Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

Wrz

23

Ostatni dzień lata

Autor: Biderman Aleksandra

I wymarzona pogoda na spacer. Dziś 23 września. Zaczynamy w dziesiątkę, w tym jeden mężczyzna. Po krótkiej naradzie i moich trzech propozycjach wybieramy spacer, którym pożegnamy lato, powitamy jesień, a więc będzie wszystkiego po trochu.

Ulicą Poznańską dochodzimy do początku ścieżki rowerowej wiodącej do Kunowa. Zostawiamy za sobą uliczny gwar i spaliny samochodowe i nowiutką asfaltową szosą idziemy w kierunku niewielkiej wsi Ostrowo. Stąd pochodzi jedna z naszych koleżanek – Kazia.  Jest ona naszym przewodnikiem po tym terenie. Jest pięknie, zielono, lato nie chce jeszcze przekazywać swoich rządów jesieni. Co chwilę ktoś zdejmuje wierzchnie odzienie pozwalając słońcu na odrobinę pieszczoty. Znajdujemy kamień przyrody, piękny, duży jesion i pomarańczowe dynie rosnące tuż przy drodze. Kukurydza na polach już ścięta, maszyny pracują przy rozdrabnianiu zielonych części roślin, inne usypują je w pryzmy, z których wytworzy się kiszonka dla zwierząt. Wioska (a raczej jej część, którą podążamy)  jest malutka, kolorowa, przed domkami dużo zieleni. Co chwilę mijają nas ciągniki. W kalendarzu jeszcze lato a tutaj jesienna praca wre na całego. Widoki przepiękne. W naszym płaskim krajobrazie Ostrowo wyróżnia się pagórkami, górkami. Ziemie uprawne zaliczane są do VI klasy, dlatego też uprawia się tu dużo niewymagającej kukurydzy.

Wchodzimy do lasu. Rolniczy gwar maszyn zmienia się w ciszę. Susza panująca od kilkunastu dni zniechęciła ludzi do zbierania grzybów. Idziemy duktem i po jakimś czasie wychodzimy na ulicę Nad Kanią. Tam u dobrej naszej znajomej czeka pięknie nakryty stół, aromatyczna kawa i pachnące ciasto ze śliwkami. Chwila odpoczynku każdemu się należy. Przeszliśmy dziś wiele kilometrów. Pod domem sprawdziłam krokomierz: 21 tys. kroków i 13 kilometrów. Dużo, ale było warto.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

 

Wrz

9

Do lasu

Autor: Biderman Aleksandra

Dawno już nie byliśmy w lesie. Dzisiaj, w imieniny miesiąca, 9 września, środowe wyjście dla siedmiu pań. Tyle się nas zebrało na zbiórkowym miejscu. Każda przygotowana (długi rękaw, długie spodnie, pełne buty). Pogoda piękna, przez błękitne chmury nieśmiało przebija się słoneczko.

Idziemy ulicą Polną. Z każdym krokiem jest cieplej i długie rękawy zamieniamy na krótkie bluzki. Przed wejściem do lasu „psikamy się” odstraszaczem na komary i kleszcze. Las wita nas ciszą i przebijającym się przez gałęzie drzew słońcem. O, jest pierwszy grzybek: kania, a za nią druga. Nieco dalej podgrzybek, za nim drugi i trzeci. Szykuję papierową torebkę i wkładamy tam zebrane grzyby. Kazia uzbrojona w atlas grzybów Polski kontroluje nasze zbieractwo. Trochę rozchodzimy się po lesie, trafiają się następne podgrzybki, torebka się zapełnia. Na dobrą kolację wystarczy.

A tu ciekawostka: hotel dla owadów. To dzięki pszczołom istnieje 85% gatunków roślin. Taki hotel dla owadów winien być wykonany z naturalnych materiałów. Jego powierzchnie warto przykryć drucianą siatką z małymi oczkami by ochronić lokatorów przed owadożernymi ptakami. Wewnątrz hotelu znajduje się słoma, grube gałęzie, cegły dziurawki, trzcina, łodygi krzewów, szyszki, suche liście. Wszystko to zapewnia owadom lokum, gdzie mogą się schronić.

Idąc już w kierunku Goli zatrzymujemy się na chwilę na parkingu. Siadamy i zapoznajemy się z tablicami, które informują nas o budowie lasu i o tym jak powstaje las, czyli „Od nasionka do drzewa”. Na kamieniach tuż obok robimy sobie zdjęcia. Idziemy dalej, mijamy stary dworzec w Goli, nieczynny jak wiele innych. Ścieżką rowerową dobijamy do baru „U Franka”. Tam wypijamy pyszną kawę i spoglądamy na licznik: 18.000 kroków, 12 km. Sporo, ale wcale nie czujemy się zmęczone.

Kolejny spacer, jak zwykle, w czwartą środę września.

tekst Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Krystyna Zubaczyk
 

Sie

26

Na górze i na dole

Autor: Biderman Aleksandra

26 sierpnia 2020 roku. Pierwszy spacer po wakacyjnej przerwie. Właściwie, planowo drugi, ale ten pierwszy nie wypalił. Dziś od rana lało, ale potem się wypogodziło na tyle, że możemy iść na spacer. Nadal jednak chmury są ciemne, nie wróżą niczego dobrego. Parasole mamy, jakby co.

Nie zapuszczamy się dziś daleko, żeby w razie deszczu móc się gdzieś schować. Ale im dalej szliśmy to słoneczko zaczynało nam znaczyć drogę. Przy murach Fary stoi od trzech lat pusta kolumna. Do października 2017 roku wieńczyła ją figura św. Małgorzaty, patronki kościoła. Była jednak w bardzo złym stanie i została przekazana  do renowacji. Renowację przeprowadzono w Katedrze Konserwacji – Restauracji Architektury i Rzeźby Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Bezpośrednio przywróceniem świetności postaci św. Małgorzaty zajmowała się studentka konserwacji Agata Ogińska, dla której ta praca była pracą magisterską kończącą jej sześcioletnie studia. 16 czerwca 2020 roku figura wróciła. Nie będzie jednak już stała na cokole, znalazła swoje miejsce w kaplicy św. Anny. Ołtarz w tejże kaplicy też odzyskał dawną świetność. Lśni pełnym blaskiem. Zarówno renowacja figury, ołtarza, ambony, drugiego ołtarza i innych zabytków farnych możliwa jest w większości z odpisu 1% podatku na Towarzystwo Miłośników Gostyńskiej Fary.

Idziemy do muzeum, a w nim ostatnie dni wystawy „Lalki świata” ze zbiorów Muzeum Lalek w Pilźnie k. Tarnowa. Początki tego muzeum sięgają roku 1981. Było ono wtedy pracownią, która opracowywała i wykonywała stroje na gotowe korpusy lalek. Lalki w strojach ludowych jako pamiątki z Polski sprzedawane były najczęściej turystom z zagranicy. Zagraniczne wyjazdy służbowe zaowocowały współpracą oraz owocną wymianą produktów i tak powstało Muzeum Lalek. Lalki pełniły od najdawniejszych czasów różnorakie role. Kojarzone były z kultem urodzaju i płodności, pełniły funkcję ilustracyjną i dokumentacyjną, były lalki, które wiązały się z dobrem ale i takie, jak np. chimery, potwory, zniekształcone zwierzęta, które wiązały się ze złem. Na wystawie mamy lalki z różnych krajów, wykonane z plastiku, porcelany, materiałów, drewna, kości bawołu, papieru, liści kukurydzy.

Z muzeum udajemy się na górę zamkową. Rozpościerają się przed nami cudne widoki: rynek gostyński z figurą Jezusa Chrystusa, pobliskie domy widoczne niejako „od tyłu”, podwórka tychże domów, Kanię płynącą leniwie tuż pod górą, równo skoszone łąki, bociana, który zadomowił się na kominie pobliskiego ogrodnictwa, kościół Farny, cukierniczkę, osiedla mieszkaniowe z nowopowstającym blokiem na osiedlu Słonecznym i dużo, dużo zieleni. Wiejący wiatr rozwiewał nam włosy, ale było ciepło.

Spacer zakończyliśmy w kawiarni Kameralna na dobrej kawce i serniku rozmawiając o minionych wakacjach, planach na przyszłość i podziwiając prace Aleksandry Adamczak zawieszone na ścianie kawiarni.

Ogólny bilans – skromne 4 kilometry.

Zdjęcia i opis Aleksandra Biderman
 

Cze

24

Z górki na pazurki

Autor: Biderman Aleksandra

A droga jak brzeg nieznany
Wśród pól i łąk skoszonych
Grażyna Łobaszewska. Autostrada do nieba

27 luty – ostatni nasz spacer przed pandemią. Było nas wtedy 17 osób. Minęły cztery miesiące. Bardzo nam brakowało tych spacerów, a jeszcze bardziej brakowało nam siebie. Zżyliśmy się z sobą przez te wszystkie lata, tworzymy niemal rodzinę. Pandemia uniemożliwiła nam spotkania. Powoli wszystko wraca jednak do normalności.

