Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Paź

25

Nasze miasto Gostyń

Autor: Biderman Aleksandra

25 października 2017 r., godz. 9.00. Dziś w planie spacer i rajd rowerowy. Jak to czasem, niestety bywa, pogoda sprawiła psikusa. Pada sobie deszczyk. Nie ulewa, ale siąpi regularnie i o jechaniu rowerem nie ma mowy. Rajd rowerowy więc nie wypalił. Natomiast spacerowicze stawili się przed czasem, co prawda w mniejszej grupie, bo zaledwie 7 osób, ale w myśl słów hymnu: „Niestraszny dla nas śnieg czy mróz…” opuszczamy biuro. Nadal same panie, nasz rodzynek troszkę choruje, musi jeszcze wydobrzeć.

Zaopatrzone w parasole, ruszamy w Polskę, tę najbliższą, naszą. Zaczynamy od biblioteki, gdzie na piętrze oglądamy III edycję wystawy „Kraina mlekiem i miłością płynąca”. Podziwiamy cudowne zdjęcia państwa Cyprianów: mamy karmiące piersią swoje maluchy, niektóre w otoczeniu starszych dzieci i mężów. Po wyjściu z biblioteki idziemy ulicą Wrocławską. Na wysokości Podgórnej wchodzimy w ulicę Energetyka. Zaglądamy w ogródki, gdzie ostatnimi barwami jesieni mogą się pochwalić dalie, róże i chryzantemy. Równiutko przycięte zielone krzewy i drzewa oczekują śniegowych białych czap. Pod nogami szeleszczą żółto-zielono-brązowe liście. Po prawej stronie ulicy drogowskaz: ul. Ślusarska. Rozbłysły od deszczu asfalt ulicy rozdziela się na dwie dróżki, które na razie prowadzą w łąki. Jeśli jest ulica to z pewnością są już projekty zagospodarowania tego terenu. Dalej idąc ulicą Nowe Wrota mijamy resztki Gostyńskiej Fabryki Mebli. Niedługo wszystko zostanie rozebrane i w tym miejscu powstanie market z dużym parkingiem.

Zahaczamy o rynek. 4 dni temu była rocznica rozstrzelania 30 obywateli Ziemi Gostyńskiej. Pod pomnikiem złożone są świeże wieńce polskich i niemieckich delegacji. Poległych upamiętniają wielkie tablice zawierające ich zdjęcia, nazwiska i funkcje, jakie pełnili.

W muzeum w sali wystaw czasowych oglądamy wystawę fotograficzną „Polacy na Żytomierszczyźnie wczoraj i dziś”. Zasiedlanie spustoszonych przez najazdy tatarskie terenów dzisiejszej Żytomierszczyzny zaczęło się w końcu XIII wieku i trwało przez kilka następnych stuleci. Żyło się tutaj Polakom dobrze. Po II rozbiorze Polski (1793) tereny te znalazły się pod władzą imperium rosyjskiego. Polacy pozbawieni zostali wszelkich praw. Poddano ich procesowi wynarodowienia. Aby przywrócić swą wolność brali udział w powstaniach listopadowym i styczniowym. Najgorsze czasy dla Polaków nastąpiły po rewolucji bolszewickiej: deportacje do Kazachstanu, egzekucje bez wyroku, głód, nędza. Wszystko to pochłonęło miliony ofiar. Tragiczne były też lata 1939-1943. Dopiero z chwilą odzyskania przez Ukrainę niepodległości zaktywizowało się środowisko polskie. Powstały organizacje Polaków, czynne są trzy kościoły katolickie, klasztor benedyktynek, dwie świątynie o znaczeniu ogólnokrajowym. W 1991 papież Jan Paweł II mianował biskupa w Żytomierzu. Po 2000 roku powstało Polskie Towarzystwo Naukowe, wydaje się gazetę dwujęzyczną, powstał Dom Polski, Studencki Klub Polski, w sobotnio-niedzielnych szkółkach dzieci uczą się języka polskiego. Powstają polskie zespoły folklorystyczne, w szkołach i na uczelniach wprowadzany jest stopniowo język polski, na razie tylko fakultatywnie. Przyznaję, że do tej pory niewiele wiedzieliśmy o Polakach na Żytomierszczyźnie, pozwoliłam więc sobie nieco dłużej opisać ten temat.

Dalsza nasza wędrówka to kościół św. Małgorzaty. Pięknie wyglądają odnowione ołtarze boczne. Ten główny, ukryty w głębi, czeka z utęsknieniem na swoją kolej. Na filarach zawisły nadstawki ołtarzowe drewniane, w kolorze ławek, z relikwiami ojca św. Jana Pawła II, z relikwiami dzieci fatimskich, z votami dziękczynnymi. Idziemy jeszcze na górę do kaplicy św. Anny, gdzie w ciszy oddajemy się modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Wychodząc z Fary uwieczniam na zdjęciu piękny witrażyk Matki Boskiej Częstochowskiej znajdujący się w kruchcie. Przechodzimy przez bramę i kierujemy się w prawą stronę. Po przejściu kilku metrów zatrzymujemy się. W obrębie kościoła, ogrodzona niskim płotkiem stoi kolumna, na której jeszcze tak niedawno była figura św. Małgorzaty, patronki kościoła. Miłośnicy gostyńskiej Fary obawiali się, że ze względu na stan techniczny kolumny i ruch samochodów, figura św. Małgorzaty może spaść i ulec całkowitemu zniszczeniu. W czasie demontażu figury okazało się, że nie była ona w żaden sposób przymocowana do kolumny, tylko swobodnie na niej stała. Zestawiono ją więc z kolumny i przewieziono do Pracowni Konserwacji Zabytków dr, hab. Piotra Niemcewicza w Toruniu. Zakres prac dotyczy usunięcia farb, uzupełnienia ubytków i konserwację. Wstępny termin ich wykonania to styczeń przyszłego roku. Przyjdziemy zobaczyć wtedy doprowadzoną do pierwotnego stanu figurę św. Małgorzaty.

Pozostało nam jeszcze wypicie gorącej kawy. Tym razem udajemy się (przechodząc przez kilka ulic wokół rynku) do „Zaczarowanej Piwnicy”, lokalu w Rynku. Trzeba zejść po schodkach, żeby znaleźć się w bardzo przyjemnym, jasnym wnętrzu, z przewagą koloru białego. Siadamy cała siódemką przy jednym stoliku, zamawiamy kawę, herbatę ciasto dnia (marchewkowe). Jest miło.

Pomimo tego, że kręciliśmy się dziś tylko po Gostyniu, licznik Marii Wujek pokazał prawie 5 kilometrów. Deszcz pada nadal. Przewodnikiem była dziś Maria Wujek i troszkę ja.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Paź

18

Razem zdrowiej!

Autor: Biderman Aleksandra

Dnia 18 października 2017 roku, o godz. 9.00, dwunastoosobową grupą w spacerowej przyjaźni, wyszliśmy z biura. Słoneczko przygrzewało coraz mocniej, wysychały kropelki rosy z trawy i duże krople zwisające przy prętach płotów i bram. A my maszerowaliśmy ulicami: Mostową, dalej Starogostyńską, przed hutą skręciliśmy do lasu. Szło się tam wygodniej, a przy tym spadały na nas wirujące, żółte i brązowe liście. Doszliśmy do basenu i weszliśmy do środka.

Kryta pływalnia „Na Fali” była jednym z celów naszego spaceru. Poszliśmy  tam nie po to, by się kąpać, ale zobaczyć co znajduje się pod basenem. Maria N. już wcześniej umówiła nas z dyrekcją OSiR-u na tę wizytę. Basen gostyński jest nowoczesnym obiektem sportowo-rekreacyjnym. Wymaga właściwej eksploatacji i konserwacji obiektów. Większość z nich znajduje się w pomieszczeniach pod zbiornikiem wodnym. Pan Zbigniew Kordus, dyrektor OSiR i pan Jarosław Biliński, gospodarz obiektu i stadionu, poświęcili swój czas, aby pokazać nam, studentom UTW, wszystkie urządzenia.

Zeszliśmy na dół, pierwsza jest siłownia. Ta wyposażona jest w sprzęt renomowanych marek, do treningu siłowego taki jak, rowery elektromagnetyczne, hantle, sztangi i wiele innych. Oprócz tego w siłowni znajduje się sprzęt do treningu kondycyjno- wzmacniającego.

Panowie otworzyli następne drzwi, które prowadziły do działu technicznego. Wrażenie na nas zrobiły filtry, ich wielkość i ilość, które służą do wymiany powietrza i ogrzewania, to centrala wentylacyjna, a zadaniem jej jest zapewnienie żądanych parametrów powietrza w pomieszczeniach, odpowiedniej temperatury, wilgotności i czystości powietrza. Widzieliśmy, a nawet mogliśmy dotknąć pięciu olbrzymich obiegowych filtrów piaskowych, ponieważ woda pod basenem, brodzikiem, zjeżdżalnią krąży tą drogą. Zobaczyliśmy stację dezynfekcji wody, obserwowaliśmy w jaki sposób mierzy się ilość chloru w wodzie. Przeszliśmy do następnego pomieszczenia, centralnego zmiękczania wody, znajdowały się tam też opakowania soli do systemów jej uzdatniania. Obok była kotłownia, w niej dwa piece gazowe. Wszędzie mierniki regulacji mocy, ciśnienia. Wszystkie urządzenia
z certyfikatami restrykcyjnego przestrzegania bezpieczeństwa. Bardzo wszystkich zaciekawił odkurzacz podwodny, który może pracować samodzielnie pod lustrem wody, uruchomiony przemieszcza się tak długo po dnie, aż wszystko wyczyści. Widzieliśmy jeszcze wiele innych, ważnych urządzeń, o których pan Zbigniew i Jarosław z sercem i troską nam opowiadali, podkreślając ich cenę.

Obowiązkiem dyrekcji jest administrowanie obiektami oraz urządzeniami sportowymi i rekreacyjnymi. Z pięćdziesięcioosobowym personelem czynią starania, aby zapewnić właściwą eksploatację obiektów, by przed przybyciem pierwszego klienta na basen o godzinie 6 rano, było wszystko gotowe. W imieniu nas wszystkich Ola podziękowała za bardzo miłe przyjęcie i pokazanie basenu „od kuchni”.

Dla ochłody smakosze zafundowali sobie lody i udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku Stankowa. Przechodząc pod wiaduktem, weszliśmy do lasu. W zaciszu leśnym na polance słońce wręcz przypiekało. Trzeba było zdjąć kurtki. Szliśmy wolnym krokiem po dukcie. Jedne panie rozglądały się za grzybami, inne obserwowały nitki i pajęczynki  wytworzone przez pajączki, którymi oplatały drzewa. Tak doszliśmy do ulicy Leśnej. Dalej przez osiedle Tysiąclecia, by zatrzymać się w restauracji „U Franka” na kawie. Jadzia miała ostatnio  imieniny, poczęstowała nas dobrymi cukierkami i upieczonymi ciasteczkami. Żeby było jeszcze weselej czytaliśmy żarty zamieszczone na kartkach z wyrywanego kalendarza. Na tym złoto-jesiennym spacerze przeszliśmy 6 km. Tak wykazał krokomierz.

tekst  Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Maria Wujek

 

Paź

11

Jesienny spacer

Autor: Biderman Aleksandra

A za oknami jesień – młodopolska dama
w woalu szaromglistym przechadza się sama,
umarłe drzewa żegna, zwiędłe liście liczy
– pamiątki snu o lecie, minionych słodyczy… (Anna Maria Kowalczyk, „Andrzejki”)

                    W takim nostalgicznym nastroju grupa licząca 14 pań wyrusza 11 października 2017r. na spacer. Wydaje się, że lada chwila spadnie deszcz, kilka osób dzierży w dłoniach parasolki. Nikogo to jednak nie zniechęca. Wychodzimy z biura Zarządu GUTW, przecinamy ul. Powstańców Wlkp. i wspinamy się ul. Młyńską, by po chwili dojść do ul. Sikorskiego. Im bardziej oddalamy się od centrum miasta, tym więcej zauważamy oznak jesieni. Przydomowe ogródki pozbawione są kolorowych kwiatów, zebrano warzywa, zakopano grządki, żółte liście na bujnej zieleni trawników wyglądają jak barwny dywan. Niektóre domy otoczone są niczym ścianą zwartą zielenią iglaków.

            Dochodzimy do ul. Podgórnej. Dalsza trasa wiedzie ulicą, której tak naprawdę jeszcze nie ma; zaczyna się od ul Podgórnej i jest równoległa do ul. Wrocławskiej i ul. Górnej. Nazywa się ul. Dolna. Schodzimy z chodnika i podążamy prowizoryczną ścieżką wyłożoną betonowymi płytami. Z lewej strony mijamy zaplecza domów stojących wzdłuż ul. Wrocławskiej. Poruszając się po tej głównej wylotowej w kierunku Krobi ulicy miasta, nie zdajemy sobie sprawy, że za domami rozciąga się szeroki pas zieleni z sadami, ogródkami, porośnięty trawą, wznoszący się łagodnym zboczem aż do ul. Górnej. Po krótkim czasie kończy się betonowy pas, idziemy teraz wąską, czasem dość śliską i grząską po niedawnych opadach ścieżyną. Kilka pań zbiera ostatnie jesienne kwiatki, trawy, układając oryginalne bukiety.

                  Ola „poluje” na różne kolory jesieni. Wbrew pozorom okazuje się, że jest ich sporo i da się z „upolowanych” okazów ułożyć barwny album, do którego komentarzem mogą być słowa Antoniny Zachara-Wnękowej: „Przekwitły najpiękniejsze kwiaty. Zaróżowiły się drżące osiny. Sczerwieniały korale jarzębin i liście czeremchy. Krzaki polnych róż zamieniły kwiaty na purpurowe dzbanuszki głogu. Śliwy i jabłonie zrzucają z gałązek brązowe i pożółkłe liście na leżące pod nimi owoce, które spadły, zerwane przez wiatr.”

       Przy ulicy, która na razie jest w planie, zaczynają wyrastać nowe domy. Z ich okien będzie się roztaczał widok na zielone zbocze do czasu, aż nie zasłonią go domy wybudowane po drugiej stronie ulicy. Tak obserwując otoczenie, dochodzimy do ul. Wielkopolskiej. Spoglądając w kierunku ul. Wrocławskiej, odnosimy wrażenie, że stoimy na skoczni narciarskiej i że zaraz nad naszymi głowami pojawi się skoczek, który „wyląduje” na łące po drugiej stronie ulicy. Idziemy jednak w przeciwnym kierunku czyli wspinamy się ul. Wielkopolską. Mijamy kondensownię, dochodzimy do Brzezia. Jednorodzinne domy jak i całe posesje są tutaj bardzo okazałe, zadbane, otoczone różnorodnymi krzewami i drzewami.

Ale prawdziwa uczta dla oka czeka nas w centrum ogrodniczym Nowackich. Ta pora roku to czas chryzantem. Przechadzamy się wśród stołów zastawionych doniczkami kwiatów: od białych, przez bladozielone, kremowe, rude, fioletowe do ciemnobordowych. Na innych stołach leżą wiązanki i stroiki przeznaczone na groby – wkrótce Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych.

Nasz spacer powoli zmierza ku końcowi. Dochodzimy do ul. Strzeleckiej. Szpaler przydrożnych drzew ma jeszcze bujne zielone korony, ale wśród nich prześwitują żółte i rude liście. Mijamy uroczy stawek pokryty zieloną rzęsą. W pewnym obejściu dostrzegamy zabudowania porośnięte dzikim winem, którego liście zaczynają nabierać ciemnopąsowego koloru.

Tradycyjnie zakończenie spaceru odbywa się w barze „U Franka”, ale tym razem nie poprzestajemy na wypiciu kawy/herbaty. Dziś raczymy się pyszną golonką po bawarsku. Nie był to co prawda najdłuższy spacer: zrobiłyśmy „zaledwie” 13000 kroków (a więc z nawiązką wykonałyśmy dzienną normę), przeszłyśmy 10 km i spaliłyśmy 515 Kcal, więc zasłużyłyśmy na coś smakowitego.

Następne spotkanie już za tydzień.

Relacja Halina Spichał
Zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Paź

11

Ulubiona pora roku

Autor: Biderman Aleksandra

Kiedy chodziłam do szkoły, przy niemal każdej zmieniającej się porze roku, pani od polskiego zadawała wypracowanie nt. „Moja ulubiona pora roku”. No i pisało się: Moją ulubioną porą roku jest lato (wiosna, zima, jesień).

Kiedyś przypadło mi pisanie o jesieni. Byłam może w VII, VIII klasie. Wyobraziłam sobie, że siedzę w oknie, a za oknem zimno, deszcz pada, plucha, ludzie chodzą pod parasolami, o, ktoś wdepnął w kałużę, a temu panu wiatr porwał parasol, dziewczynka nie może zdążyć za mamą, która chce być jak najszybciej w domu. Zamiast kropek zrobiłam kółeczka, które pomalowałam w środku kredkami. Przy literach, takich jak np. a, b, d, p, wszystkie wypełnienia były też kolorowe, w przeróżnych kolorach jesieni. Dostałam piątkę (szóstek jeszcze wtedy nie było) z ogromnym minusem za te udziwnienia, które czyniły moje wypracowanie mało czytelnym. A mnie i tak się podobało!

Dziś, 11 października 2017 roku, na spacerze robiłam zdjęcia kolorów, kolorów, jakie daje nam jesień. Mam nadzieję, że się wam spodobają.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Paź

4

Idzie jesień

Autor: Biderman Aleksandra

Przyjmij ten jesienny bukiet
kwiatów i liści
chowa się w nim wszystko…
i wiara,
że wszystko się ziści.
                     Adam Górczyński

Jesień ze swoim bukietem gości u nas już od tygodnia. Zaczyna malować przyrodę na wszystkie odcienie żółci i czerwieni. Wyczarowuje piękną paletę barw, w czym nie przeszkadza jej nawet deszcz.

W dniu spaceru, 4 października 2017 roku, rano słońce pokazało się na niebie. Ukryło się akurat wtedy, gdy dwunastoosobową grupą wyszliśmy w plener. Maszerowaliśmy do lasu na grzyby, szukać i zbierać dary jesieni.

Cała natura leśna, drzewa, jeżyny, paprotniska czekały na nas po przekroczeniu lasu. Najpierw gęsiego ścieżką, potem dróżką i duktem doszliśmy aż do Babiej Góry. Rozglądając się przy tym na boki , skupiając  uwagę i wytężając wzrok, by znaleźć przebijającego głową liście lub mech borowika. Ale takie szczęście miała tylko Lucyna. Znalazła nie jednego ale nawet trzy. Nie mniejsze szczęście i dar d o zbierania miała Ola. Piękne duże kapelusze, a przy tym bardzo smaczne grzyby – kanie, wypełniły jej papierową torbę. Ola jest też znawczynią grzybów. Przypomina nam co roku jak rozpoznać kanię od podobnego trującego grzyba. U kani można łatwo pod kapeluszem przesuwać wełniasty pierścień. Grzybów tych koleżanki nazbierały najwięcej. Będzie uczta, bo panierowane i smażone bardzo cenione są za walory smakowe.

Po lesie chodziliśmy spokojnie, relaksując się. Maria i Krysia rozglądając się, zauważyły, że obok młodych dębów na wysokiej sośnie w budce lęgowej, pszczoły lub osy zrobiły sobie barć, oklejając ją wkoło woskiem. Napotkaliśmy dwie sarenki, dużą i małą, które przyszły na brzeg lasu, bo było tam bogatsze podszycie,  młode krzaczki.

Widzieliśmy szkody po nawałnicy, która nie ominęła naszego rejonu. Leżały jeszcze pojedyncze drzewa wyrwane z korzeniami, połamane i poskręcane. Większość jest już uporządkowana, pocięte w równej długości drągi przeznaczone do przemysłu albo na opał. Przygotowywane są też powierzchnie pod nasadzanie nowych roślin. Posuwając się dalej doszliśmy do końca lasu. Wychodząc na drogę prowadzącą ze Starego Gostynia doszliśmy do Goli. Zmagając się z wiatrem,  ścieżką rowerową kroczyliśmy do Gostynia, tu powitał nas drobny deszczyk. Z założonymi kapucami  dotarliśmy do baru „U Franka”.

Układając na spacerach jesienne bukiety dołożymy  do nich grzyby i jeszcze inne dary. W październiku będziemy uczęszczać na nie w każdą środę, bo  odrabiamy zaległości. Na dzisiejszej przechadzce przemierzyliśmy 10,5 kilometra. Mieliśmy też radość z pokonanego trudu.

Spacer opisała Maria Ratajczak
Uzupełniły zdjęciami: Aleksandra Biderman, Halina Spichał oraz Maria Wujek