Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Kwi

4

Słoneczko…

Autor: Biderman Aleksandra

4 kwietnia 2018 roku. Trzynaście pań wybrało się na spacer. W niedzielę i poniedziałek mieliśmy Święta Wielkanocne: zimne, ponure, deszczowe, wietrzne. A dziś pięknie przyświeca słoneczko, żwawo ruszamy w trasę. Naszym celem jest dzisiaj Bazylika na Świętej Górze i odwiedzenie grobu Chrystusa. Idziemy przez tzw. planty, pięknie odrestaurowane, z nowymi ławkami, ścieżkami, leżakami, fontanną. Mijamy cukrownię, dochodzimy do ulicy Nad Kanią i wspinamy się pod górę. Drzwi Bazyliki otwarte na oścież zapraszają nas do swego wnętrza. Chwila skupienia przed pustym grobem Pana Jezusa, chwila modlitwy i udajemy się na tyły Bazyliki. Tam przed polowym ołtarzem, pośród owocowych drzewek biegają dzieci z gostyńskiej ochronki, które przybyły tutaj wraz z siostrami. Przechodzimy przez niewielkie drzwi w grubym murze, który okala cały ten plac i znajdujemy się w miejscu, które funkcjonuje dopiero od roku. Jest to duży teren, otoczony również murem, na którym znajdują się: niewielki stawek, miejsce na ognisko z ustawionymi wokół ławeczkami i dużo pustego miejsca dla pielgrzymów odwiedzających nasze Sanktuarium.

Wracamy przez Rynek, w barze „U Franka” wypijamy aromatyczną kawę. Czytam zabawny wiersz „Święta, święta i po świętach”. Pożyczyłam ostatnio z biblioteki książkę Andrzeja Miałkowskiego o Stanisławie Fenrychu. Opowiedziałam koleżankom o nim, ponieważ jest to osoba godna zapamiętania. Od 1920 do 1939 roku był właścicielem majątku Pudliszki. Założył sady owocowe, przetwórnię warzyw i owoców, mleczarnię, budował domy dla pracowników, wprowadził na pola ciągniki, uruchomił całodniową ochronkę dla dzieci,  budował drogi, kupił autobus, który dowoził pracowników z Krobi do Pudliszek, sprowadzał nasiona pomidorów i maszyny z zagranicy potrzebne do produkcji przetworów. Nie zgodził się pracować dla Niemców, przez co został wysiedlony do Generalnej Guberni. Po wojnie nasze władze też zakazały mu powrotu do Pudliszek. Zmarł w 1955 roku.

Dzisiejszy spacer był o tydzień przesunięty z uwagi na Wielki Tydzień, teraz spotykamy się już normalnie, w drugą środę miesiąca, czyli 11 kwietnia.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 
 

Mar

14

Przedwiosenny czas

Autor: Biderman Aleksandra

Przedwiośnie przegania zimę, a to wyższą temperaturą, a to słońcem, przelotnym śniegiem czy deszczami. Szykuje miejsce zbliżającej się wiośnie, a wraz z nią rozkwitającym kolorom. W przedwiosenny czas, w środę, 14 marca 2018 roku, trzynastoosobową grupą wyszliśmy na spacer. Wokoło była jeszcze zimowa szarość. Jednak pełnia kolorów i piękna czekała na nas na dwóch wystawach malarstwa, które szliśmy obejrzeć.

Najpierw podążaliśmy do Muzeum. W sali wystaw czasowych jest wystawa pt. „Ikonostas”, czyli ikony na płótnie malowane.  W temat ten wprowadziła nas Ola, która przeczytała i opowiedziała o próbie zmierzenia się z pisaniem ikon, której podjęli się członkowie sekcji plastycznej dla dorosłych Gminnego Centrum Kultury w Poniecu. Prezentowane ikony artyści przedstawili na płótnach w technice olejnej, a nie tradycyjnej na deskach. W pracy stosowali technikę pozłotnictwa płatkowego, co było novum dla artystów. Podziwialiśmy wspaniałe efekty ich prac. Wśród artystów jest zarówno absolwent szkoły sztuk pięknych, studentka akademii malarstwa, jak i emerytowana nauczycielka czy pracownik pomocy społecznej. Teraz znaleźli czas na rozwijanie swych artystycznych pasji.

Wychodząc z muzeum pokropił nas przelotny deszczyk, ale parasoli nie warto było rozkładać. Dalsza nasza piesza wędrówka wiodła na Pożegowo. Po drodze mijaliśmy szpital, dworzec, hutę, przemierzyliśmy na ukos lasek, w którym jest utrzymany w dobrym stanie pierwszy plac zabaw dla dzieci. Weszliśmy na jedną z najdłuższych ulic, ks. Jana Twardowskiego. Po osiedlu szliśmy szlakiem, którym wcześniej mało chodziliśmy. Były to ulice, 27 Stycznia, Wł. Broniewskiego, J. Tuwima. Dotychczas częściej przez nas odwiedzane to ul. Kasyna Gostyńskiego, dalej Sportowa i Leśna. Pozostała nam jeszcze do przejścia ul. Robotnicza, z której to już po schodach wdrapaliśmy się na górkę i dotarliśmy do GOK Hutnik.

Trochę już zmęczeni, ale z przyjemnością i dużym zainteresowaniem oglądaliśmy kolejną wystawę pt. „Gostynianki malują”. Wchodząc do pomieszczenia zachwyciła nas bogata kolorystyka, intrygująca faktura wszystkich prac. Obrazy stwarzały niepowtarzalną przestrzeń. Podczas podziwiania tych dzieł dołączył do nas pan Marek Ratajczyk, instruktor prowadzący sekcję malarską w GOK. Wzbogacił naszą wiedzę o malarkach, ich twórczości, często tworzących z potrzeby serca. O paniach, które poza zawodowymi i rodzinnymi obowiązkami znajdują czas na pracę artystyczną. Zwrócił uwagę na trudne do wykonania rysunki tuszem, oleje na płótnie, malarstwo na jedwabiu jak również akwarele.

Nasyceni tym pięknem przeszliśmy na kawę do baru „U Franka”, tam często kończymy spotkania. Ustaliliśmy, że następne przypadające na 28 marca, przeniesiemy na 4 kwietnia. To z powodu nadchodzących świąt. Nasze spotkanie, podczas którego przeszliśmy 9 km, było nie tylko marszem, ale pobudzeniem wrażliwości na piękno, dzięki któremu stajemy się lepsi.

napisała Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał

Lut

28

Ale przymroziło!

Autor: Biderman Aleksandra

28 lutego. Termin spaceru, a tu… -120C. Przy takiej temperaturze nie bardzo można spacerować po dworze, więc siedzimy w biurze. Jest nas dziesiątka. Jedna z koleżanek miała imieninki, było co wypić (kawkę) i czym przekąsić (czekoladką). Godzinka minęła nam szybko na kawałach, wspomnieniach i ciekawostkach. Poznaliśmy np. historię ziemniaka.

Po tej godzinie, kiedy słonko zajrzało nam w okno, wyruszyłyśmy „obatuchane” w szale i czapki, zapięte pod samą szyję ulicą Polną i dalej Zachodnią do ronda i potem już w stronę miasta. Gdzieś tam po drodze w ogródku przydomowym dostrzegliśmy puchate, szare baźki. Na polu w niewielkim zagłębieniu woda zmieniła się w lód. „Szczypie w nosy, szczypie w uszy…” – to cytat z piosenki przedszkolaka, ale jaki dziś aktualny. Warto było odetchnąć mroźnym powietrzem.

tekst Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Maria Wujek

Lut

7

My się zimy nie boimy

Autor: Biderman Aleksandra

Zwolennicy spacerów GUTW swoje kolejne spotkanie wyjątkowo przenieśli na pierwszą środę miesiąca. Odbyło się ono 7 lutego 2018 roku. Od rana spieszyłyśmy ze wszystkich stron do biura Zarządu, żeby zdążyć na dziewiątą, umówioną, stałą godzinę. W grupie lubiącej ruch są także osoby przyjeżdżające spoza Gostynia. Wszystkie stwierdzamy, że warto być i iść razem. Dzisiaj maszerowała czternastoosobowa grupa, w tym dwie nowe koleżanki.

Wycieczkę tę Ola z Marią zaplanowała z myślą o aktywizowaniu organizmu. Pogoda była wymarzona na wielokilometrowy marsz. Rano termometry wskazywały – 6º stopni C. Później robiło się cieplej, przyświecało słońce, mogłyśmy chwytać promienie. Dachy i trawy przyprószone były śniegiem.

Zimę mamy co roku, ale każda jest inna. Kroczenie przed siebie w plenerze w taką pogodę jest zbawienne dla naszego zdrowia i kondycji fizycznej. Szłyśmy ulicą Mostową do Fabrycznej, dalej do końca ulicy Nad Kanią. Zatrzymałyśmy się przy drogowskazie z napisem ul. Krańcowa. Nazwa tej ulicy widnieje od niedawna. Droga ta prowadzi pod górkę do Bogusławek, którą posuwałyśmy się. Minęłyśmy tę miejscowość i dalej wędrowałyśmy w stronę klasztoru. Są to drogi polne, wiele nierówności, zamarznięte bajorka. Kusiło nas, by powrócić do dzieciństwa i poślizgać się, ale nie próbowałyśmy, bo chwila nieuwagi mogłaby skończyć się upadkiem. Na terenie tym wokoło cisza, bez samochodów, tylko widać duże połacie zielonej oziminy, którą chroniły delikatne płatki śniegu. Przy drodze wysokie drzewa, a na nich urodzaj jemioły. Na górze pod klasztorem była okazja popatrzeć na piękną panoramę całego miasta Gostynia ze srebrnymi dachami, które pomalował pobłyskujący śnieg. Dominowała „cukierniczka”, która sprawiała wrażenie jakby była blisko nas. Ulicą Czereśniową dotarłyśmy do Nad Kanią. Stamtąd do stołówki Verni. Ponieważ zbliża się tłusty czwartek, tradycję zjadania pączków i faworków należało  podtrzymać. Lucyna o tym pamiętała i przyniosła dwie torebki smakowitych faworków. Rozgoszczone przy stole z aromatyczną kawą, do tego jeszcze czekoladki, tak świętowałyśmy już zapusty. W dobrym nastroju zakończyłyśmy nasz umiarkowany wysiłek, podczas którego przeszłyśmy 7 kilometrów drogi.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał, Anna Leśniak (gościnnie)
 

Sty

24

Spacer pod znakiem wystaw

Autor: Biderman Aleksandra

Niby środek zimy, a na dworze plusowa temperatura, wiatr, lód, roztopy, wszystkiego po trochu. Daleko nie ma co iść, niektóre z koleżanek zabrały nawet parasole. A że w Gostyniu wiele się dzieje i zawsze staramy się być na bieżąco, dziś mamy ostatnią szansę, by obejrzeć kilka wystaw. Wyruszamy grupą 14-osobową 24 stycznia. Aby droga wiodąca do pierwszego naszego celu nie była zbyt krótka wydłużamy ją nieco.

W bibliotece na piętrze wystawa „Lodowe inspiracje Tomasza Piecucha”. Pana Tomka znamy od kilku lat. Opowiadał (i pokazywał) nam wówczas o swoim zbiorze kamieni z epok, w których żyły dinozaury. Od najmłodszych lat interesowała go fotografia. Dziś lustrzanką Nikon zakupioną w zeszłym roku robi zdjęcia imprez, ludzi, przyrody. My mamy przyjemność oglądać cuda, jakie stworzyła zimowa aura, a w szczególności lód. Niektóre ze swoich prac pan Tomek opatrzył nazwami. I tak jest np.: pingwin, grzybek, nietoperz, jaszczur. Popatrzcie sami…

Dalej z biblioteki ulicą Energetyka przedostajemy się w Ogrodową. Tutaj na mostku przy łąkach chwila zadumy nad przemijaniem. Wczoraj opuścił nas nasz kolega, Wacek, który był w Uniwersytecie od początku jego istnienia bardzo aktywnym studentem. Częstujemy się owocem liczi. Smakuje wybornie. Na łąkach leżą jeszcze płaty śniegu, rzeka Kania płynie szeroko wartkim nurtem, a droga przy niej jest mocno oblodzona i bardzo uważamy, by się na niej na niej nie poślizgnąć. Drzewa wyciągają ku niebu gołe gałęzie, tylko na platanach niby winogrona zawisły gałązki z kulistymi owocami.

W muzeum, do którego zawijamy, ostatnie dni wystawy „Pierwsza wojna światowa”. Ta wojna, zwana również „Wielką Wojną” trwała od 28 lipca 1914 roku do 11 listopada 1918 roku. Po raz pierwszy w historii zastosowano
w walce nowoczesną broń: samoloty, okręty podwodne, czołgi, samochody pancerne, broń chemiczną. W armii rosyjskiej brało udział 1,2 mln Polaków, w austriacko-węgierskiej – 1,4 mln Polaków i w armii niemieckiej – 780 tysięcy.  Oglądaliśmy zdjęcia walczących na różnych frontach, zdjęcia żołnierzy w okopach, wolontariuszki podające jadącym na front  jedzenie, zniszczony Kalisz, okaleczonych ludzi. Bilans tej wojny to m.in. 8,5 mln poległych i zmarłych ludzi, 21 mln rannych, jeńców i zaginionych – 7,7 mln. Wśród zmobilizowanych ogółem 65 mln żołnierzy straty wynosiły 57,6 mln.

Ostatnia część naszej wędrówki to kawiarnia Kameralna. Tutaj wystawę obrazów ma gostynianka Aleksandra Adamczak. Po ukończeniu liceum studiowała malarstwo. Z wyróżnieniem ukończyła pracownię malarstwa u prof. Andrzeja Niekrasza  w Instytucie Pedagogiczno-Artystycznym w Kaliszu. Jakiś czas pracowała jako grafik komputerowy, to jednak nie dawało jej zadowolenia. Dziś tworzy piękne, energetyczne obrazy, pełne barw przedstawiające rośliny i zwierzęta, kwitnące ogrody i ławice świetlistych ryb. Organizuje wystawy i marzy, by poprowadzić pracownię malarstwa dla młodzieży. Popijając aromatyczną kawę i spoglądając na obrazy pani Aleksandry możemy poczuć się jak bywalczynie z wielkiego świata.

Przeszłyśmy dziś tylko 5 km i 8 tysięcy kroków. Ale to nic. Jesteśmy zadowolone. Oprócz obejrzenia trzech wystaw wysłuchaliśmy też zabawnej historii o pani i fotografie odczytanym przez Anię. Jadwiga odczytała dwa piękne wiersze, a ja zapoznałam koleżanki z książką kryminalną dla dorosłych pt. „Dom z widokiem na morze”, napisaną przez gostyniankę J. Mazur.

Następne spotkanie odbędzie się o tydzień wcześniej, tj. 7 lutego, z uwagi przypadające później święto.

Po wystawach oprowadzała Aleksandra Biderman
Zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał