Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Paź

4

Idzie jesień

Autor: Biderman Aleksandra

Przyjmij ten jesienny bukiet
kwiatów i liści
chowa się w nim wszystko…
i wiara,
że wszystko się ziści.
                     Adam Górczyński

Jesień ze swoim bukietem gości u nas już od tygodnia. Zaczyna malować przyrodę na wszystkie odcienie żółci i czerwieni. Wyczarowuje piękną paletę barw, w czym nie przeszkadza jej nawet deszcz.

W dniu spaceru, 4 października 2017 roku, rano słońce pokazało się na niebie. Ukryło się akurat wtedy, gdy dwunastoosobową grupą wyszliśmy w plener. Maszerowaliśmy do lasu na grzyby, szukać i zbierać dary jesieni.

Cała natura leśna, drzewa, jeżyny, paprotniska czekały na nas po przekroczeniu lasu. Najpierw gęsiego ścieżką, potem dróżką i duktem doszliśmy aż do Babiej Góry. Rozglądając się przy tym na boki , skupiając  uwagę i wytężając wzrok, by znaleźć przebijającego głową liście lub mech borowika. Ale takie szczęście miała tylko Lucyna. Znalazła nie jednego ale nawet trzy. Nie mniejsze szczęście i dar d o zbierania miała Ola. Piękne duże kapelusze, a przy tym bardzo smaczne grzyby – kanie, wypełniły jej papierową torbę. Ola jest też znawczynią grzybów. Przypomina nam co roku jak rozpoznać kanię od podobnego trującego grzyba. U kani można łatwo pod kapeluszem przesuwać wełniasty pierścień. Grzybów tych koleżanki nazbierały najwięcej. Będzie uczta, bo panierowane i smażone bardzo cenione są za walory smakowe.

Po lesie chodziliśmy spokojnie, relaksując się. Maria i Krysia rozglądając się, zauważyły, że obok młodych dębów na wysokiej sośnie w budce lęgowej, pszczoły lub osy zrobiły sobie barć, oklejając ją wkoło woskiem. Napotkaliśmy dwie sarenki, dużą i małą, które przyszły na brzeg lasu, bo było tam bogatsze podszycie,  młode krzaczki.

Widzieliśmy szkody po nawałnicy, która nie ominęła naszego rejonu. Leżały jeszcze pojedyncze drzewa wyrwane z korzeniami, połamane i poskręcane. Większość jest już uporządkowana, pocięte w równej długości drągi przeznaczone do przemysłu albo na opał. Przygotowywane są też powierzchnie pod nasadzanie nowych roślin. Posuwając się dalej doszliśmy do końca lasu. Wychodząc na drogę prowadzącą ze Starego Gostynia doszliśmy do Goli. Zmagając się z wiatrem,  ścieżką rowerową kroczyliśmy do Gostynia, tu powitał nas drobny deszczyk. Z założonymi kapucami  dotarliśmy do baru „U Franka”.

Układając na spacerach jesienne bukiety dołożymy  do nich grzyby i jeszcze inne dary. W październiku będziemy uczęszczać na nie w każdą środę, bo  odrabiamy zaległości. Na dzisiejszej przechadzce przemierzyliśmy 10,5 kilometra. Mieliśmy też radość z pokonanego trudu.

Spacer opisała Maria Ratajczak
Uzupełniły zdjęciami: Aleksandra Biderman, Halina Spichał oraz Maria Wujek

Wrz

13

Ciekawe spotkanie

Autor: Biderman Aleksandra

Dnia 13 września 2017 roku piętnastoosobowa grupa spacerowiczów spotkała się w biurze Zarządu. Zebraliśmy się, by spędzić czas w gronie przyjaciół. Po dotychczasowej deszczowej pogodzie, tego dnia rano powitało nas piękne słońce, co dodało nam jeszcze więcej radości. Przewodniczki Ola i Maria ustaliły i zaproponowały trasę do przejścia. Wplecione w nią były  obserwacje i refleksje.

Najpierw szliśmy w kierunku rynku, bowiem na nim zorganizowana jest wystawa plenerowa przypominająca miejsce wielkiej zbrodni. O wydarzeniach tamtego czasu wspomniała już w biurze Ola. W centrum miasta, w dniu 21 października 1939 r. niemieccy okupanci, w ramach planowanej eksterminacji, rozstrzelali trzydziestu przedstawicieli miasta Gostynia i okolic. Wystawa składa się z 30 podświetlanych modułów, pokazuje postacie rozstrzelanych. Jest podzielona na dwie części: od strony ratusza widnieją wizerunki wszystkich 30 osób. Od strony zachodniej umieszczono na tablicach teksty i informacje na temat wydarzeń. Po obejrzeniu i poszerzeniu wiedzy z przeczytanych informacji szliśmy dalej.

Kroczyliśmy ulicami Lipową i Nad Kanią. Przy tej drugiej w ostatnich dniach postawiono tablice z radarowym pomiarem prędkości. Mieliśmy okazję popatrzeć jak działają i jak kierowcy na nie reagują. Tablice te pokazują także, jaka jest temperatura w danym czasie. Idąc dalej prosto doszliśmy do ulicy Europejskiej.

Poza miastem zaczął wzmagać się wiatr, jakby chciał nas zatrzymać. Nic dziwnego, szliśmy pod jego prąd. Podczas pokonywania kilometrów, krocząc ulicami, zaobserwowaliśmy przy posesjach i w ogrodach dużo różnorodnych kwiatów, niskich i wysokich, kołysanych we wszystkich kierunkach. W dali, dostrzec było można słoneczniki, które zgodnie z naturą zwiesiły już głowy, jakby się kłaniały przechodniom. Ciekawie wyglądały duże połacie pól z dojrzałą kukurydzą. Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do sklepu Galeria z pamiątkami przy ul. Poznańskiej. Czasem można coś ciekawego i potrzebnego wypatrzeć.

Doszliśmy do wyremontowanej „Willi  Szulca”, z której właściciele urządzili wspaniałą restaurację. Nowy lokal nazwano „Czarny Piec”, bo to piec włoskiego producenta jest jego bohaterem, a służy do wypiekania pizzy. Jest to jedyne w Polsce tego typu urządzenie z firmy  MARANA FORNI. Piec jest opalany drewnem, a wykonany z lawy wulkanicznej, co powoduje dobre utrzymanie ciepła. Ma obracaną płytę do wypiekania pizzy. Jest duży, postawny i zajmuje poczesne miejsce w pomieszczeniu. Obejrzeliśmy piec i lokal, zajęliśmy miejsca przy dużym stole. Mieliśmy okazję jako jedni z pierwszych gości wypić kawę i skosztować deser o nazwie CANOLLO z RICOTTĄ. Racząc się smakołykami, ustalaliśmy terminy następnych spotkań. Na spacerze idąc krok za krokiem przeszliśmy 8 kilometrów i na wszystko mieliśmy  czas, przede wszystkim na uśmiech.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

 

 

Sie

9

LALKI I SPACER

Autor: Biderman Aleksandra

Lato w pełni, od kilku dni panuje niemal „piekielny” upał. Wakacje minęły półmetek. Tymczasem grupa spacerowiczów GUTW zgodnie z tradycją wznowiła 9 sierpnia 2017r. spacer przypadający w drugą i czwartą środę miesiąca.

W siedzibie Zarządu GUTW  spotkało się tego dnia 14 osób, których nie przestraszyła wysoka temperatura powietrza. Punktualnie o godz. 9.00 wyruszyliśmy w kierunku Muzeum. Naszym celem było obejrzenie wystawy lalek „Poczet królów i książąt polskich” ze zbiorów Muzeum Lalek w Pilźnie k. Tarnowa. Wystawa obejmuje rody królewskie i książęce z linii Piastów od Mieszka I do Ludwika  Węgierskiego.  Byliśmy pod wrażeniem ilości lalek, wizerunków władców w otoczeniu rodziny – żon i dzieci, a także strojów i rekwizytów odtworzonych z wielkim pietyzmem. Wysłuchaliśmy także komentarza słowno – muzycznego. W „towarzystwie” lalek zrobiliśmy wiele zdjęć.
Po obejrzeniu wystawy wstąpiliśmy do pobliskiej Fary, gdzie trwały prace renowacyjne. Obserwowaliśmy efekty już wykonanych prac.
Opuszczamy świątynię i kontynuujemy spacer ulicami Lipową i Fabryczną, skręcamy w ulicę Nad Kanią. Tempo jest dość leniwe, na szybsze nie pozwala duszne powietrze. Obserwujemy ogródki przed domami, komentujemy ich urządzenie i zmysł estetyczny właścicieli. Dochodzimy do ul. Europejskiej, przekraczamy ul. Poznańską i wspinamy się ul. Kasyna Gostyńskiego. Zauważamy coraz więcej nowych domów, które zostały tu pobudowane od czasu poprzedniego naszego  spaceru.

Wędrówkę kończymy w restauracji Podleśna. Pijąc kawę i racząc się ciasteczkami trochę plotkujemy, dzielimy się wrażeniami z wczasów, nie brakuje – jak zawsze – wypowiedzi o zdrowiu i zdrowym stylu życia. Maria przygotowała podsumowanie spacerów w minionym roku akademickim. Spacerowiczów było ogółem 22. W poszczególnych spacerach uczestniczyło od 6 do 14 osób. W ciągu roku było 20 spacerów, pokonaliśmy 220 km. Długość tras wahała się między 3 a 10 km. Najczęściej, bo 5 razy zwiedzaliśmy nowe ulice i budowle w mieście, 4 razy byliśmy w lesie, odwiedziliśmy 4 wystawy w muzeum, dwukrotnie gościliśmy w Ogrodnictwie państwa Nowackich na Brzeziu. Tylko raz, ze względu na złą pogodę, spacer przesiedzieliśmy w biurze. Najbardziej aktywny uczestnik spacerów to Maria Ratajczak, która wzięła udział w 16 spacerach i przeszła 109 km. Drugie miejsce przypadło Lucynie Pietrusiak, trzecie Krysi Zubaczyk. Niżej podpisana przytoczyła wypowiedź niemieckiego filozofa Wilhelma Schmida: „Jak przeżyć starość?” To swoisty dekalog, a niektóre jego przykazania brzmią: pogódź się, że się starzejesz; odpuść gonitwę za nowym; rób sobie drobne przyjemności; kochaj i przyjaźnij się; uśmiechaj się. Zaś ostatnie jest dość nieoczekiwane: Pamiętaj, że po śmierci jest nieskończoność.

Aby nie było tak do końca patetycznie, niezawodna Ola wprowadziła sporo humoru swoimi kawałami i dowcipami, którymi sypie jak z rękawa.

Na koniec informacja: z przyczyn obiektywnych nie odbędzie się spacer w czwartą środę sierpnia. Spotkamy się dopiero we wrześniu.

zrelacjonowała Halina Spichał
zdjęcia robiła Halina Spichał i Aleksandra Biderman

Cze

14

Z górki na pazurki

Autor: Biderman Aleksandra

Dawno nie byliśmy w lesie. A pogoda dzisiaj zachęca do spaceru. Nasz rodzynek „wymigał” się chorą nóżką, musimy same maszerować po zdrowie.
14 czerwca to nasz ostatni spacer w tym półroczu. Lipiec dajemy sobie wolne i od sierpnia znów ruszamy z nowymi siłami zdobywać góry, lasy, nowe drogi, poznawać najbliższą okolicę. Do tego czasu nasz przewodnik już na pewno będzie w pełni sił.

Prowadzi Maria. Ruszamy ulicą Starogostyńską koło największego zakładu w Gostyniu, Huty Szkła. Później wspinamy się pod górkę. Dochodzimy do ulicy Tuwima, mijamy Zakład Unasieniania Zwierząt i POM Metal (dawny Państwowy Ośrodek Maszynowy). I tutaj wchodzimy na ścieżkę otoczoną gęstymi krzewami. Koło starego toru kolejowego wielkie baldachy kwitnącego czarnego bzu kuszą Anię, która z tych kwiatków robi soki. Koleżanki pomagają jej zrywać te pachnące, białe kwiaty. Jesteśmy w lesie. Schodzimy po niewielkim pochyłym terenie na drogę prowadzącą do Starego Gostynia. Wchodzimy dalej w głąb lasu. Mamy dużo czasu, odbijamy więc na Babią Górę. Powoli, ostrożnie schodzimy w dół, niektórzy po piasku, inni tam, gdzie wystające korzenie tworzą schodki. Niestety, Jadwiga zapomniała patrzeć pod nogi i miała wywrotkę. Na szczęście nic jej się nie stało, pomagam jej bezpiecznie pokonać zejście.

Cudownie pachnie drzewo pocięte w bele i ułożone w pryzmy. Chciwie wciągamy ten zapach i aby go utrwalić (chociaż na zdjęciu) ustawiamy się do fotografii. Piękny, zielony kolor wnętrza lasu utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, potem las zmieni barwy. Chłoniemy te kolory, znajdujemy pierwsze podgrzybki, przez chwilę zatrzymujemy wzrok na przewróconym drzewie, które niejako zaburza całe jego piękno.

Spacer kończymy „U Franka”. Kawa i herbatka, jakieś ciasteczko. Na liczniku Haliny jest 9 i pół kilometra. Wspominamy wczorajsze zakończenie roku w Starym Gostyniu, czytamy z Haliną kilka wierszy w gwarze poznańskiej z tomiku Marka Szymańskiego „W antrejce na ryczce”, takie jak: „Murzynek Bambo”, „Lokomotywa”, „Pón Hilary”. Jest wesoło. Następne spotkanie – 9 sierpnia.

Tekst Aleksandra Biderman
Zdjęcia Aleksandra Biderman, Halina Spichał

170614_Z g+-rki (4) 170614_Z g+-rki (6) 170614_Z g+-rki (7) 170614_Z g+-rki (17) 170614_Z g+-rki (18) 170614_Z g+-rki (22)

Maj

24

Majówka…

Autor: Biderman Aleksandra

     Radykalna zmiana pogody pokrzyżowała nam plany. Oczami wyobraźni  byliśmy już na leśnym dukcie, słuchając śpiewu ptaków. A tu przewodnicy musieli zmienić trasę spaceru i zamiast po dukcie i poszyciu leśnym, maszerowaliśmy  po chodniku. Było to w środę dnia 24 maja 2017roku.

      Ze względu na pogodę, przed wyjściem przeglądaliśmy w biurze prasę, „UTW  bez granic”. Ola załatwiała kilka spraw organizacyjnych. Chętnych zapisała na organizowane w najbliższym czasie wyjazdy i uroczystość zakończenia roku akademickiego.  Poprosiła koleżanki Elę, Irenę i Ewę, które dołączyły ostatnio do grupy spacerowej, aby powiedziały coś o sobie.

     Ela pochwaliła się, że bardzo lubi spacery i takie zajęcia, co łączą się z ruchem. Jako słuchaczka UTW brała udział w organizowanych wycieczkach. Irena zaakcentowała, że była raz z nami i czuła się tak dobrze, że postanowiła uczęszczać stale. Ewa spędza już dziewiąty rok na emeryturze, teraz organizuje prace w domu tak, żeby mieć czas na długi spacer. Wychodząc z domu przekazuje pałeczkę mężowi. Dobrze, że powiększa się grupa podobnie myślących i czujących osób.

     Z godzinnym opóźnieniem, ze względu na padający kapuśniaczek, który chcieliśmy przeczekać, wyszliśmy w plener. Było chłodno i wilgotne powietrze, jak po deszczu. Dzięki temu wzmacniała się  woń i świeżość  kiści bzów, rododendronów, konwalii i innych kwiatów, które mijaliśmy. Rosną one obficie w ogrodach i działkach przy ulicy Polnej, po której przemieszczaliśmy się. Dalej kroczyliśmy przez Zacisze i ulicę W. Łokietka. Przystanęliśmy w miejskim parku przy ulicy Strzeleckiej. W zachwyt wprawił nas wygląd kasztanowców tam rosnących. Jego kwiatostany zwiastujące czas matur, teraz przy małym wietrze sypały się jak płatki śniegu. Uwieczniliśmy je na pamiątkowych zdjęciach.

    Po przejściu 4 kilometrów drogi, spacer zakończyliśmy w restauracji „U Franka”. Przy wspólnym stole zasiadło dwanaścioro zadowolonych studentów, racząc się kawą, herbatą i ciasteczkami. Było przy tym dużo żartów, czytanych przez Olę, Jadzię i Anię z kartek wyrywanych z kalendarza. Do tego posłuchaliśmy wierszy na każdą okazję ze skarbnicy Tadeusza. Czytali je, Autor i Ola. Nosiły tytuły „Gnot”, „Kropla szczęścia”, „A czas ciągle płynie „. W tak miłej atmosferze zakończyliśmy majówkę.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman