Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: rajdy rowerowe.

Wrz

17

Ostatni z zaplanowanych

Autor: Biderman Aleksandra

Dzisiaj ostatni z naszych zaplanowanych rajdów. Wybieramy się do siedleckiego lasu na grzyby. Jest nas dziesięcioro.

Pogoda przepiękna, cieplutko. Pierwszy odpoczynek po pokonaniu wzniesienia  w Grabonogu. Nieco zmęczeni siadamy na stylowych ławeczkach u stóp bł. Edmunda Bojanowskiego i słuchamy opowieści Lecha Męczarskiego o dworku, w którym urodził się błogosławiony.

Po krótkim odpoczynku ruszamy w kierunku Pępowa. Zatrzymujemy się na leśnej ścieżce i dajemy sobie godzinę czasu na grzybobranie. Plony nie są zbyt obfite, ale możemy pochwalić się dorodnymi prawdziwkami. Robi się gorąco, po wyjechaniu z lasu zdejmujemy z siebie wierzchnie okrycia. W Gostyniu na Kani spotykamy się z panami: Sebastianem Nowakiem i panem Janem Walczakiem, pilotem na motorze. Ustalamy dalszą trasę: przez las Bogusławski, dalej pod górkę do Drzęczewa, do Piasków. W Nadleśnictwie czeka na nas pan Jerzy Różański – specjalista ds. edukacji oraz nasz prezes Zbigniew Kosiński z małżonką. Siadamy wokół miejsca na ognisko, dołącza do nas wójt Piasków Zenon Norman. Opowiada o gminie, rozdaje wszystkim folder „25 lat samorządu gminy Piaski. Czas inwestycji i innowacji” oraz płytę „ Piaski. Cel twojej podróży”. Raczymy się kiełbasą z grilla, zajadamy plackiem i popijamy kawę. Wójt, niestety, ma swoje obowiązki, żegnamy się więc. Pan Różański dzieli się swoimi doświadczeniami zawodowymi, opowiada interesująco o lasach. Podsumowujemy rajdy rowerowe, było ich 10 plus jeden „deszczowy” z OSiR-u. Przejechaliśmy 400 km poznając naszą gostyńską ziemię i kawałek śremskiej. W przyszłym roku ruszamy znów od maja z nowymi siłami i zapałem. Żegnamy gościnnego gospodarza i odjeżdżamy w stronę swoich domów.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Wrz

3

Spacerkiem po Poniecu

Autor: Biderman Aleksandra

Żeby pospacerować po Poniecu najpierw trzeba tam dojechać. A czym? Najlepiej rowerami. Wszak dzisiaj 3 września, pierwsza środa miesiąca, czas na rower.

Niewielu nas dzisiaj, zaledwie 7 osób. Pogoda piękna, lekki wiaterek wieje nam w plecy, pojazdy same jadą. Gorzej pewnie będzie w drodze powrotnej. Mijamy staw w Łęce Małej, po lewej stronie miejsce, gdzie można kupić różne zagraniczne rzeczy: meble, rowery, narzędzia ogrodnicze, sprzęt gospodarstwa domowego, zabawki. Robimy sobie małą przerwę, oglądamy wystawione przedmioty, ale nic nie wzbudziło naszej uwagi na tyle, by coś kupić. Jedziemy dalej. W samym Poniecu zastępuję Marka w prowadzeniu i tak dojeżdżamy do celu. Celem naszym jest wizyta u mojej koleżanki z licealnej ławy – Teresy oraz jej małżonka – Jurka. Zostajemy poczęstowani kawą i świeżym, ciepłym jeszcze plackiem drożdżowym ze śliwkami. Po odpoczynku ruszamy w miasto. Mijamy Wydawy, wieś położoną w środku Ponieca, przechodzimy koło nowego przedszkola, które mieści się w byłym budynku szpitalnym, zaglądamy do wnętrza kościoła pw. Narodzenia NMP, przechodzimy uliczkami przy których stoją stare, parterowe budynki, niektóre piękne, kolorowe, inne, niestety, niszczejące. Po krótkim spacerze  wracamy po rowery, żegnamy się z gościnnymi gospodarzami.

Jak przewidzieliśmy, powrotna droga nie była już taka łatwa. Jechaliśmy pod wiatr. Końcowy odcinek trasy pokonaliśmy nową drogą pobudowaną na ulicy Górnej. Licznik rowerowy wskazał 46 km.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Sie

30

Rajd w deszczu

Autor: Biderman Aleksandra

30 sierpnia 2014 roku Ośrodek Sportu i Rekreacji w Gostyniu zorganizował na zakończenie wakacji rajd rowerowy. Zebrało się przed pływalnią około 60 osób, w tym 10 naszych studentów.

Zapowiadała się piękna pogoda. Ruszyliśmy w czterech grupach w kierunku Grabonoga. Potem przez Tanecznicę i Strzelce Wielkie dotarliśmy do Piasków, dalej do Marysina. Czekał tam na nas ksiądz Bogumił, który w kaplicy opowiedział nam o działalności Bonifraterskiego Ośrodka oraz o św. Janie Bosko. Zwiedziliśmy otoczenie Ośrodka, przed kawiarenką spotkaliśmy naszego przyjaciela, księdza Konrada Kaczmarka i ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Mszczyczyna. Zrobiło się zimno i zaczęło lać. Schowaliśmy się w lesie, ale niewiele to dało, wszyscy byli przemoczeni. Znowu kawałek jazdy i znowu chowanie się przed deszczem. I tak musieliśmy zrezygnować z dalszej jazdy i podjechaliśmy na św. Górę, gdzie czekał na nas gorący posiłek. Nie było na nas suchej nitki, musieliśmy zrezygnować ze zwiedzania bazyliki i prędko udać się do domów, by się przebrać i wypić ciepłą herbatę. Ale i tak było fajnie.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Sie

20

Tu pielgrzymowała św. Jadwiga

Autor: Biderman Aleksandra

20 sierpnia 2014 roku – kolejny rajd rowerowy. Na starcie 9 osób. Naszym celem jest dziś Pępowo związane z postacią św. Jadwigi.

Ruszamy w kierunku wsi Grabonóg. Tam właśnie naprzeciw szkoły znajduje się od niedawna pobudowana przystań bł. Edmunda Bojanowskiego. To letnia wiata ze stołami i ławami, gdzie można na chwilę spocząć. Przed wiatą Edmund Bojanowski, rzeźba Andrzeja Hodowanego, obok dwie wygodne, stylowe ławeczki. Robimy fotkę i po chwili ruszamy dalej. Pogoda nam sprzyja, choć tylko częściowo. Nie pada. Robi się coraz cieplej, choć wieje mocny wiatr. Nie sprzyja to pedałowaniu. Mimo to, po pokonaniu dalszych 15 km docieramy do Pępowa. Wita nas wieża kościoła pw. św. Jadwigi. Byłam umówiona z proboszczem na otwarcie kościoła, jednak… nikt na plebani nie reaguje na głos dzwonka. Szkoda. Musimy zadowolić się oglądaniem wnętrza kościoła „przez szybkę” i spacerem wokół świątyni. Dzielę się z uczestnikami wycieczki legendą o św. Jadwidze, która w tym miejscu przekraczając strumyk pozostawiła ślad stopy na kamieniu. Ten ślad z kolei był początkiem pielgrzymek i budowy osady. Strumyk, rzeka Dąbrocznia, płynie do dzisiaj. Druga legenda wyjaśnia czworokątne zakończenie wieży kościelnej. Kościół był jeszcze rozbudowywany o kaplicę i nawy boczne. Zostawiamy nasze rowery naprzeciw kościoła przymocowane do specjalnych stojaków i idziemy spacerkiem po Pępowie. Najpierw wstępujemy na cmentarz, by pobyć chwilę ze Stanisławem Sroką, znanym każdemu z nas, niesłychanie dobrym człowiekiem. Jesteśmy pod wrażeniem zmodernizowanego centrum wsi: miejsce zabaw dla dzieci wyłożone jest sztuczną trawą, wszędzie mnóstwo ławek, dużo trawy, ścieżki, fontanny świecące wieczorem, duże tablice z patronami ulic, Pępowo na starej fotografii, wiata do ochrony przed deszczem, dwa stoliki z szachownicą, siłownia zewnętrzna. W pobliskiej restauracji raczymy się kawą i świeżutkim, drożdżowym plackiem z truskawkami. Siadamy jeszcze na chwilę na ławkach tuż przy wielkim kamieniu z napisem: „ Pamięci rodzin Konarzewskich i Mycielskich, fundatorów świątyń i dzieł sztuki sakralnej na naszej ziemi”. Żegnamy się z Pępowem spoglądając na pomnik pary rumaków.

Drogą powrotną jedziemy przez Rębowo, Ludwinowo, Kościuszkowo, dalej Grabonóg i Gostyń. Cały czas pod silny wiatr. Na liczniku 42 km, chociaż z racji tego wiatru trasę powrotną z Pępowa trzeba by liczyć podwójnie. Za dwa tygodnie kolejne spotkanie.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Sie

6

Miejsce docelowe – Krobia

Autor: Biderman Aleksandra

Kolejny rajd rowerowy – 6 sierpnia 2014 roku. Pogoda wymarzona, na starcie 14 „zawodników”. Poprosiłam pana Lecha Męczarskiego, aby był naszym przewodnikiem.

Jedziemy ścieżką rowerową przy ulicy Wrocławskiej, dalej główną drogą do Krajewic. Pniemy się pod górkę, zatrzymujemy się w parku, w miejscu, gdzie w początkach XIX wieku pobudowany został pałac. Pierwsza zamieszkiwała go Róża Czorbowa z Żółtowskich. Ponieważ Czorbowie dzieci nie mieli w latach  dwudziestych XX wieku majątek przejmuje ich bratanek Andrzej Żółtowski z Godurowa. Wraz z jego śmiercią w 1941 roku kończy się prywatna własność rycerskiej wsi Krajewice. Dziś nie ma już śladu po okazałym pałacu. Zastąpiło go  boisko sportowe.

Jedziemy do Domachowa. Drewniany kościół pw. św. Michała Archanioła liczy już sobie kilka wieków. Jeśli wierzyć napisowi na dzwonie kościół ufundowano w 1256 roku. Tuż przy wejściu na dziedziniec Leszek Męczarski pokazuje nam grób Jana Czorby. W kościele wita nas proboszcz Paweł Minta. Opowiada o parafii i nie tylko, zwraca naszą uwagę na wiele szczegółów (złocenia, malunki na ścianach i na suficie, dobudowaną nawę, nowe ławki, witraże, odsłania obraz w ołtarzu głównym, zwraca uwagę na  łysego aniołka u góry ołtarza). Wchodzimy też do zakrystii. Można by słuchać księdza proboszcza jeszcze długo, ale czas nagli. Na chwilę wchodzimy na cmentarz, by złożyć pokłon piewcy folkloru biskupiańskiego – Janowi z Domachowa Bzdędze.

W Krobi stajemy przy kościele cmentarnym św. Idziego z XIII w. Dziś pełni on rolę kaplicy cmentarnej. Wysłuchujemy dziejów tego kościółka, następnie przejeżdżamy do barokowego kościoła św. Mikołaja zbudowanego w latach 1757-1767.  Pan Lech zwraca naszą uwagę m.in. na obraz Madonny z Dzieciątkiem z 1542 roku, płytę nagrobną Baltazara Czackiego, nagrobek rodziny Czackich, chrzcielnicę kamienną z 1520 roku.

Kolejny cel naszej podróży – Muzeum Stolarstwa i Biskupizny w Krobi – miejsce niezwykłe, które samo w sobie stanowi opowieść o historii, rzemiośle, obyczajach, sztuce i kulturze. To jedyna w Polsce stolarnia od lat 20. ubiegłego wieku, która przetrwała w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego, a maszyny i narzędzia w stolarni sięgają swą historią połowy XIX wieku. Po muzeum oprowadza nas potomek rodu Hałasów – pan Marek Hałas. Nasze wspomnienia, a szczególnie Zbyszka, przywołuje drewniany piesek ciągniony na sznurku, wóz drabiniasty, samochód, statek. W szafach z przegródkami – różne drobne elementy, narzędzia do produkcji mebli, bejce w oryginalnych opakowaniach, katalogi. Na stołach i pod ścianami różne elementy zdobnicze, lustra w starych oprawach, które czekają na renowację. W Izbie Regionalnej „kawałek Biskupizny”: stroje, wózek dziecięcy, urządzenia do produkcji masła i lodów, różne drobne przedmioty związane z gospodarstwem domowym. Są żelazka na duszę, nawet zupełnie maleńkie, które służyło do prasowania koronek, szklana pułapka na muchy, specjalne nożyczki do ucinania knota. Na zewnątrz – ścieżka dendrologiczna z opisami rodzimych drzew. Przechodzimy do pracowni, w której pan Marek Hałas organizuje warsztaty: ceramiczne, stolarskie, piśmiennicze, malowania na szkle, tworzenie przedmiotów w glinie. Pan Marek Hałas planuje zrobić przy Muzeum stanicę rowerową dla gości odwiedzających muzeum, aby mogli przesiąść się z samochodów na rowery i zwiedzić pobliskie okolice, np. kościół w Domachowie. Obiecał, że zaprosi nas na otwarcie tego projektu. Dokonujemy wpisu do kroniki, żegnamy się i jedziemy dalej.

Kilka słów pana Leszka o pałacu w Pijanowicach wybudowanym około roku 1900 przez ówczesnego właściciela majątku Waltera Conze położonym w 1,5 ha parku z dość dużym stawem, dziś już bardzo zarośniętym. Zewnętrznie pałac nie wygląda źle, jednak niszczeje nieużytkowany od wielu lat. Okazja niebywała: przejeżdżamy obok kościółka w Sikorzynie. Pani, która porządkuje otoczenie otwiera nam drzwi kościoła i oprowadza po wnętrzu. To nowy obiekt, jasny, z czterema rzędami ławek, pięknym stołem do odprawiana liturgii, konfesjonałem, pięknym witrażem nad drzwiami. Wchodzimy jeszcze do salki obok, pełniącej rolę zakrystii z trzema obrazami na ścianie: Jana Pawła II, Serca Jezusowego i Maryi.

W Czachorowie stajemy w parku przed rezydencją Modlibowskich. Budynek jest bardzo zniszczony, ale zauważamy nowe rynny. Przez chwilę rozmawiamy z panią Zarembą, która mieszka tu od 50 lat i której ojciec był w majątku Modlibowskich księgowym. Ma wiele interesujących informacji o rodzinie Wandy Modlibowskiej. Zaprasza nas jeszcze raz na dłuższą pogawędkę.

Wracamy do domów. Jest już 17.00. Licznik wskazał 35 km. Bardzo owocna wycieczka. Przyniosła nam dużo nowych wiadomości. Za dwa tygodnie kolejna.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman