Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently

The requested resource has been assigned a new permanent URI.


Powered by Tengine/1.4.2

Paź

11

Jesienny spacer

Autor: Biderman Aleksandra

A za oknami jesień – młodopolska dama
w woalu szaromglistym przechadza się sama,
umarłe drzewa żegna, zwiędłe liście liczy
– pamiątki snu o lecie, minionych słodyczy… (Anna Maria Kowalczyk, „Andrzejki”)

                    W takim nostalgicznym nastroju grupa licząca 14 pań wyrusza 11 października 2017r. na spacer. Wydaje się, że lada chwila spadnie deszcz, kilka osób dzierży w dłoniach parasolki. Nikogo to jednak nie zniechęca. Wychodzimy z biura Zarządu GUTW, przecinamy ul. Powstańców Wlkp. i wspinamy się ul. Młyńską, by po chwili dojść do ul. Sikorskiego. Im bardziej oddalamy się od centrum miasta, tym więcej zauważamy oznak jesieni. Przydomowe ogródki pozbawione są kolorowych kwiatów, zebrano warzywa, zakopano grządki, żółte liście na bujnej zieleni trawników wyglądają jak barwny dywan. Niektóre domy otoczone są niczym ścianą zwartą zielenią iglaków.

            Dochodzimy do ul. Podgórnej. Dalsza trasa wiedzie ulicą, której tak naprawdę jeszcze nie ma; zaczyna się od ul Podgórnej i jest równoległa do ul. Wrocławskiej i ul. Górnej. Nazywa się ul. Dolna. Schodzimy z chodnika i podążamy prowizoryczną ścieżką wyłożoną betonowymi płytami. Z lewej strony mijamy zaplecza domów stojących wzdłuż ul. Wrocławskiej. Poruszając się po tej głównej wylotowej w kierunku Krobi ulicy miasta, nie zdajemy sobie sprawy, że za domami rozciąga się szeroki pas zieleni z sadami, ogródkami, porośnięty trawą, wznoszący się łagodnym zboczem aż do ul. Górnej. Po krótkim czasie kończy się betonowy pas, idziemy teraz wąską, czasem dość śliską i grząską po niedawnych opadach ścieżyną. Kilka pań zbiera ostatnie jesienne kwiatki, trawy, układając oryginalne bukiety.

                  Ola „poluje” na różne kolory jesieni. Wbrew pozorom okazuje się, że jest ich sporo i da się z „upolowanych” okazów ułożyć barwny album, do którego komentarzem mogą być słowa Antoniny Zachara-Wnękowej: „Przekwitły najpiękniejsze kwiaty. Zaróżowiły się drżące osiny. Sczerwieniały korale jarzębin i liście czeremchy. Krzaki polnych róż zamieniły kwiaty na purpurowe dzbanuszki głogu. Śliwy i jabłonie zrzucają z gałązek brązowe i pożółkłe liście na leżące pod nimi owoce, które spadły, zerwane przez wiatr.”

       Przy ulicy, która na razie jest w planie, zaczynają wyrastać nowe domy. Z ich okien będzie się roztaczał widok na zielone zbocze do czasu, aż nie zasłonią go domy wybudowane po drugiej stronie ulicy. Tak obserwując otoczenie, dochodzimy do ul. Wielkopolskiej. Spoglądając w kierunku ul. Wrocławskiej, odnosimy wrażenie, że stoimy na skoczni narciarskiej i że zaraz nad naszymi głowami pojawi się skoczek, który „wyląduje” na łące po drugiej stronie ulicy. Idziemy jednak w przeciwnym kierunku czyli wspinamy się ul. Wielkopolską. Mijamy kondensownię, dochodzimy do Brzezia. Jednorodzinne domy jak i całe posesje są tutaj bardzo okazałe, zadbane, otoczone różnorodnymi krzewami i drzewami.

Ale prawdziwa uczta dla oka czeka nas w centrum ogrodniczym Nowackich. Ta pora roku to czas chryzantem. Przechadzamy się wśród stołów zastawionych doniczkami kwiatów: od białych, przez bladozielone, kremowe, rude, fioletowe do ciemnobordowych. Na innych stołach leżą wiązanki i stroiki przeznaczone na groby – wkrótce Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych.

Nasz spacer powoli zmierza ku końcowi. Dochodzimy do ul. Strzeleckiej. Szpaler przydrożnych drzew ma jeszcze bujne zielone korony, ale wśród nich prześwitują żółte i rude liście. Mijamy uroczy stawek pokryty zieloną rzęsą. W pewnym obejściu dostrzegamy zabudowania porośnięte dzikim winem, którego liście zaczynają nabierać ciemnopąsowego koloru.

Tradycyjnie zakończenie spaceru odbywa się w barze „U Franka”, ale tym razem nie poprzestajemy na wypiciu kawy/herbaty. Dziś raczymy się pyszną golonką po bawarsku. Nie był to co prawda najdłuższy spacer: zrobiłyśmy „zaledwie” 13000 kroków (a więc z nawiązką wykonałyśmy dzienną normę), przeszłyśmy 10 km i spaliłyśmy 515 Kcal, więc zasłużyłyśmy na coś smakowitego.

Następne spotkanie już za tydzień.

Relacja Halina Spichał
Zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Paź

11

Ulubiona pora roku

Autor: Biderman Aleksandra

Kiedy chodziłam do szkoły, przy niemal każdej zmieniającej się porze roku, pani od polskiego zadawała wypracowanie nt. „Moja ulubiona pora roku”. No i pisało się: Moją ulubioną porą roku jest lato (wiosna, zima, jesień).

Kiedyś przypadło mi pisanie o jesieni. Byłam może w VII, VIII klasie. Wyobraziłam sobie, że siedzę w oknie, a za oknem zimno, deszcz pada, plucha, ludzie chodzą pod parasolami, o, ktoś wdepnął w kałużę, a temu panu wiatr porwał parasol, dziewczynka nie może zdążyć za mamą, która chce być jak najszybciej w domu. Zamiast kropek zrobiłam kółeczka, które pomalowałam w środku kredkami. Przy literach, takich jak np. a, b, d, p, wszystkie wypełnienia były też kolorowe, w przeróżnych kolorach jesieni. Dostałam piątkę (szóstek jeszcze wtedy nie było) z ogromnym minusem za te udziwnienia, które czyniły moje wypracowanie mało czytelnym. A mnie i tak się podobało!

Dziś, 11 października 2017 roku, na spacerze robiłam zdjęcia kolorów, kolorów, jakie daje nam jesień. Mam nadzieję, że się wam spodobają.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Paź

4

Idzie jesień

Autor: Biderman Aleksandra

Przyjmij ten jesienny bukiet
kwiatów i liści
chowa się w nim wszystko…
i wiara,
że wszystko się ziści.
                     Adam Górczyński

Jesień ze swoim bukietem gości u nas już od tygodnia. Zaczyna malować przyrodę na wszystkie odcienie żółci i czerwieni. Wyczarowuje piękną paletę barw, w czym nie przeszkadza jej nawet deszcz.

W dniu spaceru, 4 października 2017 roku, rano słońce pokazało się na niebie. Ukryło się akurat wtedy, gdy dwunastoosobową grupą wyszliśmy w plener. Maszerowaliśmy do lasu na grzyby, szukać i zbierać dary jesieni.

Cała natura leśna, drzewa, jeżyny, paprotniska czekały na nas po przekroczeniu lasu. Najpierw gęsiego ścieżką, potem dróżką i duktem doszliśmy aż do Babiej Góry. Rozglądając się przy tym na boki , skupiając  uwagę i wytężając wzrok, by znaleźć przebijającego głową liście lub mech borowika. Ale takie szczęście miała tylko Lucyna. Znalazła nie jednego ale nawet trzy. Nie mniejsze szczęście i dar d o zbierania miała Ola. Piękne duże kapelusze, a przy tym bardzo smaczne grzyby – kanie, wypełniły jej papierową torbę. Ola jest też znawczynią grzybów. Przypomina nam co roku jak rozpoznać kanię od podobnego trującego grzyba. U kani można łatwo pod kapeluszem przesuwać wełniasty pierścień. Grzybów tych koleżanki nazbierały najwięcej. Będzie uczta, bo panierowane i smażone bardzo cenione są za walory smakowe.

Po lesie chodziliśmy spokojnie, relaksując się. Maria i Krysia rozglądając się, zauważyły, że obok młodych dębów na wysokiej sośnie w budce lęgowej, pszczoły lub osy zrobiły sobie barć, oklejając ją wkoło woskiem. Napotkaliśmy dwie sarenki, dużą i małą, które przyszły na brzeg lasu, bo było tam bogatsze podszycie,  młode krzaczki.

Widzieliśmy szkody po nawałnicy, która nie ominęła naszego rejonu. Leżały jeszcze pojedyncze drzewa wyrwane z korzeniami, połamane i poskręcane. Większość jest już uporządkowana, pocięte w równej długości drągi przeznaczone do przemysłu albo na opał. Przygotowywane są też powierzchnie pod nasadzanie nowych roślin. Posuwając się dalej doszliśmy do końca lasu. Wychodząc na drogę prowadzącą ze Starego Gostynia doszliśmy do Goli. Zmagając się z wiatrem,  ścieżką rowerową kroczyliśmy do Gostynia, tu powitał nas drobny deszczyk. Z założonymi kapucami  dotarliśmy do baru „U Franka”.

Układając na spacerach jesienne bukiety dołożymy  do nich grzyby i jeszcze inne dary. W październiku będziemy uczęszczać na nie w każdą środę, bo  odrabiamy zaległości. Na dzisiejszej przechadzce przemierzyliśmy 10,5 kilometra. Mieliśmy też radość z pokonanego trudu.

Spacer opisała Maria Ratajczak
Uzupełniły zdjęciami: Aleksandra Biderman, Halina Spichał oraz Maria Wujek

Wrz

13

Ciekawe spotkanie

Autor: Biderman Aleksandra

Dnia 13 września 2017 roku piętnastoosobowa grupa spacerowiczów spotkała się w biurze Zarządu. Zebraliśmy się, by spędzić czas w gronie przyjaciół. Po dotychczasowej deszczowej pogodzie, tego dnia rano powitało nas piękne słońce, co dodało nam jeszcze więcej radości. Przewodniczki Ola i Maria ustaliły i zaproponowały trasę do przejścia. Wplecione w nią były  obserwacje i refleksje.

Najpierw szliśmy w kierunku rynku, bowiem na nim zorganizowana jest wystawa plenerowa przypominająca miejsce wielkiej zbrodni. O wydarzeniach tamtego czasu wspomniała już w biurze Ola. W centrum miasta, w dniu 21 października 1939 r. niemieccy okupanci, w ramach planowanej eksterminacji, rozstrzelali trzydziestu przedstawicieli miasta Gostynia i okolic. Wystawa składa się z 30 podświetlanych modułów, pokazuje postacie rozstrzelanych. Jest podzielona na dwie części: od strony ratusza widnieją wizerunki wszystkich 30 osób. Od strony zachodniej umieszczono na tablicach teksty i informacje na temat wydarzeń. Po obejrzeniu i poszerzeniu wiedzy z przeczytanych informacji szliśmy dalej.

Kroczyliśmy ulicami Lipową i Nad Kanią. Przy tej drugiej w ostatnich dniach postawiono tablice z radarowym pomiarem prędkości. Mieliśmy okazję popatrzeć jak działają i jak kierowcy na nie reagują. Tablice te pokazują także, jaka jest temperatura w danym czasie. Idąc dalej prosto doszliśmy do ulicy Europejskiej.

Poza miastem zaczął wzmagać się wiatr, jakby chciał nas zatrzymać. Nic dziwnego, szliśmy pod jego prąd. Podczas pokonywania kilometrów, krocząc ulicami, zaobserwowaliśmy przy posesjach i w ogrodach dużo różnorodnych kwiatów, niskich i wysokich, kołysanych we wszystkich kierunkach. W dali, dostrzec było można słoneczniki, które zgodnie z naturą zwiesiły już głowy, jakby się kłaniały przechodniom. Ciekawie wyglądały duże połacie pól z dojrzałą kukurydzą. Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do sklepu Galeria z pamiątkami przy ul. Poznańskiej. Czasem można coś ciekawego i potrzebnego wypatrzeć.

Doszliśmy do wyremontowanej „Willi  Szulca”, z której właściciele urządzili wspaniałą restaurację. Nowy lokal nazwano „Czarny Piec”, bo to piec włoskiego producenta jest jego bohaterem, a służy do wypiekania pizzy. Jest to jedyne w Polsce tego typu urządzenie z firmy  MARANA FORNI. Piec jest opalany drewnem, a wykonany z lawy wulkanicznej, co powoduje dobre utrzymanie ciepła. Ma obracaną płytę do wypiekania pizzy. Jest duży, postawny i zajmuje poczesne miejsce w pomieszczeniu. Obejrzeliśmy piec i lokal, zajęliśmy miejsca przy dużym stole. Mieliśmy okazję jako jedni z pierwszych gości wypić kawę i skosztować deser o nazwie CANOLLO z RICOTTĄ. Racząc się smakołykami, ustalaliśmy terminy następnych spotkań. Na spacerze idąc krok za krokiem przeszliśmy 8 kilometrów i na wszystko mieliśmy  czas, przede wszystkim na uśmiech.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

 

 

Sie

9

LALKI I SPACER

Autor: Biderman Aleksandra

Lato w pełni, od kilku dni panuje niemal „piekielny” upał. Wakacje minęły półmetek. Tymczasem grupa spacerowiczów GUTW zgodnie z tradycją wznowiła 9 sierpnia 2017r. spacer przypadający w drugą i czwartą środę miesiąca.

W siedzibie Zarządu GUTW  spotkało się tego dnia 14 osób, których nie przestraszyła wysoka temperatura powietrza. Punktualnie o godz. 9.00 wyruszyliśmy w kierunku Muzeum. Naszym celem było obejrzenie wystawy lalek „Poczet królów i książąt polskich” ze zbiorów Muzeum Lalek w Pilźnie k. Tarnowa. Wystawa obejmuje rody królewskie i książęce z linii Piastów od Mieszka I do Ludwika  Węgierskiego.  Byliśmy pod wrażeniem ilości lalek, wizerunków władców w otoczeniu rodziny – żon i dzieci, a także strojów i rekwizytów odtworzonych z wielkim pietyzmem. Wysłuchaliśmy także komentarza słowno – muzycznego. W „towarzystwie” lalek zrobiliśmy wiele zdjęć.
Po obejrzeniu wystawy wstąpiliśmy do pobliskiej Fary, gdzie trwały prace renowacyjne. Obserwowaliśmy efekty już wykonanych prac.
Opuszczamy świątynię i kontynuujemy spacer ulicami Lipową i Fabryczną, skręcamy w ulicę Nad Kanią. Tempo jest dość leniwe, na szybsze nie pozwala duszne powietrze. Obserwujemy ogródki przed domami, komentujemy ich urządzenie i zmysł estetyczny właścicieli. Dochodzimy do ul. Europejskiej, przekraczamy ul. Poznańską i wspinamy się ul. Kasyna Gostyńskiego. Zauważamy coraz więcej nowych domów, które zostały tu pobudowane od czasu poprzedniego naszego  spaceru.

Wędrówkę kończymy w restauracji Podleśna. Pijąc kawę i racząc się ciasteczkami trochę plotkujemy, dzielimy się wrażeniami z wczasów, nie brakuje – jak zawsze – wypowiedzi o zdrowiu i zdrowym stylu życia. Maria przygotowała podsumowanie spacerów w minionym roku akademickim. Spacerowiczów było ogółem 22. W poszczególnych spacerach uczestniczyło od 6 do 14 osób. W ciągu roku było 20 spacerów, pokonaliśmy 220 km. Długość tras wahała się między 3 a 10 km. Najczęściej, bo 5 razy zwiedzaliśmy nowe ulice i budowle w mieście, 4 razy byliśmy w lesie, odwiedziliśmy 4 wystawy w muzeum, dwukrotnie gościliśmy w Ogrodnictwie państwa Nowackich na Brzeziu. Tylko raz, ze względu na złą pogodę, spacer przesiedzieliśmy w biurze. Najbardziej aktywny uczestnik spacerów to Maria Ratajczak, która wzięła udział w 16 spacerach i przeszła 109 km. Drugie miejsce przypadło Lucynie Pietrusiak, trzecie Krysi Zubaczyk. Niżej podpisana przytoczyła wypowiedź niemieckiego filozofa Wilhelma Schmida: „Jak przeżyć starość?” To swoisty dekalog, a niektóre jego przykazania brzmią: pogódź się, że się starzejesz; odpuść gonitwę za nowym; rób sobie drobne przyjemności; kochaj i przyjaźnij się; uśmiechaj się. Zaś ostatnie jest dość nieoczekiwane: Pamiętaj, że po śmierci jest nieskończoność.

Aby nie było tak do końca patetycznie, niezawodna Ola wprowadziła sporo humoru swoimi kawałami i dowcipami, którymi sypie jak z rękawa.

Na koniec informacja: z przyczyn obiektywnych nie odbędzie się spacer w czwartą środę sierpnia. Spotkamy się dopiero we wrześniu.

zrelacjonowała Halina Spichał
zdjęcia robiła Halina Spichał i Aleksandra Biderman