Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Marzec, 2011.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Mar

31

Wystawa „Nieznane rzeźby sakralne”

Autor: Biderman Aleksandra

31 marca 2011 roku po wykładzie profesora Wojciecha Śmigielskiego, który to wykład odbył się w muzeum, dyrektor placówki, Robert Czub zaprosił wszystkich studentów GUTW na obejrzenie wystawy „Nieznane rzeźby sakralne z ziemi gostyńskiej. Oglądać można 19 rzeźb i jeden obraz. Jak tylko istnieje muzeum w Gostyniu tak cennej wystawy jeszcze nie było.
Prezentowane dzieła sztuki pochodzą ze zbiorów Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu i kościoła farnego p.w. św. Małgorzaty w Gostyniu. Eksponaty, które przyjechały na wystawę z Poznania, zdobiły niegdyś kościoły w Kunowie, Pępowie, Starym Gostyniu oraz gostyńską farę. Wszystkie mają od 300 do 500 lat. Wystawa ta doszła do skutku dzięki uporowi członków Towarzystwa Miłośników Gostyńskiej Fary. Organizatorami wystawy oprócz wymienionego Towarzystwa było również Muzeum w Gostyniu oraz Civitas Chrystiana Oddział w Gostyniu.
Wśród wystawionych rzeźb mogliśmy podziwiać m.in. cztery rzeźby z ołtarza głównego z kaplicy św. Anny w Gostyńskiej Farze, rzeźbę Chrystusa na słupie z kościoła św. Jadwigi z Pępowa oraz Matkę Boską z Dzieciątkiem z kościoła św. Małgorzaty w Gostyniu.

Tekst Aleksandra Biderman


Zdjęcia Halina Spichał

Mar

31

Refleksje o zbrodni katyńskiej

Autor: Biderman Aleksandra

31 marca 2011 roku ponad 40 osób zebrało się w sali odczytowej muzeum w Gostyniu. Gościem naszym był dziś Wojciech Śmigielski z Poznania, archeolog, uczestnik prac w Katyniu w 1994 i 1995 roku.
Na początku swoich refleksji, nie wykładu, jak sam pan profesor powiedział, przedstawił zdjęcia szczęśliwej rodziny. Były to zaręczyny jego rodziców, ślub i trójka synów, z których nasz gość był najstarszy. Małżeństwem byli rodzice 4 lata, potem ojciec został aresztowany, a w 1940 roku zamordowany w Katyniu.
Profesor nakreślił ówczesną sytuację polityczną, powiedział o trzech obozach: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, które zorganizowane zostały w byłych klasztorach po uprzednim wymordowaniu mnichów. Pierwsze ekshumacje zwłok zostały przeprowadzone w 1943 roku przez Niemców w lasach katyńskich, w miejscu, gdzie do dołów powrzucano zamordowanych Polaków, m.in. oficerów, wykładowców uniwersyteckich, nauczycieli, ziemian. Wyciągnięte z dołów zwłoki oznaczano, składano do mogił zbiorowych. Mogił zbiorowych było 6, na każdej umieszczony był duży krzyż. Osobno pochowani zostali: generał Smorowiński i generał Bohatyrowicz. Z 4410 zwłok zidentyfikowano 70%. Nie istnieje żadna lista zamordowanych oficerów, o tym, kto zginął (niemal w 100%) przypuszczać można na podstawie list wywozowych, jakie generał Jaruzelski otrzymał od Gorbaczowa. W Polsce są udokumentowane 702 miejsca pochówku rosyjskich żołnierzy, w Rosji takich miejsc nie ma. Sowieci zabitych zostawiali w miejscu, gdzie dosięgła ich kula, nie zakopywano ich.
W 1994 roku ruszyła do lasów katyńskich pierwsza ekspedycja rozpoznawcza, która miała na celu odkrycie grobów oraz dołów śmierci. Profesor Śmigielski był jednym z jej uczestników, jako archeolog, ale również jako syn zamordowanego. Odnaleziono doły, odnaleziono miejsca 6 grobów, wydobyte kości zostały włożone do czarnych worków (czarne worki w zbiorowych mogiłach oznaczają trumnę), ojciec Ptolemeusz ze Smoleńska odprawił mszę żałobną.
Na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu znajdują się szczątki ponad 4 tysięcy zamordowanych. Na wielkiej tablicy wypisane są ich nazwiska.
Nie zabrakło gostyniaków. Z początku sądzono, że w lesie katyńskim spoczywa ich zaledwie kilkunastu, później okazało się, że liczba ta sięga 60, a gdyby jeszcze doliczyć gminę Pogorzela, która weszła w granice naszego powiatu, z pewnością liczba zamordowanych ludzi z powiatu gostyńskiego przekroczyłaby setkę. Najbardziej znani z Gostynia, którzy życie swoje zakończyli w tym lesie to: Czabajski – aptekarz, Marczyński – właściciel restauracji „Bomboniera” oraz nauczyciele z gimnazjum: Adamczyk i Kowalski.

tekst Aleksandra Biderman, zdjęcia Halina Spichał

Mar

29

Jan Markowski o windsurfingu

Autor: Biderman Aleksandra

29 marca 2011 roku o godz. 17.00 gościliśmy w bibliotece dra Jana Markowskiego, tym razem jako miłośnika windsurfingu. Co prawda, pierwszą sportową miłością darzy doktor narciarstwo, niemniej jednak kawał swojego życia poświęcił również pływaniu na desce z żaglem, zwanej z początku z Polsce żaglodeskarstwem.
Surfing, czyli pływanie na desce, znane było już 1000 lat temu na Polinezji, później również na Hawajach. Jednak dopiero w połowie XX wieku zaczęto do deski dorabiać żagiel. W 1964 roku pojawiło się pierwsze oprzyrządowanie do windsurfingu. Z czasem deski były coraz lżejsze, żagle z coraz to lepszego materiału i bardziej kolorowe.
Bakcyla sportowego złapał pan Jan będąc w Turcji na wakacjach. Tutaj „stawiał pierwsze kroki” na desce, okupione wieloma bolesnymi wywrotkami. Po powrocie z wakacji zabrakło tej adrenaliny i pan doktor zaczął poszukiwać w najbliższej okolicy jeziora, które by się nadawało do uprawiania windsurfingu. Okazało się, że nie musiał daleko szukać. Jezioro Dolskie spełniało wszystkie wymagania, by można było na nim surfować. Było długie, w kształcie rogala, wiejące wiatry zachodnie tworzyły rodzaj koryta. Swoją pasją zaraził najbliższą rodzinę.
Mekką polskiego windsurfingu jest półwysep helski. Kiedyś pan Markowski dostał zaproszenie na regaty na jeziorze Gople. Trasa, jaka należało przepłynąć, zajmowała najlepszym zawodnikom około dwóch godzin, panu Janowi cztery. Postanowił sobie wtedy, że postara się więcej czasu poświęcić temu sportowi. Zaczął organizować regaty w Dolsku. Pierwsze z nich odbyły się w 1995 roku. Uczestniczyło w nich 20 osób. W 1996 roku uczestników było 30, w 2997 – 40. W piątych regatach w Dolsku brało udział 69 uczestników z całej Polski. Z bardziej znanych windsurfingowców należy wymienić: Grzegorza Myszkowskiego z Kiekrza ( wygrał II i III regaty), Ryszarda Paluszkiewicza, największego w Europie producenta strojów piankowych, Dominika Ptaka i wielu innych. Zawody odbywały się zawsze w czerwcu, we wrześniu natomiast w telewizji regionalnej pokazywano program z udziałem uczestników i organizatorów tego przedsięwzięcia. Przez kilka lat ukazywało się czasopismo „Deska”, którego redaktorem był Jurand Wojewoda. To czasopismo uhonorowało Jan Markowskiego za organizacje regat na jeziorze Dolskim Oskarem Żaglodeskarskim – piękną rzeźbą deski z żaglem wykonaną z jednego kawałka kryształu górskiego.
Istnieje jeszcze jedna odmiana windsurfingu zwana icesurfing, to znaczy windsurfing na lodzie. Deska dodatkowo posiada pod spodem trzy łyżwy, dwie z tyłu mocno zaostrzone, ułożone równolegle do siebie i jedną z przodu, lekko zaokrągloną. Nasz gość miał przyjemność jazdy na takiej desce po zamarzniętym jeziorze. Zawody w tej dziedzinie odbywają się w Zatoce Puckiej.
Regaty odbywają się w Dolsku nadal co roku, dzisiaj jednak jako regaty sekcyjne z udziałem jedynie zaproszonych gości. Jan Markowski odpowiadał na pytania studentów, pokazał kilka książek o windsurfingu, czasopismo „Deska” oraz swoją nagrodę żaglodeskarską. O drugiej swojej miłości sportowej – narciarstwie – może opowie innym razem.

tekst Aleksandra Biderman, zdjęcia Andrzej Czabajski

Mar

24

Mamy nowe biuro

Autor: Biderman Aleksandra

24 marca odbyliśmy posiedzenie Zarządu w nowym biurze, które mieści się przy ulicy Mostowej 8. Kiedyś w tym właśnie miejscu znajdowaly się pomieszczenia telewizji kablowej.
Nowe biuro jest przestronniejsze, bezpieczniejsze, jasne. Łatwo jest tutaj trafić, przed wejściem znajduje się tablica z nazwą naszego Uniwersytetu.
Dni i godziny otwarcia nie uległy zmianie.
Zapraszamy!

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Mar

23

Leśny spacer w słońcu

Autor: Biderman Aleksandra

Trzeci dzień kalendarzowej wiosny jest prawdziwie wiosenny. Spacer 23 marca zapowiada się świetnie. Spotykamy się przy dworcu PKS. Jest nas niezbyt wielu – 11 osób, dominują panie. Świeci słońce, ale wiatr jest chłodny, porywisty. Idziemy znaną już trasą wzdłuż torów, a następnie wchodzimy do lasu. Tu jest spokojnie, zacisznie, ciepło. Obserwujemy przyrodę. Świeża młoda trawka coraz odważniej wydobywa się spod całunu suchych badyli, zbutwiałych liści i martwej zeszłorocznej trawy. Wkrótce wszystko się zazieleni. Drzewa jeszcze są pozbawione liści, ale leszczyna już się wystroiła w bazie, które zwisają na wiotkich gałązkach. Nisko nad ziemią fruwają żółte motyle – cytrynki.
Przystajemy, by zrobić zdjęcia, i po chwili dziarskim krokiem ruszamy dalej. Wreszcie zatrzymujemy się na nieco dłużej. Siadamy na powalonych pniach drzew. Żartujemy, śmiejemy się, opowiadamy dowcipy, pijemy gorącą herbatę i kawę z termosów. Po krótkim odpoczynku kontynuujemy spacer. Dochodzimy do drogi asfaltowej i kilkadziesiąt metrów idziemy w kierunku Goli. Następnie znowu wchodzimy do lasu. Dochodzimy do dawnej żwirowni. Z góry spoglądamy na wyrobisko, w którym już rosną małe drzewka. Za kilka lat pojawi się tu las.
Pora wracać. Znaną już trasą dochodzimy do torów, po przekroczeniu których dzielimy się na mniejsze grupki i rozchodzimy się. Spotkamy się na następnym spacerze dopiero za trzy tygodnie.

tekst i zdjęcia Halina Spichał