępny sposób przybliżyć słuchaczom historię panowania znakomitych władców, koligacje rodowe, zapoznał nas z architekturą, insygniami królewskimi, regaliami. Szczegółowo omówił losy panujących w Krakowie – Piastów, Jagiellonów, Wazów, aż po czasy współczesne, między innymi pokazał pamiątki po pierwszym papieżu Polaku – świętym Janie Pawle II. Duże wrażenie wywarł na nas kościół św. Anny z jego odnowionymi wnętrzami. Po drodze mijaliśmy krakowskie kwiaciarki, które sprzedawały najróżniejsze kwiaty i wianki, obwarzanki i pamiątki. Paradne bryczki woziły bogatych turystów. Mogliśmy podziwiać wystrojonych stangretów oraz rozpoznać różne maści koni od gniadego, srokatego, czy karego. O zmierzchu podziwialiśmy miasto podświetlone iluminacjami i tętniące gwarem otwartych kafejek i lokali usługowych z roznoszącym się zapachem kawy i przeróżnych dań. Już nieco zmęczeni przemierzyliśmy dzielnicę żydowską, aby udać się na kolację do restauracji pn. „Kurka wodna!”, gdzie szef kuchni Marcin Sroka polecił nam danie główne – polędwiczkę wieprzową, puree z dyni, trójkąt grzybowy i sos jeżynowy oraz włoskie czerwone wino. Tutaj rozmowy o znanych postaciach Krakowa, o sztuce, architekturze i zasługach Jerzego Woziwodzkiego trwały do późnych godzin. A po powrocie do hotelu dzieliliśmy się jeszcze wrażeniami z nowopoznanymi osobami, uczestnikami naszej wycieczki.

Następnego dnia naszym przewodnikiem była pani Krystyna Cyrulik. Pod jej przewodnictwem spacerowaliśmy Wiślanymi Bulwarami, wysłuchaliśmy m.in. legendy o smoku wawelskim, zrobiliśmy wiele pamiątkowych zdjęć z paszczą smoka ziejącego ogniem. Dalszym etapem naszej wędrówki był Wawel i jego zabytki. Wąskimi schodkami wdrapaliśmy się na wieżycę, by zobaczyć słynny dzwon Zygmunta, gdzie mogliśmy dotknąć jego serca z nadzieją na spełnienie marzeń. Znany jest obraz Jana Matejki przedstawiający zawieszenie dzwonu Zygmunt. Jego dźwięczny głos można było usłyszeć tylko z okazji koronacji lub żałoby narodowej. W podziemiach zwiedziliśmy liczne Groby Królewskie, w tym  m. in. Józefa Piłsudskiego, J. Poniatowskiego i byłej pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich. Miejsce to wywarło na nas przygnębiające wrażenie…  Zwiedziliśmy także monarsze kaplice, rezydencje Jana Kazimierza, królowej Jadwigi, Augusta III, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Podziwialiśmy wnętrza bogato wyposażone, regalia, insygnia władzy królewskiej, obrazy, arrasy i kobierce, gdzie odbywały się posiedzenia senatu, uroczystości dworskie i państwowe oraz bale. Mogliśmy tez obejrzeć podziemia Wawelu zaginionego. Pani przewodnik szczegółowo omówiła historię rodów, pamiątek, a niektóre losy władców, ich historie narodowe i osobiste wzruszyły nas do głębi. Przeżyliśmy też niezapomniane chwile zwiedzając Salę Papieską po pierwszym papieżu Polaku – świętym Janie Pawle II.

Dalszy etap – to spacer ulicą Grodzką i plantami do kościoła Franciszkanów celem obejrzenia wnętrza i słynnych witraży Stanisława Wyspiańskiego. Spacerkiem przemierzyliśmy Rynek Krakowski zatrzymując się na filiżankę kawy. Następnie nawiedziliśmy Sukiennice i Kościół Mariacki ze słynnym ołtarzem Wita Stwosza. Historię tego niezwykłego zabytku omówiła bardzo szczegółowo oprowadzająca nas pani przewodnik. Po wyjściu na zewnątrz mieliśmy szczęście wysłuchać hejnału z wieży mariackiej. Zgromadzeni przed kościołem słuchacze nagrodzili trębacza gromkimi brawami. Zachwyceni wracaliśmy na posiłek, aby po krótkim odpoczynku wrócić na Stary Rynek i zwiedzić jego niedawno odkryte i udostępnione 24 września 2010 roku na głębokości kilku metrów podziemia. To prawdziwy skarbiec wiedzy o przeszłości Krakowa, to w nowoczesny, interaktywny sposób na powierzchni ok. 4000 m kw. zwiedzanie unikatowego na skalę europejską rezerwatu archeologicznego, który daje możliwość podziwiania odnalezionych skarbów i poznania burzliwych dziejów Krakowa. Liczne zabytki, nienaruszone mury, fundamenty chat, rekonstrukcje warsztatów kowala, złotnika, narzędzia, zabytkowe monety, przybory, naczynia, ozdoby przybliżają życie codzienne w Krakowie sprzed kilku wieków. W trakcie zwiedzania towarzyszą różne odgłosy, uliczny gwar, czy pożar osady podczas mongolskiego najazdu w XIII w. To były niezapomniane wizualno-akustyczne  podziemne wrażenia z pobytu w średniowiecznym Krakowie. Po wyjściu z podziemi ujrzeliśmy oświetlony kolorowymi światłami nocny Kraków. Niektórzy zapragnęli więc udać się do słynnej Piwnicy pod Baranami, gdzie w skąpym świetle, w kilku niewielkich piwnicznych izbach pełnych gości można było znaleźć kilka wolnych miejsc. Na ścianach widniały teksty i zdjęcia Piotra Skrzyneckiego, zdjęcia niedawno zmarłej piosenkarki, artystki krakowskiego kabaretu – zw. Białym Aniołem, Anny Szałapak, Ewy Demarczyk, gwiazdę z odciśniętą dłonią Andrzeja Wajdy i inne pamiątki znanych krakowskich bywalców. Tutaj też odbywają się kameralne koncerty i kabaretowe występy. W tym także miejscu, w niewielkim gronie uczestników naszej wycieczki rozmawialiśmy jeszcze długo z Jerzym Woziwodzkim, gdzie w miłej atmosferze i nastroju wręczyliśmy przywiezione z Gostynia gadżety, książki, pamiątki i namalowany przez naszą plastyczkę Krysię Banaszkiewicz obrazek – dziękując za wspólnie spędzone, niezapomniane krakowskie przeżycia.

W trzecim dniu, po śniadaniu pojechaliśmy zwiedzić Łagiewniki, miejsce związane z kultem Jana Pawła II. Nawiedziliśmy nowo wybudowane Sanktuarium Bożego Miłosierdzia oraz niekompletne jeszcze pomieszczenia muzeum papieskiego z licznymi pamiątkami z podróży Ojca świętego Jana Pawła II. W „Przystani Papieskiej” wypiliśmy smaczną kawę i zjedliśmy kremówki, aby następnie udać się w drogę powrotną w kierunku Tyńca – ostatniego celu naszej wycieczki, gdzie w murach tego starodawnego Opactwa Benedyktynów Konfederacja Barska  broniła niepodległości i honoru Polski w latach 1771-1772. Tutaj historię tego miejsca i Mnichów Tynieckich opowiedział nam jeden z oo Benedyktynów. Obecnie prężnie rozwija swoją działalność fundacja „Chronić Dobro”, której działania skupiają się głównie na wydarzeniach edukacyjnych, kulturalnych i rekolekcyjnych. W Muzeum zgromadzone są rzeźby, przedmioty i detale architektoniczne związane z przeszłością klasztoru i wzgórza tynieckiego, a także zdjęcia z pobytów i korespondencja Ojca św. Jana Pawła II do znanego i popularnego Benedyktyna ojca Leona. W klasztornej restauracji zjedliśmy zakonny obiad i udaliśmy się w drogę w kierunku Gostynia. Zmęczeni, ale pełni wrażeń wróciliśmy do swoich domów mając nadzieję, że kiedyś ponownie pojedziemy do Krakowa.

Swoimi wrażeniami podzieliły się Jadwiga Krystkowiak i Jolanta Gardyś
a Kraków i uczestników wycieczki w fotografii uwiecznił Zbigniew Kosiński.


Paź

14

Wschowa – miasto królewskie

Autor: Biderman Aleksandra

„Wschowa jakiej nie znacie” to tytuł wycieczki autokarowej zorganizowanej wspólnie przez GUTW i Muzeum w Gostyniu, która odbyła się w sobotę 14 października 2017. Wzięło w niej udział ok. 50 osób, głównie studentów GUTW.

Wyruszyliśmy punktualnie o godz. 9.00 i po niecałej godzinie dotarliśmy do celu.

W pobliżu dworca PKS witamy się z przewodnikiem i razem rozpoczynamy wędrówkę. Zatrzymujemy się w parku w okolicach Zamku Królewskiego. Zauważamy drewniane rzeźby autorstwa Tomasza Szwarca przedstawiające rycerzy, dostojników, obywateli Wschowy. Przed nami wznosi się Zamek Królewski, w którym obecnie mieszczą się hotel i restauracja. To dawny zamek starościański mający burzliwą historię. Najstarsza wzmianka o istnieniu zamku pochodzi z 1067. Od 1343 r. należał do dóbr królewskich. Przebywali w nim królowie: Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt Stary, August II Mocny, August III. Stojąc u podnóża zamku, spoglądamy wzdłuż ulicy, która wiedzie do centrum. Z daleka widzimy budowlę, która góruje nad okolicznymi domami. To Ratusz na Placu Zamkowym. Jego neoromański kształt pochodzi z 2 poł. XIX wieku.

Wchodzimy do Muzeum Ziemi Wschowskiej, które ma swą siedzibę w trzech renesansowych kamienicach z XVI wieku. Na jednej z nich umieszczono łaciński napis, którego treść po polsku brzmi: „Ucz się uczciwie żyć, nikomu nie szkodzić i dzielić się tym, co masz, z innymi.”

W muzeum można obejrzeć – oprócz wystaw stałych – wystawę czasową „Verbum domini manet in aeternum. Wschowski Syjon – centrum wielkopolskiego protestantyzmu” zorganizowaną w związku z obchodami jubileuszu 500-lecia reformacji. Wschowa, obok Torunia, przez wieki stanowiła najsilniejsze centrum luteranizmu w Polsce. Wystawa ukazuje bogatą historię wschowskich luteranów oraz protestantów żyjących w okolicy Wschowy. Na wystawę składają się  liczne eksponaty (blisko 300 obiektów z ponad 20 instytucji) ze zbiorów muzeów, bibliotek, archiwów, z Polski i Niemiec prezentujące bogatą spuściznę protestanckich mieszkańców Wschowy, Szlichtyngowej i okolicznych parafii.

W muzeum – także w jego drugiej siedzibie czyli Rezydencji Jezuickiej – oglądamy wystawy stałe prezentujące rzemiosło artystyczne i użytkowe, ekspozycję poświęconą  „królewskości” Wschowy i jej związkom z Koroną, Wschowę w czasach saskich, gabinet numizmatyczny, w którym wyeksponowano najciekawsze monety ze zbiorów wschowskiego muzeum. Wśród najcenniejszych znajdują się wyroby mennic wschowskich z okresu panowania Władysława Jagiełły, Zygmunta III Wazy i Jana Kazimierza. W gabinecie znajduje się również srebrny denar Marka Aureliusza Probusa z III w. n.e., denary polskie i czeskie z XI-XIII w., monety polskie od Kazimierza Wielkiego do Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz monety z okresu zaborów. Tu też odbijamy pamiątkowe pieczęcie. Ciekawa jest wystawa SOLI DEO GLORIA – PROTESTANCKIE DZIEDZICTWO KULTUROWE ZIEMI WSCHOWSKIEJ. Zgromadzono tu m.in. elementy wyposażenia kościołów ewangelickich, a także portrety trumienne, tablice epitafijne i tarcze herbowe miejscowej szlachty dysydenckiej. Na wystawie prezentowane są także rzeźbione elementy ołtarza i ambony z kościoła „Żłóbka Chrystusa”, barokowe epitafia wschowskich mieszczan, polichromowane tablice fundacyjne, starodruki, portrety protestanckich duchownych i przykłady sztuki kamieniarskiej z przeł. XVI/XVII w. W innym pomieszczeniu oglądamy wystawę poświęconą słynnej bitwie pod Wschową w 1706r.  Na ekspozycji, obok cennych zabytków z epoki, np. portretu i epitafium Karola Ludwika von der Osten – Sackena, mamy okazję zobaczyć fragment (ze względu na brak czasu) multimedialnej prezentacji wraz z makietą, która ukazuje przebieg bitwy pomiędzy korpusami szwedzkim i sasko-rosyjskim.

Wielkie wrażenie zrobiły na zwiedzających dokumenty i informacje dotyczące szkolnictwa we Wschowie. Na początku XVII w. w sąsiedztwie kościoła Żłóbka Chrystusa powstała placówka, która stała się jednym z najważniejszych ośrodków edukacyjnych w Wielkopolsce. Szkoła była kierowana przez znakomitych rektorów i prorektorów, wykładowcami byli teolodzy, znawcy języków klasycznych, dramatopisarze, poeci, lekarze i kompozytorzy. Mapa ukazywała uniwersytety i miasta odwiedzane podczas studenckich podróży; mi.in. Amsterdam, Kolonię, Królewiec, Padwę, Paryż, Rzym. Wzruszyła nas  informacja o pisanych przez studentów pamiętnikach i zachwycił widok dwóch takich pięknie ilustrowanych sztambuchów.

Najstarszym zabytkiem w mieście jest kościół farny p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika i Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, wymieniony już jako murowany od 1326r, Jego 68 metrowa wieża góruje nad miastem. Zanim dojdziemy do kościoła, mijamy fontannę miejską z XVIII wieku.

Wchodzimy do świątyni, w której można podziwiać sieciowe sklepienie i barokowy wystrój. Uwagę zwraca ozdobna ambona. Najważniejszym wydarzeniem, które się tu odbyło, był ślub króla Kazimierza Wielkiego z księżniczką żagańską Jadwigą w 1365 r.

Opuszczamy farę. Po kilku minutach stajemy naprzeciwko kościoła o wyjątkowym imieniu Żłóbka Chrystusa, który został utworzony w 1604. z dwóch zakupionych domów mieszczańskich. Był on przez wieki bezpiecznym miejscem dla miejscowych protestantów i prześladowanych przybyszy ze Śląska, Czech, Niemiec i Węgier. Imię Żłóbek Chrystusa nadał świątyni pastor Valerius Herberger na pamiątkę pierwszego nabożeństwa odprawionego 25 grudnia 1604 r.

Kolejnym punktem zwiedzania Wschowy jest Staromiejski Cmentarz Ewangelicki założony w 1609 r. To jedno z największych  w Polsce lapidariów, cenne muzeum rzeźby nagrobnej obejmujące około 200 pomników. Pani przewodnik dłużej zatrzymuje się przy niektórych płytach nagrobnych, objaśnia ich symbolikę i odczytuje epitafia. Zwraca uwagę na płyty epitafijne Valeriusa Herbergera i członków jego rodziny czy Matheusa Vechnera, lekarza miejskiego ze Wschowy, który został od koniec życia wyróżniony godnością medyka nadwornego króla Zygmunta III. Warto dodać, że córka medyka wyszła za mąż za leszczynianina Jana Jonstona. Na cmentarzu w pobliżu potężnej lipy rosnącej na grobie Herbergera wysłuchujemy legendy związanej z tym drzewem. Zresztą różnych legend, anegdot i ciekawostek dotyczących oglądanych  zabytków  usłyszeliśmy  wiele, nie sposób przytaczać ich w sprawozdaniu.

Wychodzimy z cmentarza i udajemy się na ul. Kościuszki, gdzie znajduje się kościół i klasztor oo Franciszkanów wybudowany przez oo. Bernardynów. Jak informuje tablice na furcie, to obiekt zabytkowy z 1644 r. Wnętrze ma wystrój z drewna w stylu barokowo-rokokowym. Przy wejściu do kościoła po prawej stronie nawy zwraca uwagę portret trumienny i epitafium Rafała Gurowskiego, starosty Wschowy, ostatniego kasztelana poznańskiego, posła na sejm, mecenasa sztuki i fundatora.

Tak zakończyliśmy wędrówkę po Wschowie trwającą 4 godziny. Był to czas spędzony bardzo owocnie, ale i przyjemnie. Przed wyruszeniem w drogę powrotną w restauracji Wschowianka posililiśmy się żurkiem. W autokarze już planowaliśmy kolejną wycieczkę.

Zrelacjonowała i zdjęcia zrobili Halina Spichał i Zbigniew Kosiński

 

Lip

8

Lipcowa wycieczka…

Autor: Biderman Aleksandra

Trwają wakacje, a na stronie internetowej GUTW czerwonym kolorem zaznaczona wiadomość, że GOK będzie  realizował nowy projekt kulturalny prezentujący dziedzictwo książąt piastowskich Śląska. Celem projektu jest edukacja, polegająca na objeździe miejsc ważnych dla kultury narodowej, pokazującej, że Śląsk w XII-XIV wieku był prężnym ośrodkiem polskiej kultury. A książęta piastowscy Śląska budowali polską świadomość i tożsamość.

Dla studentów GUTW zarezerwowano dwadzieścia miejsc, bezpłatnie. Wyjazdy poprzedzane są godzinnym spotkaniem z animatorem kultury, zarazem historykiem, który przygotowuje uczestników do postrzegania szerszego tła epoki. Autorem tego projektu jest Przemysław Pawlak. Prezes UTW uruchomił komórkę, wysłał SMS-y z wiadomością do wszystkich dostępnych mu numerów, ponad setkę. Chętni szybko się zgłosili. Dnia 6 lipca odbyło się spotkanie z animatorem, a dwa dni później, o godzinie 9:30 wyruszyliśmy autokarem do zespołu pocysterskiego w Trzebnicy. Czterdziestopięcioosobowej grupie przewodniczył pan Przemysław Pawlak z pomocą pani Jolanty Skrzypczak.

Na miejscu byliśmy już przed godz.11.00. Bazylika św. Jadwigi to najstarsze sanktuarium na Śląsku, pod wezwaniem św. Bartłomieja i NMP, jest jednym z nekropolii Piastów. Kościół ufundował książę Henryk Brodaty  w 1202 roku. Opowiadał nam o nim wspaniały przewodnik, Brat Marcin, który interesująco przybliżył nam historię kościoła i św. Jadwigi. Wychowanie  chrześcijańskie i formację intelektualną otrzymała Jadwiga u sióstr benedyktynek w Kitzingen. Jadwiga najchętniej pozostałaby w klasztorze oddając się życiu zakonnemu, ale około 1190 roku została wysłana do Wrocławia, gdzie poślubiła księcia Henryka Brodatego. Wpływała na politykę męża. Ufundowała klasztor w Trzebnicy, do którego sprowadziły się siostry benedyktynki z Bambergu. W 1203 roku przyjęły regułę cysterską. Opactwo to było pierwszym żeńskim klasztorem na ziemiach Polski. Jadwiga budowała szpitale, przytułki, ochronki. Bezpośrednio pomagała biednym, opiekowała się chorymi. Broniła poddanych, starała się o obniżenie podatków.  Dbała o los więźniów. Sprowadzone cysterki uczyły czytać i pisać. Działalność dobroczynna uczyniła ją postacią popularną wśród poddanych. Zmarła w opinii świętości w 1243 roku w Trzebnicy. W drugiej połowie XIII wieku dobudowano pierwszą w Polsce kaplicę w stylu gotyckim, w której umieszczono szczątki św. Jadwigi, patronki Śląska. W ciągu wieków świątynia była kilkakrotnie przebudowywana. Wystrój wnętrza nabrał cech baroku. Przewodnik zwrócił uwagę, że ta ilość ołtarzy, obrazów, rzeźb to nie wynik bogactwa, ale opis życia Świętej. Całopostaciowa rzeźba św. Jadwigi w jednej ręce trzyma chleb, wyrażając tym troskę o człowieka, w drugiej książkę, troskę o ducha. W owych czasach, czytać nie umiały nawet wszystkie księżniczki.

Zwiedziliśmy kryptę św. Bartłomieja usytuowaną pod prezbiterium, wybudowaną w stylu romańskim. W podziemiu zachowane są też znaczne fragmenty starej budowli. Z pozostałych na nich płaskorzeźbach można było odczytać walkę dobra ze złem. Po przerwie na kawę, siostra Bernarda zaprosiła nas do zwiedzenia kaplicy klasztornej i szpitala – hospicjum z salami rehabilitacyjnymi. O godzinie 16 – tej z minutami wróciliśmy do Gostynia. Wyjazd był krótki, ale ciekawy, niektórzy myśleli już o następnym.
Każde spotkanie z kulturą wnosi coś nowego, czegoś uczy, zmusza do myślenia i refleksji.

Maria Ratajczak

Cze

30

Wczasowo w Darłówku (21-30 czerwca)

Autor: Biderman Aleksandra

Docelowy cel podróży – Darłówko nad polskim morzem. To już czwarte nasze wspólne spędzanie części wakacji. Jedziemy z panem Sławkiem. Tym razem 43 osoby zapragnęły odwiedzić nadmorskie miejscowości, rozkoszować się tamtejszym klimatem, spacerować po piaszczystych plażach. Ale póki co…

Zatrzymujemy się w Szczecinku, historycznym mieście położonym na Pomorzu Zachodnim. Jesteśmy umówieni z przewodnikiem, emerytowanym wojskowym, z urodzenia śremianinem, panem Bogdanem Bereszyńskim. Przez godzinę, bo na tyle byliśmy umówieni, pan Bogdan stara się nam pokazać swoje miasto usytuowane na przesmyku pomiędzy jeziorami Wielimie, Trzesiecko i Wilczkowo, połączonych rzeką Nidzicą. Szczecinek ma w herbie książęcego gryfa na złotym polu oraz srebrna rybę, prawdopodobnie jesiotra, już w średniowieczu osobliwość tutejszych jezior.

Idziemy wzdłuż jeziora Trzesiecko, wieje silny wiatr, wokół pełno zieleni. Na jeziorze znajduje się największy w Europie wyciąg do nart wodnych długości 1100 metrów. Po jeziorze pływają kaczki, na metalowym mostku pozawieszane są kłódki. Spacerujemy po pięknym zabytkowym parku miejskim zrewitalizowanym w 2012 roku. Po jeziorze pływa tramwaj wodny oraz statki BAYERN i KSIĘŻNA JADWIGA. Robimy mały spacer pięknymi, czystymi ulicami Szczecinka, zatrzymujemy się przy pomniku Adama Giedrysa, krawca i astronoma. Przechodzimy obok wieży kościelnej św. Mikołaja, rozglądamy się ciekawie po kolorowych kamieniczkach starego miasta. Zatrzymujemy się chwilę na rynku, gdzie króluje wysoki ratusz z czerwonej cegły. W uliczce na wprost ma swoją piekarnię pan Radoła, cukiernik z Gostynia. Mijamy pomnik Piłsudskiego, wstępujemy do kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W nim znajdujemy elementy wystroju starego, nieistniejącego już kościoła św. Mikołaja. Co chwilę pan Bereszyński zabawia nas kawałami, sprawdza naszą pamięć i godzina, z której zrobiło się ciut więcej, mija. Dziękuję przewodnikowi, który żałuje, że niestety mógł być z nami tak krótko i wszystkiego nie mógł nam pokazać.

Następny przystanek to Darłówko. Właściciel pensjonatu Siódemka wychodzi nam na przeciw i kieruje autobus do celu. Po rozlokowaniu się w pokojach mamy czas dla siebie. Czas nas nie goni, nie musimy być na określoną godzinę na posiłkach, jedzenie mamy we własnym zakresie. Tak wolimy. Mamy z naszego pensjonatu bardzo blisko i do morza, i do miasta, i do zwodzonego mostu nad rzeką Wieprzą. Również blisko do siłowni zewnętrznej, na której niemal codziennie szlifujemy naszą formę. W odległości 100 metrów od nas znajdują się cztery stołówki, gdzie można zamówić sobie obiady.

Pierwsze kroki kierujemy nad morze. Jest bardzo wietrznie i dość chłodno, nie zniechęca to jednak nas do spaceru po molo. W cieplejsze dni mocząc stopy w morskiej wodzie pokonujemy kilometry plaży podziwiając morze, mewy i łabędzie. Przy nadbrzeżu obserwujemy rybaków, którzy przygotowują złowione ryby do sprzedaży. Można je kupić świeże, ale i wędzone. Z okazji Dnia Morza w niedzielę uczestniczymy we mszy świętej, którą kapłan odprawia z pokładu kutra Pilot 9. Wierni stoją przy pomniku Tym, co nie wrócili z morza. Po mszy świętej oglądamy paradę kutrów wędkarskich, statków wycieczkowych i łodzi rybackich. Potem jeszcze odbywały się koncerty gwiazd, już w hotelu Apollo, ze względu na opady deszczu. Osoby, które tam od nas były, wróciły zachwycone. Na deptaku trafiliśmy na chłopaków, którzy potrafili nieźle się wyginać. Było na co popatrzeć.

Księżna Zofia to tramwaj wodny, który zawiózł nad do Darłowa, miasta, które istniało już w XI wieku. Powrót i zwiedzanie historycznego miasta organizujemy sobie w grupach. Darłowo zachowało unikatowy, średniowieczny układ urbanistyczny z rynkiem pośrodku. Gród otoczony był murami z basztami i bramami. Na tle jedynej istniejącej bramy, Bramy Wysokiej, robimy pamiątkowe zdjęcie. Z daleka widoczny jest Zamek Książąt Pomorskich, ale do niego wejdziemy w drodze powrotnej. Docieramy do kościoła św. Gertrudy, pobudowanego na planie sześcioboku z dwunastobocznym obejściem. Całość nakryta jest dachem namiotowym z iglicą. Jet to przykład skandynawskiego gotyku, jedyny w Polsce. Okna kościoła są podobne do bulajów dawnych statków. Na rynku stoi barokowy ratusz przebudowany w 1725 r, przed ratuszem stoi fontanna z 1919 r. z posągiem rybaka. Niektórzy wracają do Darłówka busem, inni pieszo (to zaledwie dwa kilometry).

Następny dzień – pełne słonce. Spacerujemy nad morzem, opalamy się, jedna z naszych koleżanek pomaga dziewczynkom zrobić wspaniały tort z piasku. Wieczorem ciepło ubrane wybieramy się na zachód słońca. Kiedy już słońce ma zagłębić się w morzu nadchodzą chmury i pełnego zachodu, niestety, nie udało się zobaczyć. Koleżankom, które wybrały się na wschód słońca też się nie powiodło.

Obok siłowni zewnętrznej panowie stawiają „Dom do góry nogami”. Jesteśmy jednymi z pierwszych klientów. Przeżycie fajne, testowaliśmy nasze poczucie humoru oraz utrzymanie się na nogach w ekstremalnych warunkach. Pogoda dalej nas rozpieszcza, chodząc wzdłuż Wieprzy przyglądamy się wycieczkowym statkom o nazwach „Król Eryk I”, oraz Unikus”. Codziennie jesteśmy w innym miejscu na obiedzie, na innych rybkach. Dwa wieczory przeznaczyliśmy na spotkanie się. Śpiewaliśmy (pod przewodnictwem Adeli oraz Oli N.), opowiadaliśmy kawały, czytałam gwarowe wiersze „wuja Czecha”. Każdy otrzymał czekoladę oraz mógł częstować się do woli ciasteczkami.

Niestety, skończyło się wczasowanie. Zjawił się pan Sławek. Zapakowaliśmy walizki do autobusu. Pożegnałam się z właścicielem Siódemki, który zapraszał nas do ponownego odwiedzenia jego ośrodka. Jedziemy do Darłowa. Zamek Książąt Pomorskich otwiera dla nas bramy. Jest to jedyny w Polsce nadmorski gotycki zamek na planie zbliżonym do kwadratu z wieżą wysokości 24 metrów, którego budowę rozpoczęto w 1352 roku za panowania Bogusława V. Dostajemy za przewodnika pana Karola, który zapoznaje nas z dziejami zamku oraz jego właścicielami. Na dziedzińcu zamkowym króluje rzeźba księcia Eryka Pomorskiego, który w połowie XV wieku zamek przebudował.  Zwiedzamy poszczególne sale, salę rycerską, salę przyjęć, sypialnię książęcą, dowiadujemy się historii książąt, poznajemy anegdoty z ich życia, dowiadujemy się o sposobach ogrzewania pomieszczeń. W XVIII i XIX wieku znajdowały się tutaj magazyny i więzienie, od 1930 roku muzeum. Zwiedzamy jeszcze wystawę czasową, w której przedstawione są metody postępowania z kobietami oskarżonymi o czary. Takich procesów o czary było na ziemi sławieńskiej około 30. Badał je założyciel muzeum w Darłowie Karl Rosenow. Było tam łoże Prokrustowe, wędzidło sekutnicy, cela czarownicy, kołyska Judasza, żelazna dziewica, krzesło czarownic, łamanie na kole oraz wiele innych sposobów na przyznanie się kobiet do kontaktu z diabłem.

Opuszczamy klimaty nadmorskie. Za Szczecinkiem, w miejscowości Podgaje, gdzie 10 dni temu zatrzymaliśmy się na kawę, jemy obiad: schabowy, surówka, frytki, do tego kawa i ciasto. Każdy z uczestników otrzymuje ponadto dwa słodkie batony oraz wspólne zdjęcie z napisem Darłówko. I to by było na tyle. Wspomnienia pozostaną, pytania o wczasy w przyszłym roku też się pojawiły. Czy będą?

tekst: Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Anna Krystkowiak, Maria Skrzypczak