Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

Sty

22

W Dniu Dziadka

Autor: Biderman Aleksandra

Niechaj dziadzio z babunią
tak nam długo żyją,
póki komar z muchą
morza nie wypiją.
A ty mucho i komarze
pijcie wodę powoli,
niech się dziadzio z babcią
nażyją do woli.

 

Dziś Dzień Dziadka – 23 stycznia. 2C nie wystraszyło się 10 babć i jeden dziadzio Tadeusz. Tadeusz na miejscu zbiórki w imieniu swoich wnuków złożył nam piękne wierszowane życzenia (nasze święto było wczoraj). Ruszamy dzisiaj w kierunku ulicy Starogostyńskiej, lasem koło huty, potem ulicą Leśną aż do ronda Zeidlera. Dalej przez park, obok szkoły muzycznej, ulicą Sądową, przy rondzie im. Czarnego Legionu skręcamy w prawo i udajemy się do biblioteki. Po drodze zamieniamy się często miejscami prowadząc ze sobą owocne dyskusje. Wieje dość zimny wiatr, ale my, zaprawieni w marszach przemy do przodu.

W bibliotece cieplutko. Od progu wita nas wystawa pani Krystyny Kopczyńskiej, emerytowanej nauczycielki zatytułowana „Moja pasja”. A pasją pani Krystyny jest haft krzyżykowy. Na drewnianych ramach osadzone są obrazy wykonane właśnie tym haftem. Podziwiamy wyszyte różnymi odcieniami brązu niewielkie obrazki przedstawiające miasta polskie, maczugę Herkulesa, pomnik Szopena. Wśród prac znalazły się również obrazy  Wyspiańskiego, Leonarda da Vinci, Gustawa Klimta. Są postacie kobiet, bukiety kwiatów, pejzaże. Każde  z tych małych dzieł sztuki to tygodnie, miesiące żmudnej pracy, ale pracy, która daje zadowolenie, odpoczynek, satysfakcję i przede wszystkim odstresowuje.

Po wszystkich „ochach” i „achach” idziemy na piętro, by delektować się zrobioną przez panie z czytelni kawą. A przy kawie Marylka N. zaznajamia nas z ciekawostkami dotyczącymi historii ekologii, opowiadamy kawały, delektujemy się smacznymi ciasteczkami.

Przeszliśmy 7 km mając w nogach 11 tysięcy kroków.

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Sty

8

Edukacji regionalnej ciąg dalszy

Autor: Biderman Aleksandra

Świynta, świynta i po świyntach,
po makoczu i prezyntach,
spadły igły z ogigloka,
rok się skończył i po ptokach.

 

Dziś 8 stycznia 2020 roku. Dziesięcioro nas na dzisiejszym spacerze. Zamierzaliśmy iść do lasu, ale podobno wstępu do lasu nie ma ze względu na ASF (afrykański pomór świń).

Siła wyższa, nic nie zrobimy. Wobec tego kierownikiem dzisiejszej wycieczki obraliśmy Marię Wujek i to ona właśnie poprowadziła nas ulicami wokół Gostynia aż do muzeum. Przyroda raczej w jesiennej szacie: szaro, ponuro, nagie drzewa, kałuże wody, brak śniegu, w Kani poziom wody wyjątkowo duży. Wystawa „Wypędzeni 1939… wyrzuceni z domu, ograbieni z mienia, więzieni w obozach, deportowani” przygotowana przez Związek Miast Polskich Instytutu Pamięci Narodowej oraz Wielkopolskie Muzeum Niepodległości zrobiła na nas ogromne wrażenie. Historia ta dotyczy kilkuset tysięcy obywateli polskich, których okradziono z mienia i pozbawiono dachu nad głową. Deportacje obywateli polskich z ziem wcielonych do Rzeszy rozpoczęły się zaraz po zakończeniu kampanii wrześniowej w 1939 roku. Niemiecka polityka deportacyjna doprowadziła do powstania obozów śmierci i zagłady Żydów. Deportacje odbywały się głównie do Generalnego Gubernatorstwa i szczególnie intensywnie prowadzone były na terenie Warthegau. Do czasu wywozu do Generalnej Guberni Polaków umieszczano w prowizorycznych punktach zbornych: halach fabrycznych, salach kinowych, klasztorach, szkołach lub obozach przejściowych. Traktowani byli brutalnie, poddawani rewizjom. Pierwszy obóz dla wysiedlonych Polaków znajdował się w Cerekwicy koło Jarocina, największym był Poznań Główna, a najwięcej ludzi przebywało w sześciu obozach w Łodzi. Nasz kolega Tadeusz opowiadał nam, że on jako kilkunastoletni chłopiec wraz z rodziną znalazł się w obozie w Łodzi. Wszystkie dokumenty i fotografie umieszczone na wielkoformatowych planszach pochodzą z archiwów niemieckich i polskich, a także z zasobów lokalnych instytucji kulturalnych oraz ze zbiorów prywatnych.

Po wyjściu z muzeum udaliśmy się do baru „U Franka”. Tam najlepiej smakuje kawa. Żeby odgonić ponure myśli przeczytałam dwa wiersze w naszej poznańskiej gwarze, takie poświąteczne, i jeden dość frywolny. Bardzo się wszystkim podobały.

Niemal 10.000 kroków i 6,5 kilometra to całkiem niezły wynik jak na spacer „wokół komina”.

opisała i zdjęcia zrobiła Aleksandra Biderman
 

Gru

27

Przybieżeli…

Autor: Biderman Aleksandra

Spacer połączony ze zwiedzaniem gostyńskich żłóbków, Ola z Tadeuszem zaplanowali już na poprzednim  spotkaniu. Ponieważ w środę wypadło święto, ustaliliśmy, że pójdziemy w piątek 27 grudnia. Jeszcze w świątecznym nastroju jedenastoosobową grupą udaliśmy się na przystanek autobusowy. Dojechaliśmy do klasztoru, ponieważ stamtąd chcieliśmy rozpocząć nasze wędrowanie.

Wysiedliśmy przed Bazyliką, kilka stopni schodów i otworzyliśmy ciężkie drzwi. Weszliśmy do środka, a tam świątynia owiana ciszą i mrokiem. W bocznej nawie widać od razu gwiazdę i oświetloną stajenkę. W żłóbku na sianie figurka Dzieciątka Jezus, obok Niego matka Maryja i Święty Józef. Są też pasterze z owieczkami, osiołek i inne zwierzęta, jak również trzej mędrcy ze Wschodu, którzy obserwując nową gwiazdę, chcieli poznać Jezusa i udali się do Betlejem by oddać Mu pokłon. Ofiarowali złoto, kadzidło i mirrę. My też pokłoniliśmy się Jezusowi i zaśpiewaliśmy kolędę „Dzisiaj w Betlejem”. Tadeusz  wykonał solo trzy pastorałki, które pamięta z młodych lat.

Dalej kolędowaliśmy do szopki znajdującej się w kaplicy przy szpitalu. Zeszliśmy do ulicy Nad Kanią, później Fabryczną i ładnie oświetlony park przy Placu Karola Marcinkowskiego. Weszliśmy od strony szpitala. Ujrzeliśmy  szopkę, figurki i żłóbek, te same od wielu lat ale bardzo wymowne. Tadeusz wrzucił aniołkowi stojącemu obok monetę, a pozytywka odtworzyła kolędę „Lulajże Jezuniu”. Wtórując mu, zanuciliśmy kilka kolęd.

Dalsza droga prowadziła nas do Fary. Tam żłóbek usytuowany jest w scenerii przedstawiającej gwiaździstą noc, na tle ruin starożytnych domów w Betlejem. Figurka Dzieciątka Jezus obecna w żłóbku przywieziona jest w tym roku z Betlejem, poświęcona na miejscu narodzin Chrystusa w grocie betlejemskiej. Obok Dzieciątka w szopce miejsce jest dla wszystkich: pasterzy, muzyków, drwala, kowala, kobiet, bawiących się dzieci, owieczek, wielbłądów. Można wprowadzić w ruch  młyn, wiatrak, dzwon, posłuchać lub razem zanucić kolędę.

Na koniec zdążaliśmy do kościoła Ducha Świętego. Tam szopka podobna do poprzednich. Nie ma bowiem znaczenia jak urządzony jest żłóbek, ważne aby przemawiał do naszego serca. Wszystkie żłóbki dotykają niezwykłego wydarzenia, które zmieniło bieg historii. Od niego liczymy czas Nowej Ery.

Wracając do domu weszliśmy do biblioteki, kilku studentów kupiło niedawno wydaną książkę Przemysława Pawlaka pt. „Przedpełk”. Osoby te korzystając z obecności pana dyrektora w placówce, dostały dedykację i autograf. Tam też wypiliśmy smaczną kawę z urodzinowymi czekoladkami. Żeby było jeszcze weselej, Ola przeczytała wiersze w gwarze poznańskiej pt. Wszystkiej wiarze zez Poznania, Drogi Gwiazdorze w rudej katanie oraz Mom łogigloka zez łokrągloka. Tadeusz natomiast przeliczył z pedometru kroki na kilometry i okazało się, że przeszliśmy 6,5 km. Aktywność grupowa przyniosła nam korzyści dla ducha i ciała.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Gru

11

Zapach świąt

Autor: Biderman Aleksandra

„Chrońmy te chwile świętości jak bombkę piękną i kruchą,
Niech lśni latarnią w ciemności, niech krzepi serca otuchą”
Wojciech Kejne

Środa, 11-ty dzień grudnia 2019 roku. Rano spoglądając przez okno, widzieliśmy szron. Wyglądał bajecznie, jakby ktoś rozsypał cukier na dachach, gałęziach i trawnikach. W takiej scenerii wyszliśmy na spotkanie w umówione miejsce. Uczestniczyło w nim czternaścioro studentów UTW. Ola zaproponowała trasę, włączając do niej ulice, którymi rzadko w czasie spacerów  chodzimy.

Ulicą Polną podążaliśmy do Młynarskiej. Tam była okazja wspinać się lekko pod górkę, dalej schodami coraz wyżej. Weszliśmy na dawno nie odwiedzaną ulicę Mikołajczyka. Zarówno tam, jak i na innych ulicach zauważyliśmy niektóre domy ozdobione wieńcami lub innymi elementami świątecznymi. Doszliśmy do ulicy Górnej, a tam praca wre. Ogrodzony duży plac budowy, pracujące dźwigi i inne maszyny, duże hałdy ziemi.

Idziemy dalej, mijamy kondensownię i wychodzimy na Brzezie. Łucja, znająca dobrze otoczenie, wprowadziła nas między niedawno wybudowane domy, na ulicę nieutwardzoną, dla nas zupełnie nową. Trzymający mrozik pozwolił nam przejść po niej suchą nogą, a nawet tu i ówdzie się poślizgać. Drogowskaz o treści Brzezie, posesje 310E oznajmiał gdzie jesteśmy. Minęliśmy osiedle i piękną drogą zdążaliśmy do Centrum Gwiazdkowego u państwa Nowackich.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Odwołując się do tradycji, która jest bezcennym świadectwem, chcemy ją podtrzymywać i uczynić ten czas wyjątkowym. Wigilia… brzmi pięknie, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Oprócz  porządków, trzeba pomyśleć o wystroju domu, stołu, choince. Mieliśmy okazję dokupić brakujące rzeczy, wystarczyło tylko się rozejrzeć. Centrum gwiazdkowe oferuje duży wybór: choinki żywe, różnej wielkości i gatunku, żłóbki, stroiki, oświetlenia, mikołaje, kolorowe świece, gwiazdy betlejemskie – kwiaty, którymi teraz stroi się drzewka w kolorach od złota po czerwień do fioletu, kruche bombki ale też i z pierza oraz wyhaftowane jak obrusiki. Pewną nowością były sztuczne choinki  umocowane na pniu, do których nie potrzeba kupować metalowych stojaków. Po dokonaniu zakupów zrobiliśmy na dużych saniach pamiątkowe zdjęcie.

W drodze do domu weszliśmy na kawę do baru „U Franka”. Przy stole toczyły się ciekawe rozmowy. Na temat gry „Gostyń i okolice, szlakiem organiczników”. Włączenie się do tej gry zaproponowali nam Agnieszka i Dariusz Wujkowie. Jeszcze Ola opowiedziała nam  jak przebiegało oficjalne otwarcie nowego kompleksu hotelowego „ApartHotel” przy ulicy Olejniczaka. Opowiedziała jak urządzone są pokoje i co serwowano w restauracji.
Na wędrówce przy mroźnej i słonecznej pogodzie przemierzyliśmy 7 km.

Uwaga:
Z uwagi na to, że kolejna środa spacerowa przypadałaby w I Święto na spacer idziemy zaraz po świętach w piątek. Zrzucimy trochę  świątecznych kalorii i odwiedzimy gostyńskie żłobki.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman
 

 

 

Lis

27

Spacer i spacerownik

Autor: Zbigniew Kosiński

27 listopada 2019 roku. Minął już prawie miesiąc od Dnia Wszystkich Świętych. Dziś idziemy 12-osobową grupą odwiedzić groby naszych znajomych.

Pogoda dopisuje, jest ciepło i słonecznie. Kupuję kilka zniczy. Pierwszy zapalamy na grobie Bolesława Matyli. Potem odwiedzamy Jana Gerowskiego. Dwa tygodnie temu byliśmy w muzeum, gdzie swoją „błękitną wystawę” miała Bożena Gerowska. Było tam też kilka ostatnich witraży jej męża. Deszcz przeszkodził nam wówczas być na grobie Jana, robimy to teraz. Rok minął jak pożegnaliśmy Wacława Serka. Jemu również zapalamy światełko pamięci.

Teraz wspólnie udajemy się pod nowy pomnik upamiętniający zamordowanych 30 gostynian 21 października 1939 roku. Oprócz nich na nowym pomniku wypisane są nazwiska poległych członków Czarnego Legionu, nazwiska Powstańców Wielkopolskich oraz zabitych w różnych obozach i na różnych frontach gostynian. Historia pomnika sięga roku 1926, który powstał w miejscu, gdzie zostali pochowani uczestnicy Powstania Wielkopolskiego z naszego regionu. W 1939 roku na tym cmentarzu pochowano również rozstrzelanych mieszkańców Gostynia i okolic. W 1940 roku w wyniku działań wojennych pomnik został zniszczony. W 1958 roku z inicjatywy kombatantów powstał nowy, który przetrwał aż do tego roku. W 2010 roku z inicjatywy czarnolegionisty Mariana Sobkowiaka zaczęto dążyć do wybudowania pomnika, który miałby upamiętniać nie tylko powstańców wielkopolskich i rozstrzelanych na gostyńskim rynku, ale również wszystkich członków Czarnego Legionu. Autorem nowego pomnika jest pochodzący z Gostynia architekt Szymon Wytykowski.

Zostawiamy sobie jeszcze kilka minut, by każdy mógł odwiedzić swoich bliskich i udajemy się do Verni gdyż jesteśmy tam umówieni z Agnieszką Wujek. Gdy docieramy do celu Agnieszka z mężem Dariuszem już na nas czekają. Mają nam do pokazania „Spacerownik. Gostyń i okolice. Szlakiem organiczników”. Do tego potrzebny jest smartfon z dostępem do internetu. Należy ściągnąć  aplikacje do pobierania kodów QR, następnie obejrzeć film, który nam się wyświetli i odpowiedzieć na zadane na końcu filmu pytanie. Odwiedzając kolejne miejsca związane z pracą organiczników rozwiążemy hasło. Można iść na spacer zgodnie z mapką, ale można też rozwiązać zadanie w domu. Być może w przyszłości, jak powiedziała Agnieszka Wujek, powstaną jeszcze inne spacerowniki po Gostyniu. Państwo Wujkowie życzyli nam miłej zabawy i gdybyśmy mieli jakieś uwagi prosili o kontakt. Każdy z nas otrzymał mapkę i objaśnienie do niej. Podziękowaliśmy, wypiliśmy kawę, omówiliśmy ważne sprawy Uniwersytetu i rozstaliśmy się na następne dwa tygodnie. Przeszliśmy blisko 8 tys. kroków i prawie 6 km.

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman