Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently

The requested resource has been assigned a new permanent URI.


Powered by Tengine/1.4.2

Lut

7

My się zimy nie boimy

Autor: Biderman Aleksandra

Zwolennicy spacerów GUTW swoje kolejne spotkanie wyjątkowo przenieśli na pierwszą środę miesiąca. Odbyło się ono 7 lutego 2018 roku. Od rana spieszyłyśmy ze wszystkich stron do biura Zarządu, żeby zdążyć na dziewiątą, umówioną, stałą godzinę. W grupie lubiącej ruch są także osoby przyjeżdżające spoza Gostynia. Wszystkie stwierdzamy, że warto być i iść razem. Dzisiaj maszerowała czternastoosobowa grupa, w tym dwie nowe koleżanki.

Wycieczkę tę Ola z Marią zaplanowała z myślą o aktywizowaniu organizmu. Pogoda była wymarzona na wielokilometrowy marsz. Rano termometry wskazywały – 6º stopni C. Później robiło się cieplej, przyświecało słońce, mogłyśmy chwytać promienie. Dachy i trawy przyprószone były śniegiem.

Zimę mamy co roku, ale każda jest inna. Kroczenie przed siebie w plenerze w taką pogodę jest zbawienne dla naszego zdrowia i kondycji fizycznej. Szłyśmy ulicą Mostową do Fabrycznej, dalej do końca ulicy Nad Kanią. Zatrzymałyśmy się przy drogowskazie z napisem ul. Krańcowa. Nazwa tej ulicy widnieje od niedawna. Droga ta prowadzi pod górkę do Bogusławek, którą posuwałyśmy się. Minęłyśmy tę miejscowość i dalej wędrowałyśmy w stronę klasztoru. Są to drogi polne, wiele nierówności, zamarznięte bajorka. Kusiło nas, by powrócić do dzieciństwa i poślizgać się, ale nie próbowałyśmy, bo chwila nieuwagi mogłaby skończyć się upadkiem. Na terenie tym wokoło cisza, bez samochodów, tylko widać duże połacie zielonej oziminy, którą chroniły delikatne płatki śniegu. Przy drodze wysokie drzewa, a na nich urodzaj jemioły. Na górze pod klasztorem była okazja popatrzeć na piękną panoramę całego miasta Gostynia ze srebrnymi dachami, które pomalował pobłyskujący śnieg. Dominowała „cukierniczka”, która sprawiała wrażenie jakby była blisko nas. Ulicą Czereśniową dotarłyśmy do Nad Kanią. Stamtąd do stołówki Verni. Ponieważ zbliża się tłusty czwartek, tradycję zjadania pączków i faworków należało  podtrzymać. Lucyna o tym pamiętała i przyniosła dwie torebki smakowitych faworków. Rozgoszczone przy stole z aromatyczną kawą, do tego jeszcze czekoladki, tak świętowałyśmy już zapusty. W dobrym nastroju zakończyłyśmy nasz umiarkowany wysiłek, podczas którego przeszłyśmy 7 kilometrów drogi.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Anna Leśniak (gościnnie)
 

Sty

24

Spacer pod znakiem wystaw

Autor: Biderman Aleksandra

Niby środek zimy, a na dworze plusowa temperatura, wiatr, lód, roztopy, wszystkiego po trochu. Daleko nie ma co iść, niektóre z koleżanek zabrały nawet parasole. A że w Gostyniu wiele się dzieje i zawsze staramy się być na bieżąco, dziś mamy ostatnią szansę, by obejrzeć kilka wystaw. Wyruszamy grupą 14-osobową 24 stycznia. Aby droga wiodąca do pierwszego naszego celu nie była zbyt krótka wydłużamy ją nieco.

W bibliotece na piętrze wystawa „Lodowe inspiracje Tomasza Piecucha”. Pana Tomka znamy od kilku lat. Opowiadał (i pokazywał) nam wówczas o swoim zbiorze kamieni z epok, w których żyły dinozaury. Od najmłodszych lat interesowała go fotografia. Dziś lustrzanką Nikon zakupioną w zeszłym roku robi zdjęcia imprez, ludzi, przyrody. My mamy przyjemność oglądać cuda, jakie stworzyła zimowa aura, a w szczególności lód. Niektóre ze swoich prac pan Tomek opatrzył nazwami. I tak jest np.: pingwin, grzybek, nietoperz, jaszczur. Popatrzcie sami…

Dalej z biblioteki ulicą Energetyka przedostajemy się w Ogrodową. Tutaj na mostku przy łąkach chwila zadumy nad przemijaniem. Wczoraj opuścił nas nasz kolega, Wacek, który był w Uniwersytecie od początku jego istnienia bardzo aktywnym studentem. Częstujemy się owocem liczi. Smakuje wybornie. Na łąkach leżą jeszcze płaty śniegu, rzeka Kania płynie szeroko wartkim nurtem, a droga przy niej jest mocno oblodzona i bardzo uważamy, by się na niej na niej nie poślizgnąć. Drzewa wyciągają ku niebu gołe gałęzie, tylko na platanach niby winogrona zawisły gałązki z kulistymi owocami.

W muzeum, do którego zawijamy, ostatnie dni wystawy „Pierwsza wojna światowa”. Ta wojna, zwana również „Wielką Wojną” trwała od 28 lipca 1914 roku do 11 listopada 1918 roku. Po raz pierwszy w historii zastosowano
w walce nowoczesną broń: samoloty, okręty podwodne, czołgi, samochody pancerne, broń chemiczną. W armii rosyjskiej brało udział 1,2 mln Polaków, w austriacko-węgierskiej – 1,4 mln Polaków i w armii niemieckiej – 780 tysięcy.  Oglądaliśmy zdjęcia walczących na różnych frontach, zdjęcia żołnierzy w okopach, wolontariuszki podające jadącym na front  jedzenie, zniszczony Kalisz, okaleczonych ludzi. Bilans tej wojny to m.in. 8,5 mln poległych i zmarłych ludzi, 21 mln rannych, jeńców i zaginionych – 7,7 mln. Wśród zmobilizowanych ogółem 65 mln żołnierzy straty wynosiły 57,6 mln.

Ostatnia część naszej wędrówki to kawiarnia Kameralna. Tutaj wystawę obrazów ma gostynianka Aleksandra Adamczak. Po ukończeniu liceum studiowała malarstwo. Z wyróżnieniem ukończyła pracownię malarstwa u prof. Andrzeja Niekrasza  w Instytucie Pedagogiczno-Artystycznym w Kaliszu. Jakiś czas pracowała jako grafik komputerowy, to jednak nie dawało jej zadowolenia. Dziś tworzy piękne, energetyczne obrazy, pełne barw przedstawiające rośliny i zwierzęta, kwitnące ogrody i ławice świetlistych ryb. Organizuje wystawy i marzy, by poprowadzić pracownię malarstwa dla młodzieży. Popijając aromatyczną kawę i spoglądając na obrazy pani Aleksandry możemy poczuć się jak bywalczynie z wielkiego świata.

Przeszłyśmy dziś tylko 5 km i 8 tysięcy kroków. Ale to nic. Jesteśmy zadowolone. Oprócz obejrzenia trzech wystaw wysłuchaliśmy też zabawnej historii o pani i fotografie odczytanym przez Anię. Jadwiga odczytała dwa piękne wiersze, a ja zapoznałam koleżanki z książką kryminalną dla dorosłych pt. „Dom z widokiem na morze”, napisaną przez gostyniankę J. Mazur.

Następne spotkanie odbędzie się o tydzień wcześniej, tj. 7 lutego, z uwagi przypadające później święto.

Po wystawach oprowadzała Aleksandra Biderman
Zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

Sty

10

Kalendarz

Autor: Biderman Aleksandra

Nowy kalendarz
jak pusty zeszyt
niezapisany pamiętnik
karta z cyframi odmierzającymi coś
czego jeszcze nie było
                                    Adam Górczyński

 

W tym nowym kalendarzu pod datą 10 stycznia 2018 roku mamy okazję zapisać długi spacer w zespole członków UTW. Na pierwsze spotkanie w nowym roku przyszła szesnastoosobowa grupa. Przewodniczki Ola i Maria zaproponowały wycieczkę do lasu. Wszystkie przyjęłyśmy pomysł z aplauzem, bowiem las zimą ma też swój urok.

Maszerowałyśmy ulicami: Mostową, Starogostyńską i Leśną. Po dojściu do torów, schodkami zeszłyśmy w głąb lasu. Cisza, błogi spokój, wszystko śpi. Przed nami roztaczał się widok powalonych drzew. Większość jest już posprzątana, poukładane gałęzie i drągi. Nadleśnictwo Piaski zagospodarowany surowiec sprzedaje. Prowadzi też wywóz drewna opałowego, odnawianie zrębów, zalesianie sadzonkami.

Deszcze oraz maszyny pracujące w lesie porobiły na duktach koleiny i bruzdy.  Stojąca w nich woda była zamarznięta, mieliśmy okazję spróbować się poślizgać. Poruszałyśmy się ścieżkami, poboczem raz pod górkę raz z górki, ustawiałyśmy do zdjęć. Przyjemnie jest  iść razem tą samą drogą, odkryć coś, poznać. Ola zwróciła uwagę na stojące tablice informacyjne, które zawierają ważne wskazówki  dotyczące lasu. Halina przeczytała treść jednej z nich pod tytułem „Rola wody w lesie”. Dzięki temu przypomniałyśmy sobie jak wykorzystywana jest woda przez drzewa. Poznałyśmy zwierzęta, które najbardziej  potrzebują jej do życia. Wyszłyśmy z lasu i drogą prowadzącą ze Starego Gostynia do Goli doszłyśmy do ścieżki rowerowej. Wracając nią do Gostynia mogłyśmy się rozglądać. Zauważyłyśmy na opustoszałych polach w dali dwa stada danieli szukających pożywienia.

Aktywność  fizyczna wzmacnia nas i poprawia nastrój, wspólne spacery i rozmowy są dla nas czasem niezapomnianym. W nowym kalendarzu możemy zaznaczyć jeszcze, że na tym spacerze spędziłyśmy pół dnia, a w tym czasie przeszłyśmy 10 km. Spotkanie zakończyłyśmy z rumieńcami w barze U Franka.

Przy kawie mieliśmy czas na żarty. Ola przygotowała i czytała także takie, które odnalazła w wyrywanym kalendarzu. Zachęcała też innych do czytania. Halina przyniosła długi, piękny wiersz ks. Jana Twardowskiego p.t. „Pomódlmy się w Noc Betlejemską”. Urywek dedykuję tym, którzy będą ten artykuł czytali.

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania (…)

 

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

 

 

 

 

Gru

27

Kolędowanie

Autor: Biderman Aleksandra

I pomyśl,
jakie to dziwne,
że Bóg miał lata dziecinne,
matkę, osiołka, Betlejem.
                                ks. Jan Twardowski

Stało się już tradycją, że na spotkaniu spacerowym zaraz po świętach Bożego Narodzenia, odwiedzamy żłóbki w gostyńskich parafiach. Środowy spacer, dnia 27 grudnia, był zwieńczeniem naszych spotkań w odchodzącym 2017 roku. Trochę ociężale, bo po trzech dniach świętowania, a przy tym objadania, wyruszyłyśmy, by przejść kilka kilometrów. Wykorzystałyśmy  okazję, by razem poruszać się, dotlenić i zgubić chociaż kilka kalorii. Aura nas widocznie polubiła, ponieważ w tym dniu przyświecało słońce.

Najpierw  podążałyśmy do kościoła Św. Ducha. Tam wystrój świątyni odzwierciedlał okres liturgiczny. Żłóbek, Maryja i Józef przyglądają się Dzieciątku i wzrokiem otulają je. Obok pasterze i owieczki, spieszą też Trzej Mędrcy. W bliskości żłóbka miałyśmy okazję pokłonić się Dzieciątku i wspólnie zaśpiewać kolędy.

Dalsza nasza wycieczka prowadziła do kościoła farnego p.w. Św. Małgorzaty. Tam pełen spokoju półmrok rozświetlały odnowione boczne ołtarze. Przeszłyśmy do urządzonej w bocznej nawie szopki. U góry pulsująca gwiazda, wskazująca Dzieciątko Jezus w żłóbku na sianie, Maryję i Józefa. Obok pasterze, zwierzęta, rzemieślnicy, a także zdążający na wielbłądach Trzej Królowie. Stały dwa aniołki, jeden z nich po wrzuceniu pieniążka wprowadzał w ruch wszystkie urządzenia i postacie. Drugi odtwarzał słowa kolęd, mogłyśmy posłuchać ich lub przyłączyć się do śpiewu. Wybraliśmy to drugie.

Dalszy etap to ulice: Lipowa, Fabryczna i Czereśniowa, którymi doszłyśmy do klasztoru. W Bazylice Świętogórskiej urządzona stajenka wyglądała inaczej niż poprzednie.
Nawiązywała do obchodzonej ostatnio rocznicy Objawień Fatimskich. Niebieskie tło, u góry duży napis MARYJA JEZUS JÓZEF. Niżej największa z gwiazd, przypominająca Cud Słońca. Postacie naturalnej wielkości. Maryja trzyma Dzieciątko na kolanach, obok Józef. Towarzyszą im dzieci fatimskie: Hiacynta, Franciszek, Łucja. Dołączają też pastuszkowie i owieczki. Spieszą także Trzej Mędrcy.

Pierwszą w historii szopkę z osobami, zwierzętami i wyrzeźbioną w drzewie figurką Jezusa, złożoną na sianie urządził św. Franciszek w 1223 roku w miejscowości Greccio. Chciał, aby ludzie przeżyli bardziej konkretnie spotkanie z Dzieciątkiem Jezus. Od tamtego pamiętnego Bożego Narodzenia zwyczaj stawiania żłóbków w kościołach rozprzestrzenił się na cały świat. Wszystkie szopki przypominają wydarzenie, które miało miejsce dwa tysiące lat temu w Betlejem.

Spacerując siedmioosobową grupą przeszłyśmy 6,5 km drogi. Wpłynęło to pozytywnie na nasze samopoczucie, które odzwierciedliło się w żartach podczas smakowania kawy w stołówce Werni.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Gru

13

Choinki zielone i ustrojone oraz szalejące babcie…

Autor: Biderman Aleksandra

Po obejrzeniu zamieszczonych poniżej zdjęć, nikt nie będzie zdziwiony, że tak właśnie brzmi tytuł artykułu… Druga środa miesiąca wyznaczyła czas naszego spaceru. Ponieważ zbliżają się święta, warto było odwiedzić centrum gwiazdkowe u państwa Nowackich na Brzeziu. Nasze przewodniczki Ola i Maria zaplanowały długi spacer właśnie tam. Pogoda była przepiękna. Przez całą drogę miałyśmy okazję chwytać słoneczne promienie. Kroczyłyśmy ulicą Polną, dalej na Osiedle Konstytucji 3 Maja i długą ulicę Górną. Ola zwróciła uwagę, że przy tej ulicy wybudowane są cztery bardzo bogato wyposażone place zabaw. Oprócz siłowni zewnętrznej, dzieci mogą korzystać bezpiecznie z trampoliny „w ziemi”, drabinek, karuzeli, zjeżdżalni, piramidy oraz huśtawek. Zamontowano też  kontenerowe mini boisko piłkarskie TBOX 24 i ogrodzono boisko sportowe. Postawiono ławki i kosze. Nic dziwnego, że miałyśmy ochotę  poczuć  się przez chwilę dziećmi i z nich skorzystać. W naszej młodości takich urządzeń nie było. Uroku dodawała jeszcze skarpa za płotem, porośnięta  krzewami irgi. Obecnie gałązki obsypane  czerwonymi owocami, ślicznie wyglądają na tle jesiennej szarości, do tego jeszcze mieniąc się w późnojesiennym słońcu. Po drodze zajrzałyśmy do sklepiku z dobrymi piernikami, było kilka amatorek ich kupna. Dalej przeszłyśmy obok Osiedla Słonecznego i Osiedla Zielone Wzgórze, podziwiając estetyczne wykończenie domów wielorodzinnych. Podążałyśmy ciągle w kierunku Brzezia, do wytyczonego celu.
Docierając do centrum gwiazdkowego już od bramy wszystkie wyeksponowane przedmioty informowały, że nadchodzą święta. Plac wypełniony był naturalnymi drzewkami, świerkami, sosnami, jodłami polskimi. W pomieszczeniu choinki sztuczne, całkowicie imitujące prawdziwe. Uroczo wyglądały te przyprószone sztucznym śniegiem lub szronem. Przygotowane dekoracje służą do ozdabiania posesji, na czele z reniferami ciągnącymi sanie, wszystko oświetlone, migające. Przeszłyśmy do  sklepu, tam bardzo duży wybór bombek o różnych kolorach i kształtach, stroiki, mini żłóbki, obrusiki, łańcuchy itp. Zwracały na siebie uwagę choinki, świerki himalajskie o wysokości 2,20m. Jeden z nich przy wejściu w barwach biało-czerwonych. Drugi, w dalszej części pomieszczenia, lansujący obecną modę na biel. Każda z nas dokupiła coś nowego, innego, świeżego. Jednak z sentymentem patrzymy na posiadane już ozdoby, często wykonane własnoręcznie czy przez dzieci lub wnuki. I choć czasem się mówi, że pstrokate, to taka choinka kojarzy się nam z miłymi, minionymi chwilami. Dodatkowo dostarcza czasem wzruszeń stara bombka z naszego dzieciństwa. Z poczynionymi zakupami wyruszyłyśmy w drogę powrotną. Na tej naszej wędrówce, 13 grudnia 2017 roku, przeszłyśmy 8 km. Była nas dziesięcioosobowa grupa. Spotkanie zakończyłyśmy w barze „U Franka” delektując się świątecznymi piernikami i kawą.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Halina Spichał, Aleksandra Biderman