Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently

The requested resource has been assigned a new permanent URI.


Powered by Tengine/1.4.2

Kwi

11

Wiosna radosna

Autor: Biderman Aleksandra

Środa, 11 kwietnia 2018 roku. Nasz czas na spacer. Po kilku dniach ciepłych i słonecznych, dzisiaj od rana było pochmurno, zanosiło się na deszcz. Przewodniczki Ola i Marysia zaplanowały spacer po ulicach miasta, żeby była możliwość schronienia się w razie deszczu. Wyruszyliśmy dwunastoosobową grupą w kierunku ulicy Górnej. Obserwowaliśmy i podziwialiśmy jak cała przyroda, która zasnęła jesienią teraz budziła się. Wszędzie widać świeżość, piękno i nowe życie. Zazieleniona trawa, z pąków na krzewach i drzewach rozwinęły się listki. Swoje  piękne kształty i barwy  pokazują kwiaty magnolii. Krocząc już ulicą Górną napotkaliśmy plac z pięknie pachnącymi  fiołkami. Obok krzaczka przechadzał się, nie zwracając na nas uwagi czarny, z żółtym dzióbkiem, szpak. Przed jednym z domów zauroczyliśmy się podłużnym klombem z posadzonymi liliami, które już rozkwitały. Tu i ówdzie krzewy żółtej forsycji pięknie kontrastowały ze świeżą zielenią. Doszliśmy do mleczarni i jej całego zaplecza gospodarczego. Tam, w ich pobliżu, rośnie kasztanowiec, który najbardziej nas zafascynował. Miał co prawda małe, ale już rozwinięte kiście kwiatów. Szliśmy dalej przed siebie, minęliśmy po drodze tablicę informującą, że z Gostynia wchodzimy na Brzezie. Tam też powitało nas słońce, robiło się coraz cieplej. Mijaliśmy pola, a po przeciwnej stronie domy pobudowane z myślą o sprzedaży. Będąc na Brzeziu szczególnie o tej porze roku, koniecznie musieliśmy zajrzeć do Centrum Ogrodniczego państwa Nowackich. Całe obejście pięknie zagospodarowane, budzi podziw. W szklarniach i przed nimi pełno kwiatów, w skrzynkach przygotowane na sprzedaż. Najwięcej było stokrotek, bratków, prymulek, pelargonii, bluszczy. Były też kwiatki o nazwie dzwonek karpacki. Można  zaopatrzyć się w różnego rodzaju zioła. Lucyna kupiła doniczkę z podstawkiem, których  jest bardzo bogata oferta. Zajrzeliśmy też na zaplecze domu. Jest tam pomysłowo urządzone oczko wodne, wodospad,  ciekawa roślinność. Na ścieżce stanął nam ślimak, chyba chciał „zagrodzić” nam drogę. Ale Stasia wyrecytowała mu wierszyk „ślimaku drogi pokaż mi rogi” , zapozował z nami do zdjęcia.

 W drodze powrotnej przez Brzezie mogliśmy zaśpiewać pasujący do rzeczywistości urywek piosenki:

 „Maszeruje wiosna a ptaki wokoło, lecą i świergocą głośno i wesoło”.

Spacer zakończyliśmy kawą w barze „U Franka”. Tam Ola rozdała kartki z żartami zamieszczonymi w kalendarzu, podczas czytania ich, było dużo śmiechu. Na tej wspólnej wyprawie przeszliśmy 7 km. A piękno wczesnej wiosny najlepiej odzwierciedlają zdjęcia zamieszczone poniżej. Kontemplowaliśmy to, co zwyczajne i dało nam wiele radości.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Kwi

4

Słoneczko…

Autor: Biderman Aleksandra

4 kwietnia 2018 roku. Trzynaście pań wybrało się na spacer. W niedzielę i poniedziałek mieliśmy Święta Wielkanocne: zimne, ponure, deszczowe, wietrzne. A dziś pięknie przyświeca słoneczko, żwawo ruszamy w trasę. Naszym celem jest dzisiaj Bazylika na Świętej Górze i odwiedzenie grobu Chrystusa. Idziemy przez tzw. planty, pięknie odrestaurowane, z nowymi ławkami, ścieżkami, leżakami, fontanną. Mijamy cukrownię, dochodzimy do ulicy Nad Kanią i wspinamy się pod górę. Drzwi Bazyliki otwarte na oścież zapraszają nas do swego wnętrza. Chwila skupienia przed pustym grobem Pana Jezusa, chwila modlitwy i udajemy się na tyły Bazyliki. Tam przed polowym ołtarzem, pośród owocowych drzewek biegają dzieci z gostyńskiej ochronki, które przybyły tutaj wraz z siostrami. Przechodzimy przez niewielkie drzwi w grubym murze, który okala cały ten plac i znajdujemy się w miejscu, które funkcjonuje dopiero od roku. Jest to duży teren, otoczony również murem, na którym znajdują się: niewielki stawek, miejsce na ognisko z ustawionymi wokół ławeczkami i dużo pustego miejsca dla pielgrzymów odwiedzających nasze Sanktuarium.

Wracamy przez Rynek, w barze „U Franka” wypijamy aromatyczną kawę. Czytam zabawny wiersz „Święta, święta i po świętach”. Pożyczyłam ostatnio z biblioteki książkę Andrzeja Miałkowskiego o Stanisławie Fenrychu. Opowiedziałam koleżankom o nim, ponieważ jest to osoba godna zapamiętania. Od 1920 do 1939 roku był właścicielem majątku Pudliszki. Założył sady owocowe, przetwórnię warzyw i owoców, mleczarnię, budował domy dla pracowników, wprowadził na pola ciągniki, uruchomił całodniową ochronkę dla dzieci,  budował drogi, kupił autobus, który dowoził pracowników z Krobi do Pudliszek, sprowadzał nasiona pomidorów i maszyny z zagranicy potrzebne do produkcji przetworów. Nie zgodził się pracować dla Niemców, przez co został wysiedlony do Generalnej Guberni. Po wojnie nasze władze też zakazały mu powrotu do Pudliszek. Zmarł w 1955 roku.

Dzisiejszy spacer był o tydzień przesunięty z uwagi na Wielki Tydzień, teraz spotykamy się już normalnie, w drugą środę miesiąca, czyli 11 kwietnia.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Mar

14

Przedwiosenny czas

Autor: Biderman Aleksandra

Przedwiośnie przegania zimę, a to wyższą temperaturą, a to słońcem, przelotnym śniegiem czy deszczami. Szykuje miejsce zbliżającej się wiośnie, a wraz z nią rozkwitającym kolorom. W przedwiosenny czas, w środę, 14 marca 2018 roku, trzynastoosobową grupą wyszliśmy na spacer. Wokoło była jeszcze zimowa szarość. Jednak pełnia kolorów i piękna czekała na nas na dwóch wystawach malarstwa, które szliśmy obejrzeć.

Najpierw podążaliśmy do Muzeum. W sali wystaw czasowych jest wystawa pt. „Ikonostas”, czyli ikony na płótnie malowane.  W temat ten wprowadziła nas Ola, która przeczytała i opowiedziała o próbie zmierzenia się z pisaniem ikon, której podjęli się członkowie sekcji plastycznej dla dorosłych Gminnego Centrum Kultury w Poniecu. Prezentowane ikony artyści przedstawili na płótnach w technice olejnej, a nie tradycyjnej na deskach. W pracy stosowali technikę pozłotnictwa płatkowego, co było novum dla artystów. Podziwialiśmy wspaniałe efekty ich prac. Wśród artystów jest zarówno absolwent szkoły sztuk pięknych, studentka akademii malarstwa, jak i emerytowana nauczycielka czy pracownik pomocy społecznej. Teraz znaleźli czas na rozwijanie swych artystycznych pasji.

Wychodząc z muzeum pokropił nas przelotny deszczyk, ale parasoli nie warto było rozkładać. Dalsza nasza piesza wędrówka wiodła na Pożegowo. Po drodze mijaliśmy szpital, dworzec, hutę, przemierzyliśmy na ukos lasek, w którym jest utrzymany w dobrym stanie pierwszy plac zabaw dla dzieci. Weszliśmy na jedną z najdłuższych ulic, ks. Jana Twardowskiego. Po osiedlu szliśmy szlakiem, którym wcześniej mało chodziliśmy. Były to ulice, 27 Stycznia, Wł. Broniewskiego, J. Tuwima. Dotychczas częściej przez nas odwiedzane to ul. Kasyna Gostyńskiego, dalej Sportowa i Leśna. Pozostała nam jeszcze do przejścia ul. Robotnicza, z której to już po schodach wdrapaliśmy się na górkę i dotarliśmy do GOK Hutnik.

Trochę już zmęczeni, ale z przyjemnością i dużym zainteresowaniem oglądaliśmy kolejną wystawę pt. „Gostynianki malują”. Wchodząc do pomieszczenia zachwyciła nas bogata kolorystyka, intrygująca faktura wszystkich prac. Obrazy stwarzały niepowtarzalną przestrzeń. Podczas podziwiania tych dzieł dołączył do nas pan Marek Ratajczyk, instruktor prowadzący sekcję malarską w GOK. Wzbogacił naszą wiedzę o malarkach, ich twórczości, często tworzących z potrzeby serca. O paniach, które poza zawodowymi i rodzinnymi obowiązkami znajdują czas na pracę artystyczną. Zwrócił uwagę na trudne do wykonania rysunki tuszem, oleje na płótnie, malarstwo na jedwabiu jak również akwarele.

Nasyceni tym pięknem przeszliśmy na kawę do baru „U Franka”, tam często kończymy spotkania. Ustaliliśmy, że następne przypadające na 28 marca, przeniesiemy na 4 kwietnia. To z powodu nadchodzących świąt. Nasze spotkanie, podczas którego przeszliśmy 9 km, było nie tylko marszem, ale pobudzeniem wrażliwości na piękno, dzięki któremu stajemy się lepsi.

napisała Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

Lut

28

Ale przymroziło!

Autor: Biderman Aleksandra

28 lutego. Termin spaceru, a tu… -120C. Przy takiej temperaturze nie bardzo można spacerować po dworze, więc siedzimy w biurze. Jest nas dziesiątka. Jedna z koleżanek miała imieninki, było co wypić (kawkę) i czym przekąsić (czekoladką). Godzinka minęła nam szybko na kawałach, wspomnieniach i ciekawostkach. Poznaliśmy np. historię ziemniaka.

Po tej godzinie, kiedy słonko zajrzało nam w okno, wyruszyłyśmy „obatuchane” w szale i czapki, zapięte pod samą szyję ulicą Polną i dalej Zachodnią do ronda i potem już w stronę miasta. Gdzieś tam po drodze w ogródku przydomowym dostrzegliśmy puchate, szare baźki. Na polu w niewielkim zagłębieniu woda zmieniła się w lód. „Szczypie w nosy, szczypie w uszy…” – to cytat z piosenki przedszkolaka, ale jaki dziś aktualny. Warto było odetchnąć mroźnym powietrzem.

tekst Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Maria Wujek

Lut

7

My się zimy nie boimy

Autor: Biderman Aleksandra

Zwolennicy spacerów GUTW swoje kolejne spotkanie wyjątkowo przenieśli na pierwszą środę miesiąca. Odbyło się ono 7 lutego 2018 roku. Od rana spieszyłyśmy ze wszystkich stron do biura Zarządu, żeby zdążyć na dziewiątą, umówioną, stałą godzinę. W grupie lubiącej ruch są także osoby przyjeżdżające spoza Gostynia. Wszystkie stwierdzamy, że warto być i iść razem. Dzisiaj maszerowała czternastoosobowa grupa, w tym dwie nowe koleżanki.

Wycieczkę tę Ola z Marią zaplanowała z myślą o aktywizowaniu organizmu. Pogoda była wymarzona na wielokilometrowy marsz. Rano termometry wskazywały – 6º stopni C. Później robiło się cieplej, przyświecało słońce, mogłyśmy chwytać promienie. Dachy i trawy przyprószone były śniegiem.

Zimę mamy co roku, ale każda jest inna. Kroczenie przed siebie w plenerze w taką pogodę jest zbawienne dla naszego zdrowia i kondycji fizycznej. Szłyśmy ulicą Mostową do Fabrycznej, dalej do końca ulicy Nad Kanią. Zatrzymałyśmy się przy drogowskazie z napisem ul. Krańcowa. Nazwa tej ulicy widnieje od niedawna. Droga ta prowadzi pod górkę do Bogusławek, którą posuwałyśmy się. Minęłyśmy tę miejscowość i dalej wędrowałyśmy w stronę klasztoru. Są to drogi polne, wiele nierówności, zamarznięte bajorka. Kusiło nas, by powrócić do dzieciństwa i poślizgać się, ale nie próbowałyśmy, bo chwila nieuwagi mogłaby skończyć się upadkiem. Na terenie tym wokoło cisza, bez samochodów, tylko widać duże połacie zielonej oziminy, którą chroniły delikatne płatki śniegu. Przy drodze wysokie drzewa, a na nich urodzaj jemioły. Na górze pod klasztorem była okazja popatrzeć na piękną panoramę całego miasta Gostynia ze srebrnymi dachami, które pomalował pobłyskujący śnieg. Dominowała „cukierniczka”, która sprawiała wrażenie jakby była blisko nas. Ulicą Czereśniową dotarłyśmy do Nad Kanią. Stamtąd do stołówki Verni. Ponieważ zbliża się tłusty czwartek, tradycję zjadania pączków i faworków należało  podtrzymać. Lucyna o tym pamiętała i przyniosła dwie torebki smakowitych faworków. Rozgoszczone przy stole z aromatyczną kawą, do tego jeszcze czekoladki, tak świętowałyśmy już zapusty. W dobrym nastroju zakończyłyśmy nasz umiarkowany wysiłek, podczas którego przeszłyśmy 7 kilometrów drogi.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Anna Leśniak (gościnnie)