Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: wycieczki.

Looking for where to buy a levitra without a prescription? Buy canada levitra online pharmacy now. Bonus - free shipping levitra.

Lip

8

Lipcowa wycieczka…

Autor: Biderman Aleksandra

Trwają wakacje, a na stronie internetowej GUTW czerwonym kolorem zaznaczona wiadomość, że GOK będzie  realizował nowy projekt kulturalny prezentujący dziedzictwo książąt piastowskich Śląska. Celem projektu jest edukacja, polegająca na objeździe miejsc ważnych dla kultury narodowej, pokazującej, że Śląsk w XII-XIV wieku był prężnym ośrodkiem polskiej kultury. A książęta piastowscy Śląska budowali polską świadomość i tożsamość.

Dla studentów GUTW zarezerwowano dwadzieścia miejsc, bezpłatnie. Wyjazdy poprzedzane są godzinnym spotkaniem z animatorem kultury, zarazem historykiem, który przygotowuje uczestników do postrzegania szerszego tła epoki. Autorem tego projektu jest Przemysław Pawlak. Prezes UTW uruchomił komórkę, wysłał SMS-y z wiadomością do wszystkich dostępnych mu numerów, ponad setkę. Chętni szybko się zgłosili. Dnia 6 lipca odbyło się spotkanie z animatorem, a dwa dni później, o godzinie 9:30 wyruszyliśmy autokarem do zespołu pocysterskiego w Trzebnicy. Czterdziestopięcioosobowej grupie przewodniczył pan Przemysław Pawlak z pomocą pani Jolanty Skrzypczak.

Na miejscu byliśmy już przed godz.11.00. Bazylika św. Jadwigi to najstarsze sanktuarium na Śląsku, pod wezwaniem św. Bartłomieja i NMP, jest jednym z nekropolii Piastów. Kościół ufundował książę Henryk Brodaty  w 1202 roku. Opowiadał nam o nim wspaniały przewodnik, Brat Marcin, który interesująco przybliżył nam historię kościoła i św. Jadwigi. Wychowanie  chrześcijańskie i formację intelektualną otrzymała Jadwiga u sióstr benedyktynek w Kitzingen. Jadwiga najchętniej pozostałaby w klasztorze oddając się życiu zakonnemu, ale około 1190 roku została wysłana do Wrocławia, gdzie poślubiła księcia Henryka Brodatego. Wpływała na politykę męża. Ufundowała klasztor w Trzebnicy, do którego sprowadziły się siostry benedyktynki z Bambergu. W 1203 roku przyjęły regułę cysterską. Opactwo to było pierwszym żeńskim klasztorem na ziemiach Polski. Jadwiga budowała szpitale, przytułki, ochronki. Bezpośrednio pomagała biednym, opiekowała się chorymi. Broniła poddanych, starała się o obniżenie podatków.  Dbała o los więźniów. Sprowadzone cysterki uczyły czytać i pisać. Działalność dobroczynna uczyniła ją postacią popularną wśród poddanych. Zmarła w opinii świętości w 1243 roku w Trzebnicy. W drugiej połowie XIII wieku dobudowano pierwszą w Polsce kaplicę w stylu gotyckim, w której umieszczono szczątki św. Jadwigi, patronki Śląska. W ciągu wieków świątynia była kilkakrotnie przebudowywana. Wystrój wnętrza nabrał cech baroku. Przewodnik zwrócił uwagę, że ta ilość ołtarzy, obrazów, rzeźb to nie wynik bogactwa, ale opis życia Świętej. Całopostaciowa rzeźba św. Jadwigi w jednej ręce trzyma chleb, wyrażając tym troskę o człowieka, w drugiej książkę, troskę o ducha. W owych czasach, czytać nie umiały nawet wszystkie księżniczki.

Zwiedziliśmy kryptę św. Bartłomieja usytuowaną pod prezbiterium, wybudowaną w stylu romańskim. W podziemiu zachowane są też znaczne fragmenty starej budowli. Z pozostałych na nich płaskorzeźbach można było odczytać walkę dobra ze złem. Po przerwie na kawę, siostra Bernarda zaprosiła nas do zwiedzenia kaplicy klasztornej i szpitala – hospicjum z salami rehabilitacyjnymi. O godzinie 16 – tej z minutami wróciliśmy do Gostynia. Wyjazd był krótki, ale ciekawy, niektórzy myśleli już o następnym.
Każde spotkanie z kulturą wnosi coś nowego, czegoś uczy, zmusza do myślenia i refleksji.

Maria Ratajczak

Cze

30

Wczasowo w Darłówku (21-30 czerwca)

Autor: Biderman Aleksandra

Docelowy cel podróży – Darłówko nad polskim morzem. To już czwarte nasze wspólne spędzanie części wakacji. Jedziemy z panem Sławkiem. Tym razem 43 osoby zapragnęły odwiedzić nadmorskie miejscowości, rozkoszować się tamtejszym klimatem, spacerować po piaszczystych plażach. Ale póki co…

Zatrzymujemy się w Szczecinku, historycznym mieście położonym na Pomorzu Zachodnim. Jesteśmy umówieni z przewodnikiem, emerytowanym wojskowym, z urodzenia śremianinem, panem Bogdanem Bereszyńskim. Przez godzinę, bo na tyle byliśmy umówieni, pan Bogdan stara się nam pokazać swoje miasto usytuowane na przesmyku pomiędzy jeziorami Wielimie, Trzesiecko i Wilczkowo, połączonych rzeką Nidzicą. Szczecinek ma w herbie książęcego gryfa na złotym polu oraz srebrna rybę, prawdopodobnie jesiotra, już w średniowieczu osobliwość tutejszych jezior.

Idziemy wzdłuż jeziora Trzesiecko, wieje silny wiatr, wokół pełno zieleni. Na jeziorze znajduje się największy w Europie wyciąg do nart wodnych długości 1100 metrów. Po jeziorze pływają kaczki, na metalowym mostku pozawieszane są kłódki. Spacerujemy po pięknym zabytkowym parku miejskim zrewitalizowanym w 2012 roku. Po jeziorze pływa tramwaj wodny oraz statki BAYERN i KSIĘŻNA JADWIGA. Robimy mały spacer pięknymi, czystymi ulicami Szczecinka, zatrzymujemy się przy pomniku Adama Giedrysa, krawca i astronoma. Przechodzimy obok wieży kościelnej św. Mikołaja, rozglądamy się ciekawie po kolorowych kamieniczkach starego miasta. Zatrzymujemy się chwilę na rynku, gdzie króluje wysoki ratusz z czerwonej cegły. W uliczce na wprost ma swoją piekarnię pan Radoła, cukiernik z Gostynia. Mijamy pomnik Piłsudskiego, wstępujemy do kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W nim znajdujemy elementy wystroju starego, nieistniejącego już kościoła św. Mikołaja. Co chwilę pan Bereszyński zabawia nas kawałami, sprawdza naszą pamięć i godzina, z której zrobiło się ciut więcej, mija. Dziękuję przewodnikowi, który żałuje, że niestety mógł być z nami tak krótko i wszystkiego nie mógł nam pokazać.

Następny przystanek to Darłówko. Właściciel pensjonatu Siódemka wychodzi nam na przeciw i kieruje autobus do celu. Po rozlokowaniu się w pokojach mamy czas dla siebie. Czas nas nie goni, nie musimy być na określoną godzinę na posiłkach, jedzenie mamy we własnym zakresie. Tak wolimy. Mamy z naszego pensjonatu bardzo blisko i do morza, i do miasta, i do zwodzonego mostu nad rzeką Wieprzą. Również blisko do siłowni zewnętrznej, na której niemal codziennie szlifujemy naszą formę. W odległości 100 metrów od nas znajdują się cztery stołówki, gdzie można zamówić sobie obiady.

Pierwsze kroki kierujemy nad morze. Jest bardzo wietrznie i dość chłodno, nie zniechęca to jednak nas do spaceru po molo. W cieplejsze dni mocząc stopy w morskiej wodzie pokonujemy kilometry plaży podziwiając morze, mewy i łabędzie. Przy nadbrzeżu obserwujemy rybaków, którzy przygotowują złowione ryby do sprzedaży. Można je kupić świeże, ale i wędzone. Z okazji Dnia Morza w niedzielę uczestniczymy we mszy świętej, którą kapłan odprawia z pokładu kutra Pilot 9. Wierni stoją przy pomniku Tym, co nie wrócili z morza. Po mszy świętej oglądamy paradę kutrów wędkarskich, statków wycieczkowych i łodzi rybackich. Potem jeszcze odbywały się koncerty gwiazd, już w hotelu Apollo, ze względu na opady deszczu. Osoby, które tam od nas były, wróciły zachwycone. Na deptaku trafiliśmy na chłopaków, którzy potrafili nieźle się wyginać. Było na co popatrzeć.

Księżna Zofia to tramwaj wodny, który zawiózł nad do Darłowa, miasta, które istniało już w XI wieku. Powrót i zwiedzanie historycznego miasta organizujemy sobie w grupach. Darłowo zachowało unikatowy, średniowieczny układ urbanistyczny z rynkiem pośrodku. Gród otoczony był murami z basztami i bramami. Na tle jedynej istniejącej bramy, Bramy Wysokiej, robimy pamiątkowe zdjęcie. Z daleka widoczny jest Zamek Książąt Pomorskich, ale do niego wejdziemy w drodze powrotnej. Docieramy do kościoła św. Gertrudy, pobudowanego na planie sześcioboku z dwunastobocznym obejściem. Całość nakryta jest dachem namiotowym z iglicą. Jet to przykład skandynawskiego gotyku, jedyny w Polsce. Okna kościoła są podobne do bulajów dawnych statków. Na rynku stoi barokowy ratusz przebudowany w 1725 r, przed ratuszem stoi fontanna z 1919 r. z posągiem rybaka. Niektórzy wracają do Darłówka busem, inni pieszo (to zaledwie dwa kilometry).

Następny dzień – pełne słonce. Spacerujemy nad morzem, opalamy się, jedna z naszych koleżanek pomaga dziewczynkom zrobić wspaniały tort z piasku. Wieczorem ciepło ubrane wybieramy się na zachód słońca. Kiedy już słońce ma zagłębić się w morzu nadchodzą chmury i pełnego zachodu, niestety, nie udało się zobaczyć. Koleżankom, które wybrały się na wschód słońca też się nie powiodło.

Obok siłowni zewnętrznej panowie stawiają „Dom do góry nogami”. Jesteśmy jednymi z pierwszych klientów. Przeżycie fajne, testowaliśmy nasze poczucie humoru oraz utrzymanie się na nogach w ekstremalnych warunkach. Pogoda dalej nas rozpieszcza, chodząc wzdłuż Wieprzy przyglądamy się wycieczkowym statkom o nazwach „Król Eryk I”, oraz Unikus”. Codziennie jesteśmy w innym miejscu na obiedzie, na innych rybkach. Dwa wieczory przeznaczyliśmy na spotkanie się. Śpiewaliśmy (pod przewodnictwem Adeli oraz Oli N.), opowiadaliśmy kawały, czytałam gwarowe wiersze „wuja Czecha”. Każdy otrzymał czekoladę oraz mógł częstować się do woli ciasteczkami.

Niestety, skończyło się wczasowanie. Zjawił się pan Sławek. Zapakowaliśmy walizki do autobusu. Pożegnałam się z właścicielem Siódemki, który zapraszał nas do ponownego odwiedzenia jego ośrodka. Jedziemy do Darłowa. Zamek Książąt Pomorskich otwiera dla nas bramy. Jest to jedyny w Polsce nadmorski gotycki zamek na planie zbliżonym do kwadratu z wieżą wysokości 24 metrów, którego budowę rozpoczęto w 1352 roku za panowania Bogusława V. Dostajemy za przewodnika pana Karola, który zapoznaje nas z dziejami zamku oraz jego właścicielami. Na dziedzińcu zamkowym króluje rzeźba księcia Eryka Pomorskiego, który w połowie XV wieku zamek przebudował.  Zwiedzamy poszczególne sale, salę rycerską, salę przyjęć, sypialnię książęcą, dowiadujemy się historii książąt, poznajemy anegdoty z ich życia, dowiadujemy się o sposobach ogrzewania pomieszczeń. W XVIII i XIX wieku znajdowały się tutaj magazyny i więzienie, od 1930 roku muzeum. Zwiedzamy jeszcze wystawę czasową, w której przedstawione są metody postępowania z kobietami oskarżonymi o czary. Takich procesów o czary było na ziemi sławieńskiej około 30. Badał je założyciel muzeum w Darłowie Karl Rosenow. Było tam łoże Prokrustowe, wędzidło sekutnicy, cela czarownicy, kołyska Judasza, żelazna dziewica, krzesło czarownic, łamanie na kole oraz wiele innych sposobów na przyznanie się kobiet do kontaktu z diabłem.

Opuszczamy klimaty nadmorskie. Za Szczecinkiem, w miejscowości Podgaje, gdzie 10 dni temu zatrzymaliśmy się na kawę, jemy obiad: schabowy, surówka, frytki, do tego kawa i ciasto. Każdy z uczestników otrzymuje ponadto dwa słodkie batony oraz wspólne zdjęcie z napisem Darłówko. I to by było na tyle. Wspomnienia pozostaną, pytania o wczasy w przyszłym roku też się pojawiły. Czy będą?

tekst: Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Anna Krystkowiak, Maria Skrzypczak

 

 

 

 

Cze

7

Świnoujście

Autor: Zbigniew Kosiński

Świnoujście w fotografii

zdjęcia Zbigniew Kosiński

Maj

19

O jaskiniach na Morasku

Autor: Biderman Aleksandra

19 maja 2017 r. przy cudownej pogodzie 35. studentów GUTW wybrało się do Poznania. Wraz z nami zabrała się pani przewodnik po Poznaniu Ewa Tomaszewska, która aktualnie przebywa na urlopie w Gostyniu. Celem naszej podróży było Morasko, a tam z kolei Instytut Archeologii UAM. Instytut ten należy do najstarszych jednostek naukowych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza powołanych do życia w momencie powstania tej uczelni, tj. w roku 1919. Pierwszym jej dyrektorem był prof. dr hab. Józef Kostrzewski. Od tego czasu placówka kilkakrotnie zmieniała nazwę. Latem 2015 Instytut Archeologii został przeniesiony na Kampus UAM Morasko do nowego budynku Collegium Historicum przy ul. Umultowskiej 89D.

Podjechaliśmy autokarem na Morasko, tam po przejściu krótkiego odcinka drogi weszliśmy do pięknego, nowoczesnego gmachu. O tym, że jest to gmach związany z historią pokazał nam biegnący przez środek hallu pas informujący o ważniejszych datach w historii światowej. Po przywitaniu się z panią magister  Aliną Kucharską podzieliliśmy się na dwie grupy i kolejno zwiedzaliśmy Instytut zwracając uwagę na wystrój, tablice informacyjne, zaglądaliśmy też do sal wykładowych, biblioteki, wyszliśmy na taras, w hallu czekała na nas kawa, herbata i ciasteczka. Kiedy obie grupy zebrały się razem zrobiliśmy wspólne zdjęcie. Następnie Ewa Tomaszewska zaprowadziła nas do sali wykładowej, gdzie czekała na nas pani prof.. zw. dr hab. Danuta Minta-Tworzewska z Zakładu Teorii i Metod w Archeologii. Obie panie doskonale się znały, gdyż chodziły do tej samej klasy w Liceum Ogólnokształcącym w Gostyniu.

Pani profesor uraczyła nas opowieścią zatytułowaną „Zapomniane sny w malarstwie jaskiniowym paleolitu”. Na przykładzie jaskini w Lascaux i jaskini Chauvet”a we Francji, jaskiniach Cougnac, Pech Merle, Niaux, Altamirze, Chufin, groty del Arco, jaskiniach  Cullalvera, El Castillo, El Pindal, La Clotilde i innych opowiadała o kolorowych rysunkach zwierząt zwracając uwagę na ich ułożenie, ruch. Później na ścianach jaskiń można też było zobaczyć rysunki ludzi, głównie kobiet, ludzi siedzących przy ognisku, narzędzia, strzały. Około roku 1600 zaczęły się pojawiać napisy, takie swoiste graffiti tamtych czasów. Pani profesor odpowiedziała na wiele naszych pytań dotyczących aktualnych wykopalisk. Prezes Kosiński podziękował za uroczy wykład. Razem przeszliśmy do Instytutu Biologii, gdzie w otoczeniu zieleni zjedliśmy smaczny obiad.

Z przewodniczką zwiedziliśmy jeszcze kościół św. Wojciecha z XIII wieku z marmurowym sarkofagiem Karola Marcinkowskiego, pięknymi witrażami, m.in. bł. Edmunda Bojanowskiego. Potem zeszliśmy do Krypty Zasłużonych, która powstała w latach 1996-1997 dla uczczenia dwóchsetlecia Mazurka Dąbrowskiego. Znajdują się tam prochy m.in. Józefa Wybickiego, Antoniego Kosińskiego, Heliodora Święcickiego, Feliksa Nowowiejskiego,  serce gen. Henryka Dąbrowskiego, ziemia z terenu Gross Rosen, gdzie zamordowany został pierwszy dowódca Szarych Szeregów Florian Marciniak. W mur otaczający kościół wmurowano tablice upamiętniające m.in. Karola Marcinkowskiego, Klaudynę Potocką, Emilię Szczaniecką, Heliodora Święcickiego.

Udajemy się jeszcze do Sanktuarium Świętego Józefa, podniesione w marcu tego roku do godności bazyliki mniejszej. Opiekują się nim karmelici bosi. Historia tego miejsca sięga XVI wieku. Wnętrze kościoła jest bazylikowe, trójnawowe. Ołtarz główny zaprojektowany został w latach 80. XX wieku. W centralnym miejscu umieszczony jest obraz św. Józefa. Po prawej stronie znajduje się kaplica Matki Bożej Ostrobramskiej, po lewej Kaplica Krzyża.

Trochę czasu wolnego mamy na Starym Rynku. Stamtąd wyjeżdżamy już prosto do Gostynia. Pani Ewa po drodze pokazuje nam blok, w którym mieszka. Przed 20.00 jesteśmy na miejscu. Muszę jeszcze dodać, że przez całą drogę, kiedy mijaliśmy jakąś miejscowość czy ciekawe miejsce Ewa Tomaszewska opowiadała nam o tym. Brawo jej za bardzo dobre przygotowanie się do tej wycieczki.

Tekst Aleksandra Biderman,  zdjęcia Jolanta Gardyś 
170519_095204 170519_095214 170519_095258 170519_100226 170519_100505 170519_102615 170519_104524 170519_113723 170519_113807 170519_113924 170519_114015 170519_114201 170519_132232 170519_132329 170519_134644 170519_134740 170519_134830 170519_152927 170519_153749 170519_154520 170523_143338

 

 

Maj

5

Z wizytą w Trzebani

Autor: Biderman Aleksandra

5 maj 2017 roku powitał nas wyjątkowo ładną pogodą. 28 osób z naszego Uniwersytetu wyjeżdża dziś do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Trzebani, wiosce niedaleko Osiecznej. Zakład ten działa od lipca 2010 roku. Swoim zasięgiem obejmuje stacje przeładunkowe odpadów komunalnych w Goli i Rawiczu oraz kompostownię odpadów zielonych w Koszanowie w gminie Śmigiel. Obszar działania to 20 gmin z pięciu powiatów południowo-zachodniej części województwa wielkopolskiego.

Podstawową funkcją zakładu w Trzebani jest: przyjmowanie zmieszanych odpadów komunalnych, zmniejszenie ilości odpadów biodegradowalnych, odzysk odpadów opakowaniowych, demontaż odpadów wielkogabarytowych, zbieranie odpadów niebezpiecznych, zbieranie i odzysk odpadów budowlanych, produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, czyli biogazu powstającego w procesie suchej fermentacji oraz biogazu z zamkniętego i zrekultywowanego składowiska odpadów w Trzebani.

O zakładzie i jego zadaniach opowiedziała nam pani – pracownik tego zakładu. Mówiła o organizacji odbioru odpadów, systemu zagospodarowania odpadów dla regionu leszczyńskiego, omówiła odpady, jakie tu trafiają, pokazała wykresy w jak zastraszającym tempie wzrasta ich ilość. Następnie omówiła drogę, jaką muszą przebyć śmieci od wjazdu na teren zakładu. Dziś większość śmieci w gospodarstwach domowych pakowana jest w foliowe worki. Najpierw te śmieci trafiają do rozrywarki worków. Następnie podajnikiem kanałowym  i poprzez kabinę wstępnej segregacji dostają się do na sito bębnowe, które rozdziela je na odpady do 40 mm, od 40 do 340 mm. Potem znów separator, rozdrabniacz, zasobnia biofrakcji, stabilizacja beztlenowa i  tlenowa w pryzmach. Na innych liniach oddziela się tworzywa sztuczne i papier. Plastiki i papier zgniatane są do „kostek”.

Ubrani w odblaskowe kamizelki, czepki i kaski ruszyliśmy za panią na zwiedzanie zakładu. Wszędzie obok nowoczesnych maszyn, urządzeń, tony śmieci jeszcze nie posegregowanych, w boksach na dworze już porozdzielane, składowane w pryzmy, przygotowane do wywozu sprasowane butelki plastikowe. Podnosimy głowy, by dojrzeć w całości wielki pojemnik na biogaz. Wokół zakładu – składowisko odpadów. Po wizycie w tym zakładzie każdy z nas będzie na pewno bardziej dbał o to, by śmieci w swoim gospodarstwie segregować.

Z Trzebani udajemy się piękną, zieloną drogą do Witosławia. W pałacu, schowanym na uboczu w środku dużego ogrodu, obok jeziora mieści się Ośrodek Apifitoterapii prowadzony przez dra  Edwarda Kałużnego. Sprzedawane są tu miody z własnej pasieki, miodówka Witosławska, kremy propolisowo-woskowe, świeczki, soki naturalne, pyłek kwiatowy, kit pszczeli, zioła. Nie udaje się nam porozmawiać z bardzo dziś zajętym doktorem, więc sami zwiedzamy park: plażę nad pięknym jeziorem, spotykamy po drodze mnóstwo uli, dalej trochę zwierząt: dwa psy nowofunlandy, w wolierach gołębie, kaczki, na trawie pasą się konie i kucyk. Nieco umęczeni siadamy w pałacowej Sali do pysznej kawy, ciastka miodownika oraz do kieliszeczka mocnej miodówki.

Odprężeni, niektórzy po dokonaniu zakupów, odwiedzamy jeszcze Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Osiecznej. Opiekę nad nim sprawują ojcowie  Franciszkanie. Nasza koleżanka Wiesia odczytuje historię tego obiektu dopowiadając od siebie wiele ciekawych informacji. Pokrzepieni duchem wsiadamy do autokaru, który już tym razem wiezie nas prosto do domu.

 

tekst Aleksandra Biderman
zdjęcia Aleksandra Biderman

170505_Trzebania (18) 170505_Trzebania (19) 170505_Trzebania (21) 170505_Trzebania (28) 170505_Trzebania (29) 170505_Trzebania (30) 170505_Trzebania (34) 170505_Trzebania (51) 170505_Trzebania (67) 170505_Trzebania (74) 170505_Trzebania (75) 170505_Trzebania (82) 170505_Trzebania (93) 170505_Trzebania (97) 170505_Trzebania (99) 170505_Trzebania (112) 170505_Trzebania (117) 170505_Trzebania (124) 170505_Trzebania (128) 170505_Trzebania (132) 170505_Trzebania (133)