Dziś pierwszy spacer po czterech miesiącach w bardzo okrojonym składzie. Zaledwie trzy osoby. Z dworca PKS ruszamy podmiejskim autobusem pod klasztor. Wysiadamy i Maria zaprasza nas do środka. Na głównym ołtarzu wystawiona jest Monstrancja z Medjugorie Królowa Pokoju. Monstrancja została wykonana w gdańskiej pracowni Mariusza Drapikowskiego. Do jej wykonania użytych zostało dwanaście meteorytów. Ich nieziemskie pochodzenie symbolizuje wieniec z „gwiazd dwunastu”. Monstrancja ma swym wyglądem i konstrukcją nawiązywać do nadprzyrodzonego wizerunku Maryi, która w swym sercu nosi Chrystusa, swojego syna. Swoją symbolikę mają również barwy kamieni, których użyto do powstania Monstrancji np.: kolor biały – określa czystość i wieczną chwałę, żółty – majestat i chwałę Boga, zielony – dziewictwo i nadzieję, błękit – wierność, nieskazitelność, bezpośrednie obcowanie z Bogiem. Waga samej kryształowej monstrancji to 25 kg., wysokość 1,5 m. Monstrancja ta wędruje po różnych kościołach Polski, by ostatecznie wrócić do Medjugorie do budowanej specjalnej kaplicy do adoracji Pana Jezusa.

Po opuszczeniu klasztornych murów kierujemy się w stronę Drzęczewa, gdzie swój początek ma nitka obwodnicy Gostynia. Wokoło pola w różnych odcieniach zieleni. Na rowach rosną malownicze maki, rumianki, fioletowe  dzwoneczki trawy różnych gatunków. Jesteśmy na początku autostrady. Pogoda niezbyt miła, co chwilę otwieramy i zamykamy parasole. Idzie nam się doskonale, bo cały czas z górki. Piękna ścieżka pieszo – rowerowa, obok rów, dalej jezdnia, po której co chwilę przejeżdżają samochody. Przed nami coraz bliżej widoczne z oddali osiedle Pożegowo. Dochodzimy do ulicy Nad Kanią i tam u naszej dobrej znajomej zostajemy poczęstowane kawą i ciastem. Pogoda podczas drogi powrotnej jest łaskawsza. Przestało padać. Podziwiamy piękne posesje położone wzdłuż drogi, zachwycamy się ogródkami pełnymi kwiatów. Dziś przeszłyśmy 17 tysięcy kroków, co daje 10 i pół kilometra. Zachwycające…

Lipiec jest miesiącem bez spacerów. Wszystkich zapraszamy na kolejne począwszy od drugiej środy sierpnia.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Lut

27

Jubileuszowo

Autor: Biderman Aleksandra

27 lutego 2020 r. Do końca miesiąca pozostały całe dwa dni, bo w tym roku przypada rok przestępny. Na starcie gotowych do spaceru 17 osób, w tym dwaj panowie. Przysłowie mówi: ”luty, obuj dobre buty”. Nie jest tak źle, choć na dzisiejszy dzień bardziej pasowałoby marcowe powiedzenie: w marcu jak w garncu”, gdyż dzisiaj mamy i śnieg, i deszcz, i spomiędzy chmur nieśmiało wygląda słoneczko.

Trasę dziś wyznacza Maria. Idziemy tak, by nasz spacer zakończyć „U Franka – Czemu właśnie tam? Zaraz się dowiecie, Idziemy więc koło dworca PKS-u, potem laskiem naprzeciwko huty, ulicą Leśną, Zachodnią, koło Tesco i wchodzimy tunelem do parku. A, jeszcze, żeby nie być gołosłownym robimy sobie zdjęcie z odrobiną śniegu w huckim lesie, bo to chyba jedyne opady śniegowe tej zimy.

W barze czeka nas niespodzianka. Dokładnie dziś minęło 55 lat od dnia kiedy Maria i Tadeusz przysięgali sobie dozgonną miłość. 55 lat – szmaragdowe, lub jak mówią inni, platynowe gody. Były życzenia następnych rocznic, zdrowia, radości, spełnienia marzeń. Jak im udało się doczekać tak pięknej rocznicy? Bo o co w tym życiu chodzi? „W życiu tak naprawdę chodzi o codzienność. O herbatę wypitą w spokoju rano. O wspólnie zjedzoną kolację. O to, kto wstawi pranie. O kupno soczystych, słodkich pomarańczy. O makaron z serem i brokułami. O własną hodowlę ziół na balkonie. Poranne przytulenie. Trzymanie się za dłonie. Nową, różową szminkę. Delikatne promienie słońca na skórze. Planowanie wakacyjnych podróży. Każdy z nas chce być wielki, wiele osiągnąć, przeżyć jak najwięcej. Czujemy niedosyt, lecz to nie o to chodzi. Nie o to chodzi, by być w życiu najlepszym. Chodzi o to, by jak najlepiej przeżywać dni, które jeszcze są przed nami”. Jubilaci ugościli nas kawą i słodkościami a ja przeczytałam dwa wiersze gwarowe, które serdecznie nas rozbawiły.

Przeszliśmy dziś 5,5 km robiąc prawie 9 tysięcy kroków.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman