Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum kategorii: spacery.

Wrz

11

Dokąd prowadzi…

Autor: Biderman Aleksandra

W niedzielę po południu wybrałam się sama na spacer po moim osiedlu. Szłam dróżką między polami niepewna gdzie wyjdę. Ale udało się i w środę 11 września zaprosiłam całą grupę spacerowiczów, a było nas 13 osób, na powtórkę mojego spaceru.

Zaczęliśmy, oczywiście, od spotkania przy starej siedzibie. Ulicą Mostową i Strzelecką dotarliśmy do Powozowni. Odbiliśmy w prawą stronę i dalej poprowadziła nas wąska ścieżka między polami. Z prawej strony w oddali gospodarstwa, bliżej chaszcze, ale też krzaki głogu, dzikiej róży, mirabelki. Oddalone daleko od drogi niezanieczyszczone owoce głogu mogą być znakomitym produktem na herbatki, nalewki, wino. Po stronie lewej – zdziczałe resztki drzew owocowych. Kiedyś z pewnością cieszyły oko gospodarza, dziś już nie należą do nikogo. Zatrzymujemy się przy jabłonce, której czerwone jabłuszka wprost zachęcają do spróbowania. Są małe, twarde i słodziutkie. Przezornie zabrałam z domu dwa nożyki. Przydały się. Ciągle idąc przy polu mijamy w oddali białe bloki osiedla Słonecznego, potem wchodzimy pomiędzy dwa rzędy domów na ulicy Wichrowej. Wychodzimy na drogę główną prowadzącą do kondensowni. Mijamy nowe osiedle domów deweloperskich na Brzeziu, drogą pomiędzy nimi próbujemy przejść dalej, ale zawracamy, bo nie mamy pewności czy gdzieś nas ta droga zaprowadzi. Mijamy znajome ogrodnictwo na Brzeziu i kawałek za nim znów zagłębiamy się w nieznany teren. Jeszcze kawałek i … już jesteśmy… – oznajmia Łucja, która zaprosiła nas do swojego domu na kawkę. Zachwyceni pięknym urządzeniem terenu wokół domu, podziwiamy okazałe owoce pigwy w kształcie gruszek jeszcze wiszące na drzewie, niewielką sadzawkę z rybkami, równiutko ułożone pod ścianą drewno i przestronną altankę w której popijamy przyrządzoną przez Łucję aromatyczną kawę pogryzając przy tym ciasteczka i świeżutkie rogaliki.

Obie z Marylką Nowak informujemy o przyszłorocznych wczasach w Jastarni, poruszamy bieżące sprawy uniwersytetu i różne inne ciekawostki. Posileni ruszamy w kierunku domów. Rozstajemy się koło baru „U Franka”. Przeszliśmy prawie 9 kilometrów i niespełna 14.000 kroków.

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

 

Sie

28

Krótki spacer w upalny dzień

Autor: Biderman Aleksandra

28 sierpnia, środa, 2019 roku pięcioosobowa grupka koleżanek z Uniwersytetu wybrała się na spacer. Temperatura o 9.00 godzinie jeszcze znośna, ale już w południe ma być 310 C. Szybka decyzja: krótki spacer w terenie leśnym. Tam mniej świeci słońce, może nie będzie tak gorąco.

Zaczynamy od ulicy Polnej. Już na wstępie wita nas przy jednej posesji odpoczywający na murku kościotrup. Później mamy okazję zobaczyć pilnujących domostw: psy, kunę, liska, jeżyka, zająca. Wchodzimy do lasu. Słoneczko co prawda mniej tu świeci, ale niestety, nie ma wiaterku. Chodzimy leśnymi dróżkami podziwiając przyrodę. Wychodzimy na drogę do Starego Gostynia. Część trasy musimy pokonać poboczem drogi. Wstępujemy na kawę i lody do restauracji TWIST. Spacer, który z założenia miał być krótki, wcale taki nie był. Przeszliśmy 14 tysięcy kroków pokonując 8 i pół kilometra.

Może następnym razem pogoda będzie łaskawsza?

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Sie

14

Jak tam obwodnica?

Autor: Biderman Aleksandra

Po miesiącu „wakacji” (nie licząc wypadu do Kościana) spotykamy się w siódemkę 14 sierpnia 2019 roku. Szybka decyzja konsultowana wcześniej z Tadeuszem i ruszamy na PKS. Stamtąd robimy sobie wycieczkę autobusem miejskim po Gostyniu i przed 10.00 wysiadamy u wrót klasztoru. Wchodzimy do środka. Świątynia wita nas przystrojona białymi różami na jutrzejsze podwójne święto: Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Matki Boskiej Zielnej) oraz Święto Wojska Polskiego. Siostra, która układa kwiaty pyta nas skąd jesteśmy. Na informację, że z Gostynia, czuje się trochę zawiedziona, gdyż chętnie odsłoniłaby nam obraz Matki Bożej Świętogórskiej w głównym ołtarzu. Pięknie dziękujemy.

Idziemy drogą między polami w stronę Bogusławek. Chcemy zobaczyć jak wyglądają prace nad łącznikiem obwodnicy. Rozpoczęły się one 1 kwietnia, w październiku ten etap ma być zakończony. Idąc, co chwilę przystajemy przyglądając się oblepionym owocami drzewom. A jest ich naprawdę dużo: owoce są co prawda małe, ale to wynik suszy. A są to: jabłka, gruszki, mirabelki, tarnina, głóg, dzika róża. Za plecami ciągle mamy widoczną bazylikę a na polach stoi jeszcze kukurydza, rosną buraki, po zebranym zbożu pozostały okrągłe baloty słomy. Pogoda piękna, idziemy żwawo, zbliżamy się do budującej się drogi. Praca wre: maszyny budowlane, ciężarówki, góry piachu, robotnicy w żółtych kamizelkach, kurz jak okiem sięgnąć. Patrząc w jedną i drugą stronę widać już zaczątki drogi. Na jednym z pól w równym rzędzie stoją ule w kolorach żółtym, niebieskim i zielonym, na topolach rozsiadła się pasożytnicza jemioła.

Dochodzimy do osady Bogusławki, o której wzmianki pochodziły już z początków XIV wieku. Pierwszym właścicielem Bogusławek został sołtys Michał z Brzezia. W XV i XVI wieku wieś znajdowała się w rękach Bogusławskich, kolejno: Gostyńskich, Mycielskich, Modlibowskich i Węsierskich. Od 1900 roku aż do zakończenia wojny stanowiły własność niemiecką. W 1950 roku założono tu Spółdzielnię Produkcyjną, potem SKR-y. Od 2012 osada Bogusławki otrzymała prawa wiejskie i stała się sołectwem. Pierwszym sołtysem został wybrany Ireneusz Płuciniczak. Dziś Bogusławki stały się wsią rozwojową. Przybyło mieszkańców, pobudowanych zostało wiele nowych domów, powstało kilka zakładów, m.in. TRANS-KOM i G-W Bogusławki, na terenie którego znajduje się Stanica Konna Bogusławki. Właśnie jesteśmy w tym miejscu. Na niewielkim stawie rośnie piękna lilia wodna (grążel) w różowo-białym kolorze. Obok stawu – miejsce na spotkania dla mieszkańców, tych dużych i tych małych. Dzieci mogą korzystać z placu zabaw, dorośli poćwiczyć na siłowni zewnętrznej. Centralne miejsce zajmuje zabytkowa pompa. Teren przed zakładem jest pięknie zagospodarowany z dużą różnorodnością kwiatów od małych skalniaków po drzewkowe róże. Po raz pierwszy widziałam chyba jarzębinę w kolorze bladej pomarańczy. Widziałyśmy również dwa pasące się konie.

Tuż przed zakładem prowadzi w dół szeroka droga. Z jej prawej strony jest las, z lewej – ogródki działkowe. Podziwiamy  pracę i gospodarność ich właścicieli. Wychodzimy na ulicę Nad Kanią. Udajemy się w kierunku miasta. Na drodze przed i za budową odcinka obwodnicy na jezdni wymalowane są żółte pasy. W myśl przepisów drogowych żółte znaki poziome na drogach mają charakter tymczasowy. Stosowane są w miejscach prowadzenia robót drogowych, na wytyczonych objazdach, itp. Tuż za działkami, niegdyś kolejowymi, trwa budowa nowoczesnych budynków w zabudowie szeregowej. Piętrowe, niezależne od siebie domy są (jak zapewnia inwestor) wręcz idealnie stworzone dla rodzin. Cała powierzchnia tego domu to 68 m2, powierzchni użytkowej – 61 m2. Na parterze znajduje się salon, kuchnia i wc, na I piętrze: łazienka i dwie sypialnie. Do tego z tyłu za domem – niewielki ogródek, a z przodu miejsce parkingowe.

Nasz spacer zakończyliśmy oczywiście na kawce tym razem w lokalu Verni przy cukrowni. Na „liczniku” mamy 16.000 kroków i przebytych 10 kilometrów.

opisała Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Halina Spichał
 

 

Lip

24

W jeden dzień dookoła świata

Autor: Biderman Aleksandra

Czy to możliwe? Fileas Fogg, bohater książki Juliusza Verne potrzebował na to aż 80 dni. On jednak musiał objeżdżać świat różnymi środkami lokomocji, aby wszystko zobaczyć. My cały świat mamy w jednym miejscu, w Kościanie, w parku Nenufar.

Spotykamy się dziś wyjątkowo w lipcu, gdyż wypadło nam spotkanie w II połowie czerwca. Ania Leśniak zaprosiła nas właśnie do Kościana. Oprócz dorosłych 18 spacerowiczów było jeszcze dwoje dzieci: Martynka i Szymek. Razem z Anią to 21 osób, czyli popularne oczko.

Wizytę w parku zaczęliśmy od przejścia nad jeziorem po ruchomym moście. Wszyscy ją zaliczyli, choć nie była to łatwa przeprawa. Dalej spotkanie z piratami i wsiadamy na łajbę. Jest ciepło, dookoła trzciny, a przy nich rosną żółte nenufary. Rozkoszujemy się pięknym, zielonym otoczeniem jeziora, gdy ciszę na wodzie zakłóca ryk zwierząt. Wpływamy do jurajskiego tunelu, w którym za kratami zamknięto dwa ogromne dinozaury. Ryczą wściekle i rzucają ogonami na wszystkie strony próbując wydostać się z niewoli. Opuszczamy tunel i płyniemy dalej. Z daleka widzimy słynny londyński zegar – Big Ben i kolorowe dmuchańce. Wszędzie pięknie, zielono, łajba sunie po spokojnej wodzie, kłaniają się nam zielone korony drzew i widoczna z daleka Krzywa Wieża z Pizy. Wszędzie wokół niezliczona ilość mostów, mosteczków, ruchomych kładek. Dziękujemy panu piratowi za szczęśliwe dowiezienie nas na miejsce i… nic nam nie zginęło. Może piraci dziś inni?

Dalej każdy zwiedza park na własną rękę. Niektórzy idą na kawę. Ja z Danką i wnukami trzymamy się razem. Podziwiamy tryskające fontanny, kręcimy się w ruchomym domku, wchodzimy w czarną dziurę z początku lękliwie, potem powtarzamy przejście po ruchomym pomoście kilkakrotnie. Mijamy Łuk Triumfalny, który zaprasza nas do krainy bajek. Na magicznym stoliku na patelni – nasza głowa czeka na odpowiednie jej przyrządzenie. A dalej są: domek Kopciuszka, Baby Jagi, Smerfów, Ani z Zielonego Wzgórza, Kota w butach, rybaka i wiele innych. Dzieci korzystają z zabawy na dmuchańcach, wchodzą na wysokie domki ustawione na drzewach, odwiedzamy wioskę indiańską. Martynka i Szymek skaczą po trampolinach, szukają wyjścia z zielonego labiryntu. Co chwila spotykamy kogoś z naszej grupy.

O godz. 13.00 zjawiamy się w tawernie na obiedzie. Posileni znowu ruszamy szukać przygody. Ania organizuje dla grupy warsztaty rękodzieła. Chętni wykonują z materiału przyniesionego przez Anię ozdobne pudełka. A my, czyli Danka i ja z wnukami odwiedzamy Egipt. Układamy z hieroglifów swoje imię, robimy zdjęcie pod palmami i przy piramidzie. Dzieci odkopują w wielkiej piaskownicy szkielet dinozaura. Szymek sprawnie korzysta z parku linowego, mijamy wielkie posągi z Wyspy Wielkanocnej. Na pontonach Szymek i Martynka pokonują zielony tor, potem skaczą na wielkiej poduszce. W dali Brazylia z największym pomnikiem Chrystusa. Wsiadamy do kolorowych wagoników i kilkakrotnie okrążamy plac. Przy wieży Eiffela robimy fotki, zjadamy po gałce czekoladowych lodów, chwilę odpoczywamy i znów ruchomym mostem przedostajemy się na druga stronę gdzie swoich włości pilnuje wielki krokodyl. Wygląda jak żywy, rusza ogonem, kłapie pyskiem i ryczy.

Reszta grupy również nie leniuchuje. W wiosce indiańskiej próbują swoich sił w strzelaniu z łuku, wspinają się na piramidę, dodają sił dyskobolowi, który już za chwilę ma wyrzucić dysk, są razem ze Statuą Wolności, robią wspólne zdjęcia przy wieży Eiffela, przy Łuku Triumfalnym. Nie ominęli takich miejsc jak: plac z greckimi rzeźbami tryskającymi wodą, stali w otoczeniu wysokich kolumn, przy angielskim zegarze Big Ben.

Nadszedł czas wyjazdu. O 16.30 opuszczamy gościnny Kościan dziękując Ani za zorganizowanie nam pobytu w tym magicznym miejscu. Jesteśmy bardzo zadowoleni, długo będziemy wspominać pobyt tutaj i oglądać piękne zdjęcia. A z Anią spotkamy się jeszcze nie raz, kiedy tyko jej będzie pasowało, u nas w Gostyniu.

Całkowity bilans kroków: od wyjścia z domu aż do powrotu: 22000(?), 14 kilometrów i spalonych 1000 kalorii. Niezły wynik!

tekst Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Maria Wujek, Anna Leśniak

Cze

5

Zapachy czerwca

Autor: Biderman Aleksandra

Kolejne spotkanie grupy spacerowej odbyło się w przyspieszonym terminie dnia 5 czerwca 2019 r. To dlatego, że w następną środę, Polski Związek Emerytów Rencistów i Inwalidów organizuje Świętogórskie Spotkanie Senioralne. Aby nie kolidowało chętnym chcącym brać udział w tym spotkaniu, Maria z Olą zaproponowały przyspieszenie terminu. Rozdzwoniły się telefony i po uzgodnieniu, zainteresowani  spotkali się w umówionym terminie i miejscu.

Temperatura od rana była przyjemna, bez upału, powiewał mały zefirek. Na początku krótka rozmowa, dokąd pójdziemy. Ustaliliśmy, że udamy się w kierunku lasu do ulicy Leśnej. Podążając nią mieliśmy okazję wdychać uwalniające się z drzew fitonocydy o właściwościach przeciwbakteryjnych, zalecane przez lekarzy. Wokoło też unosił się zapach obficie kwitnącego czarnego bzu, głogu oraz innych ziół. Odcinek drogi Starogostyńskiej sąsiadującej z hutą pokonywaliśmy lasem. Spacer umilały nam cudowne śpiewy ptaków. Najbardziej popisywały się kosy. Podążaliśmy w stronę PKS-u i dalej do plant. Park zadbany, od ulicy Kolejowej kwitnące lipy, dalej kasztanowce, klony i inne gatunki. Wyniosłe drzewa, świadkowie mijających lat. Pośrodku pomnik-obelisk lekarza i społecznika Karola Marcinkowskiego. Ozdobą parku jest nowa fontanna, lampy, miejsce  na zabawę dla dzieci, kolorowe krzewy, dużo ławeczek przy alejkach. Robiło się coraz bardziej gorąco. Fajnie było usiąść w cieniu na ławeczce i odpocząć, napić się, podziwiać urokliwą czerwcową przyrodę. Już Jan Kochanowski w swoim utworze „Na lipę” zapraszał:

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!
Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie”.

Po krótkim odpoczynku szliśmy w kierunku biblioteki. Tam obejrzeliśmy „Zwykłą wystawę niezwykłych ludzi w ramach projektu: Pasja – szansą na ciekawe życie”. Ekspozycja prezentuje twórczość plastyczną osób niepełnosprawnych z powiatu gostyńskiego. Było malarstwo płaskie i na różnej fakturze materiału. Dzieła wykonane przez autorów są  piękne, urzekające. Dobrze, że mogliśmy  je obejrzeć i podziwiać. Były też ciekawe prace plastyczne – koszyczki, filiżanki, pudełeczka wykonane z wikliny papierowej, koszyk pełen różnokolorowych kwiatów z bibuły. Tworzenie wszystkich tych dzieł stanowi jedną z form rehabilitacji rozwijając jednocześnie talenty i wyobraźnię artystów.

Zwróciliśmy też uwagę na wystawę usytuowaną na piętrze. Tam swoje prace prezentuje Zofia Wawrzynowicz – malarstwo realistyczne jak i abstrakcyjne oraz Jakub Marciniak, który podejmuje różne nurty fotografii, zdjęcia artystyczne i reportaże. Oboje są absolwentami gostyńskiego  liceum.

Zachwyceni wystawą, dyskutując o niej zmierzaliśmy na plac zabaw przy ulicy Leszczyńskiej. Po drodze jak zwykle wstąpiliśmy do restauracji „U Franka”. Tym razem na lody i orzeźwiający sok. Była też chwila bardziej podniosła. Tadeusz zarecytował długi wiersz pt. „Wróć nas do kraju” Kazimierza Wierzyńskiego. Tadeusz wiersz ten pamięta od czasu gdy deklamował go na uroczystości 3-go Maja, będąc wtedy młodym chłopakiem przebywającym na terenie niemieckim. Utwór odzwierciedla to, co kryje się za słowem Ojczyzna.

Spotkanie zakończyliśmy już na placu zabaw, oglądając nowy zamek. Na miejscu dawnego, stoi  duży z dwupoziomowym tunelem, przejściami między wieżami. Trwają jeszcze  prace wykończeniowe. Dzieci będą miały dużą frajdę i miejsce na realizację różnych ciekawych zabaw. Z powodu upału i zmiany terminu było nas tylko siedmioro. Przeszliśmy 6 km. Był to nasz ostatni spacer w tym roku akademickim.

Tekst  Maria Ratajczak
Zdjęcia  Aleksandra Biderman