Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Maj, 2011.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Maj

28

Borek i Jeżewo

Autor: Biderman Aleksandra

Sobotni ranek 28 maja 2011 r. Pogodnie i słonecznie. Przed godziną 8.00 spotykamy się na dworcu PKS. Podjeżdża autokar, wsiadamy i punktualnie o godz. 8.00 wyruszamy do Borku. Na przystanku w Piaskach dołączają do nas jeszcze trzy osoby.
W Borku na rynku przed siedzibą Urzędu Miejskiego wita nas gospodarz miasta burmistrz Marian Jańczak. Najpierw przedstawia miasto liczące ok. 3000 mieszkańców. Borek, początkowo znany jako Zdzież, otrzymał prawa miejskie w 1392 roku, a od 1435 roku występuje pod obecną nazwą .
W przeszłości był ośrodkiem sukiennictwa i płóciennictwa.
Następnie zaprasza do wnętrza budynku. Urząd jest przyjazny dla mieszkańców, w tym także dla niepełnosprawnych, dla których uruchomiono windę. Oglądamy pomieszczenia Urzędu. Sala, w której przyjmowani są interesanci, jako dach ma szklaną taflę. Chyba najbardziej oryginalnym urządzeniem jest mechanizm zegarowy napędzający zegar umieszczony na frontonie budynku. Z balkonu oglądamy panoramę miasta.
Borek, oprócz Ratusza z 1853 roku, ma jeszcze inne zabytki: Sanktuarium Matki Boskiej z XVII wieku, słynące z cudownego obrazu Matki Bożej Boreckiej z lat 1550-1575, kościół farny pw. św. Stanisława biskupa z XV wieku, plebanię z XVIII wieku, domy z XIX wieku.
Opuszczamy zatem gościnny urząd i udajemy się do kościoła farnego. Kościół wzmiankowany w 1440 roku, był kościołem parafialnym w 1461 roku. Pierwotny drewniany, a w latach 1469-77 zastąpiony murowanym. Na skutek pożaru w 1824 r. kościół został wyniszczony. Gruntownie odrestaurowano i przebudowano go w latach 1853-1860 (między innymi założono strop i odnowiono wieżę). Został poświęcony w 1860 r. przez biskupa Leona Przyłuskiego. Do 1869 r. był kościołem parafialnym. Kościół w bryle jest późnogotycki. W XIX wieku został zbarokizowany. Późnobarokowa brama kościelna pochodzi z 1795 r. W kościele podziwiamy późnoklasycystyczny ołtarz główny i ołtarze boczne oraz malowidła ścienne.
Wsiadamy do autobusu i podjeżdżamy do kościoła na Zdzieżu. Tu robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Wchodzimy do wnętrza, siadamy w ławach. Poznajemy legendę o powstaniu świątyni. Oto jej treść: podczas budowy pierwszego kościoła modlący się ociemniały Jan Żołędniak z Borku poprosił o wodę ze źródła znajdującego się obok budowanej świątyni. Po przemyciu wodą oczu odzyskał wzrok. Wiadomość szybko obiegła okolice. Przy źródełku zebrało się mnóstwo ludzi. Wśród nich był Paweł Zimny z Trzecianowa, któremu pod wieczór ukazała się w tym miejscu niewiasta i zawołała do niego: „Módlcie się i pracujcie na chwałę Bożą”. Odtąd, co jakiś czas zdarzały się przypadki odzyskania wzroku przez niewidomych. Dlatego też postanowiono przesunąć kościół bardziej na północ, aby źródełko znalazło się w prezbiterium za dużym ołtarzem.
Głównym fundatorem nowego kościoła, do którego budowy przystąpiono w1635 r. był Stanisław Przyjemski. Budowę świątyni wspierały wszystkie stany dawnej Rzeczpospolitej. Obok szlachty i mieszczan włączył się w to dzieło także lud wiejski. W ołtarzu głównym zwraca uwagę obraz Matki Bożej Pocieszenia słynący nie tylko w Wielkopolsce, ale i w całej Polsce, zaliczany do najzacniejszych i najstarszych cudownych wizerunków Matki Bożej. Uznany został oficjalnie za cudowny w 1619 r., gdy specjalna komisja powołana przez biskupa poznańskiego Andrzeja Opalińskiego zbadała cuda i łaski za przyczyną Matki Bożej Boreckiej. Obraz ma rozmiary 1,25 m na 1,15 m. Pierwszy wizerunek Matki Bożej Boreckiej został namalowany na desce cyprysowej między 1390 a 1392 rokiem przez nieznanego artystę wiejskiego. Innym ciekawym architektonicznie obiektem jest ambona wspierająca się na kuli ziemskiej. Kula ziemska stanowi także element ołtarza głównego. Zwiedzamy wnętrze świątyni, robimy zdjęcia. Uświadamiamy sobie, że godne poznania zabytki znajdują się w małych miejscowościach, często w pobliżu naszego miejsca zamieszkania.
Po opuszczeniu kościoła na Zdzieżu autobusem udajemy się do miejscowej strzelnicy. Tu czeka nas niespodzianka – grochówka z wojskowego kotła przygotowana przez strażaków. Spożywamy ją w plenerze. Po grochówce deser – kawa i placek drożdżowy.
Ostatni punkt programu to zwiedzenie drewnianego, jednonawowego, krytego gontem kościółka w Jeżewie, który został zbudowany w roku 1740. Wyposażenie wnętrza utrzymane jest w stylu barokowym. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Wszystkich Świętych, wykonany przez Wojciecha Budzyńskiego w roku 1746: w ołtarzach bocznych – rzeźby z poł. XVIII w. oraz obraz – Pieta z I poł. XIX w. Podziwiamy bogatą i dobrze zachowaną polichromię. Niedawno kościół został odnowiony, korzystając z funduszy unijnych.
Tak kończy się wycieczka, która wzbogaciła naszą wiedzę o regionie. Dopisała pogoda. W dobrych nastrojach wracaliśmy do domu, już myśląc o następnej wyprawie.
tekst i zdjęcia Halina Spichał

Maj

20

Wycieczka nad morze

Autor: Biderman Aleksandra

20 maja 2011 roku, godz. 5.00 rano. Stawiamy się punktualnie na PKS-ie – 32 osoby z Uniwersytetu. Autokar podjeżdża, pakujemy bagaże, wsiadamy, zajmujemy miejsca. W sumie jest nas 34 z kierowcą i jego żoną. Humory od rana dopisują. Andrzej Czabajski jest naszym kierownikiem, pilotem i przewodnikiem. Po drodze, kiedy mijamy ciekawe miejsca, miejscowości – informuje nas o tym i krótko omawia.
Zajeżdżamy do Gdyni. Wysiadamy, idziemy do portu. Część osób idzie na miasto, część odwiedza Akwarium Gdyńskie Morskiego Instytutu w Gdyni. Na placu przy porcie trwa akurat Festyn Ekologiczny. Jedziemy na obiad do pięknej restauracji i dalej już do celu naszej podróży – Dębek. Miejscowość ta była małą osadą rybacką, dopóki w roku 1922 nie zwrócił na nią uwagi profesor Jurasz – Senior. Od tego roku datuje się parcelacja Dębek. Pierwszymi letnikami byli państwo Iwaszkiewiczowie. Od 1935 roku domków letniskowych przybywa bardzo dużo, pobudowana zostaje też kaplica XX. Zmartwychwstańców. II wojna światowa zniszczyła niemal wszystko. Zniknął dom Iwaszkiewiczów. Po wojnie Dębki zaczęły się odbudowywać, odnowiono również kaplicę.
200 metrów od morza stoi dom nazywany Domem Profesora Wrzoska. Profesor Adam Wrzosek, lekarz, związany z Akademią Medyczną w Poznaniu wraz ze swoją żoną od 1922 roku zarządzali domem nabytym od rolnika – Kaszuba. Wojna doprowadziła dom do ruiny. Po wojnie został odbudowany. Od lat 50-tych służył on różnym grupom religijnym jako dom spotkaniowy, wypoczynkowo-obozowy. Od 2001 roku został przekazany Caritas Archidiecezji Poznańskiej na cele charytatywno-wypoczynkowe. Aktu poświęcenia dokonał w 2002 roku ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki. Przebywali tutaj m.in.: profesor Stefan Stuligrosz, Hanna Skarżanka, Anna Nehrebecka, Maja Komorowska. Ośrodek położony jest na terenie Nadmorskiego Parku Narodowego, z dala od zgiełku, przy ujściu rzeki Piaśnicy. Plaża jest szeroka, piaszczysta. Do Karwi i Białogóry – najbliższych miejscowości jest po 10 km w jedną i w drugą stronę. Dom nazywa się dziś Gwiazda Morza. Wyciągamy z autobusu nasze bagaże, idziemy na przygotowaną dla nas obiadokolację. Później w naszych pokojach rozpakowujemy torby, odświeżamy się po podróży, idziemy na mszę świętą, którą odprawia dla nas ksiądz Artur, nasz student. Kaplica znajduje się na piętrze budynku. Posileni ciałem i duchem idziemy przywitać się z morzem. Jest pięknie: lekka fala rozbija się o brzeg, piasek czyściutki, muszelek i kamieni jak na lekarstwo. Wielu z nas po raz pierwszy widzi rzekę uchodzącą do morza.
Zarządzający Domem (małżeństwo) oraz pani, która pomaga od maja do września bardzo o nas dbają. Po mszy świętej, o godz. 7.30, jest śniadanko. Jedzenia jest sporo, chleb, bułki, płatki, dżem, wędlina, drożdżówka lub ciastka. Jest mleko, kawa, herbata. Bułkę i drożdżówkę na ogół zabieramy sobie na później. Są woreczki na zapakowanie drugiego śniadania. Obiadokolację jemy między godziną 17.00 a 18.00, zależy to od naszego powrotu. Zawsze jest zupa, ziemniaki, mięso bądź ryba i kompot do popicia, jakieś ciasto lub jogurt. W chlebaku wyłożony jest pokrojony chleb, serek i smalec. Chleb ze smalcem ma ogromne wzięcie. Można się nim delektować o każdej porze dnia i nocy (chlebak jest sukcesywnie uzupełniany). Jest czajnik, nie brakuje w związku z tym amatorów kawy czy herbaty.
W pierwszym dniu naszego pobytu w Dębkach, zapoznajemy się z miejscowością. Spacerujemy jedyną szeroką drogą, podziwiając różne domy, wille, pensjonaty. Większość sklepików, budek z jedzeniem, niewielkich restauracji jeszcze nie zaczęło zarabiać na wczasowiczach. Ci napłyną dopiero jak skończy się rok szkolny. Od głównej drogi prowadzą wejścia na plaże. Wchodzimy wejściem nr 18, idziemy po mokrym piasku, głęboko oddychając, w stronę „naszego” domku, aż do wejścia nr 24, którym po przebyciu krótkiego odcinka leśnego dochodzimy do Gwiazdy Morza. Wieczorem raz jeszcze udajemy się nad morze by podziwiać najpiękniejsze zjawisko przyrody: zachód słońca nad morzem. Ponieważ jeszcze jest widać, mamy trochę czasu przed zaśnięciem na wspominanie dnia, opowiadanie dowcipów, na lepsze poznawanie siebie. Po 22.00 grzecznie jednak udajemy się do swoich pokojów.
Trzeci dzień naszej wycieczki to zwiedzenie Bazyliki Archikatedralnej w Gdańsku-Oliwie, podniesionej do godności Bazyliki Mniejszej (tak jak nasz klasztor na św. Górze). Bazylika posiada 23 ołtarze, słynne organy zbudowane w II połowie XVIII wieku oraz wiele dzieł sztuki sakralnej w stylu renesansowym, barokowym, rokokowym i klasycystycznym o wysokim poziomie artystycznym. Później raczymy się spacerem po pięknym ogrodzie botanicznym z mnóstwem drzew i kwiatów. Wchodzimy do palmiarni. Tutaj spotykamy mamutowca olbrzymiego, metasekwoję chińską, orzech szary i wiele innych roślin niespotykanych w naszym klimacie. Potem jedziemy do Sopotu, spacerujemy po molo, odwiedzamy sklepiki z pamiątkami, by naszym bliskim przywieźć jakąś pamiątkę. Po kolacji ( jest cieplutko) mamy jeszcze czas aby bosymi stopami brodzić po morzu. Potem spotykamy się przed domem, śpiewamy znane piosenki posiłkując się śpiewnikiem przygotowanym przez Andrzeja, opowiadamy dowcipy.
Czwarty dzień to krótka wyprawa do Żarnowca. Tam powstać miała w latach 1982-1990 elektrownia jądrowa, jednak na skutek wybuchu w Czarnobylu takiej elektrowni, zaprzestano tej budowy. Najpierw jednak zwiedzamy żarnowiecki klasztor, którego początki sięgają roku 1240. Obecnie w tym klasztorze przebywają Mniszki Benedyktynki. Od 1996 roku poświęcona została, zaadoptowana ze strychu, kaplica, która umożliwia gościom uczestnictwo w modlitwach mniszek. I my dostąpiliśmy tego zaszczytu. Jedna z sióstr otwiera nam skarbiec. Są w nim stare księgi, szaty liturgiczne, meble, kielichy i inne zabytki sakralne. Jedziemy na teren elektrowni, wprawdzie nie jądrowej, tylko wodnej. Nasz przewodnik Andrzej opowiada nam o działaniu takiej elektrowni. Wprawdzie mieliśmy po jeziorze żarnowieckim płynąć łodzią, ale zbyt duże fale uniemożliwiły nam to. Wdrapujemy się, niektórzy wjeżdżają windą, na wieżę widokową. Wieje tu strasznie, ale widok, jaki rozpościera się z niej, jest tego wart. Na placu pod wieżą widokową stoją trzy dinozaury i wielka szachownica. Wieczorem o godz. 19.00 mamy ognisko. Roznosi się przyjemne ciepło, zapach przypiekanych kiełbasek i śpiew. I tylko koty gospodarzy siedzą rzędem i czekają cierpliwie na jakieś smaczne kąski.
Piąty dzień to wyprawa na Hel. Jesteśmy na miejscu przed godziną 11.00. Zdążymy więc do fokarium na karmienie. Fok jest kilka, każda ma swoje imię. Reaguje na nie, płynie za wyrzuconą piłką czy kółkiem i przypływa z nim do brzegu. W nagrodę otrzymuje smaczną rybkę. Karmienie wraz z pokazem umiejętności fok trwa kilka minut. Potem udajemy się do Muzeum Rybołówstwa, spacerujemy po porcie, wstępujemy na smażoną rybkę. We Władysławowie zaczyna wiać, jest chłodniej, spacerujemy po mieście, odwiedzamy Muzeum Motyli i Taras Widokowy. Wieczorem na miejscu idziemy pożegnać się z Bałtykiem.
Ostatni dzień naszego pobytu w Dębkach. Jest 25 maj. Jeszcze rano szybki wypad nad morze. Trzy mewy usiadły na konarze wystającym z morza. Mewy to ptaki morza, ale tutaj widzimy je po raz pierwszy. Ładujemy bagaże, żegnamy się mile z gospodarzami, dokonujemy wpisu w księdze pamiątkowej ośrodka, wsiadamy do autobusu i w drogę. Zatrzymujemy się w Gdańsku. Idziemy starym miastem, podziwiamy kolorowe kamieniczki, fontannę Neptuna, spacerujemy brzegiem Motławy. W stołówce studenckiej jemy smaczny obiad. Jeszcze tylko dwa krótkie postoje po drodze. W Gostyniu jesteśmy jesteśmy o 21.00.
Przez te kilka dni narobiliśmy mnóstwo zdjęć, będzie co oglądać i wspominać. Piękna wycieczka, ale czy wszyscy zadowoleni? Ja myślę, że tak, chociaż może się mylę…

tekst Aleksandra Biderman

zdjęcia Aleksandra Biderman i Andrzej Czabajski

Maj

17

Gawęda o Lucjanie Michałowskim

Autor: Biderman Aleksandra

Jeszcze nie zapomnieliśmy o Gostyńskiej Nocy z Historią, a ponownie mieliśmy okazję do spotkania z historią 17 maja 2011 w Muzeum. Tym razem gościliśmy Piotra Michałowskiego, wnuka związanego z Gostyniem architekta Lucjana Michałowskiego. I właśnie Lucjan Michałowski był bohaterem gawędy, której wysłuchaliśmy z ogromnym zainteresowaniem. Urodził się on w styczniu 1883 r. w Kórniku. Studiował w Monachium architekturę oraz malarstwo. Do Poznania wrócił w 1910 r. i tu od 1912 r. prowadził własną praktykę jako architekt. Założył także pierwszy w Poznaniu antykwariat.
Jak to się stało, że trafił do Gostynia i zrealizował dla tego miasta wiele projektów architektonicznych?
Otóż po śmierci rodziców (ojciec zmarł, gdy Lucjan miał rok, a matka – gdy miał 6 lat) na wychowanie wziął go Wincenty Dabiński, który po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku został pierwszym w Gostyniu starostą.
W zbiorach rodzinnych odnaleziono dużo zachowanych projektów, które były przeznaczone dla różnych miejscowości. Pan Lucjan okazał się człowiekiem niezmiernie pracowitym i pedantycznym. Przez wiele lat prowadził szczegółowe dzienniki prac zawodowych z opisem dziennych czynności, a także pamiętniki od dnia ślubu w 1912 r.
Zmarł w 1943 r., pochowany został na cmentarzu na Miłostowie.
Opowieść o Lucjanie Michałowskim była ilustrowana zdjęciami z rodzinnego archiwum. Działał na terenie Wielkopolski, projektując pomniki oraz budowle sakralne i ich wyposażenie (ołtarze, konfesjonały, ławki, stalle).
Lista dokonań Lucjana Michałowskiego jest bardzo bogata, gdyby wymienić tylko projekty zrealizowane. Oto niektóre z nich: projekt gimnazjum w Gostyniu , projekt pomnika Powstańców Wielkopolskich na cmentarzu w Gostyniu, projekt Pomnika Wdzięczności na cmentarzu na Jeżycach w Poznaniu, Pomnik Najświętszego Serca Pana Jezusa na pl. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kościół w Ludziskach k.Inowrocławia, projekty wyposażenia wnętrza kościołów: Salezjanów i kaplicy kościoła Franciszkanów w Poznaniu oraz kościoła w Ludziskach, Pomnik Serca Jezusa w Gostyniu, Pomnik Królowej Korony Polskiej w Środzie Wielkopolskiej, Kościół św. Wawrzyńca w Gnieźnie.
Jednocześnie był malarzem krajobrazów, portretów i martwych natur. Wystawiał swoje prace w Poznaniu i Krakowie. Jest autorem tekstów z zakresu architektury i urbanistyki.
Dla samego Gostynia zaprojektował 40 realizacji – budowli, pomników, detali architektonicznych, elementów stolarskich, mebli itp. co również mogliśmy zobaczyć na ekranie. Warto wymienić niektóre z nich (nie wszystkie projekty doczekały się realizacji): ratusz w Gostyniu, dworek dla W. Dabińskiego, Szkoła Ludowa w Gostyniu, gablotka dla klasztoru gostyńskiego, nagrobek ks. kapelana Kopydłowskiego, Powiatowa Kasa Chorych (obecnie siedziba ZUS), dom dla rodzin robotniczych, grobowce Władysławy Barcikowskiej, Dabińskich, Jankiewiczów, Godlewskiego, dom Związku Strzeleckiego (obecne kino), budynek sądu, probostwo, projekty stołu dębowego, auli, sali gimnastycznej, bursy przy gimnazjum czy wreszcie pomnik Chrystusa Króla na Rynku. Pomnik wprawdzie w czasie wojny został zniszczony, ale dzięki odnalezionej dokumentacji sporządzono nową dla obecnego pomnika.
Słuchacze z wielkim zainteresowaniem słuchali opowieści, którą żywo komentowali, na gorąco wymieniając uwagi o zapamiętanych obiektach zrealizowanych wg projektów Lucjana Michałowskiego.
Trzeba dodać, że studenci GUTW obecni na spotkaniu byli dobrze do niego przygotowani. Wcześniej, bo 8 października 2010 odbyliśmy spacer po Gostyniu śladami Lucjana Michałowskiego, o czym można przeczytać na naszej stronie internetowej w sprawozdaniu niżej podpisanej.
Po spotkaniu mogliśmy w spokoju obejrzeć wystawę fotogramów „wypędzeni 1939…” Ekspozycja obrazuje deportacje do Generalnego Gubernatorstwa polskich obywateli ziemi gostyńskiej. Akcja rozpoczęła się 4 grudnia 1939 r. a pierwszy transport wyruszył z Gostynia 8 grudnia 1939r. Przyjmuje się, że w pierwszym okresie z Gostynia do GG wywieziono od 800 do 2000 osób. Ekspozycja robi wstrząsające wrażenie, a przecież żyją jeszcze i oglądają ją osoby, które same przeżyły deportację. Wystawa będzie czynna do 28 maja 2011 r.

Napisała Halina Spichał

zdjęcia Alwksandra Biderman

 

Maj

14

Zwiedzamy Pogorzelę

Autor: Biderman Aleksandra

14 maja o godz. 8.00 z dworca PKS ruszamy w kierunku Pogorzeli. Po drodze zatrzymujemy się chwilę w oddalonym 11 km na wschód od Gostynia Szelejewie. Najstarsza wzmianka źródłowa o tej osadzie pochodzi z roku 1246, a nazwa wywodzi się prawdopodobnie od rośliny szalej, zwanej inaczej cykutą.
Najstarszy zabytek Szelejewa to kamienny kościółek, pobudowany w połowie XVII w. przez Andrzeja Pogorzelskiego. Największy rozkwit majątku datuje się na rok 1920, kiedy to właścicielem został Stanisław Karłowski, Wielkopolanin z urodzenia, długoletni dyrektor banku we Lwowie, rozstrzelany 21 października 1939 roku na gostyńskim rynku. Obecnie, od 1993 r. majątkiem gospodaruje spółka pod nazwą Spółka z o.o. Hodowla Roślin Szelejewo. Oglądamy z zewnątrz zabytkowy kościółek, przechadzamy się parkowymi alejkami, wsiadamy w autobus i jedziemy do Pogorzeli.
Pogorzela – miasto liczące 2100 mieszkańców, cała gmina, w skład której wchodzi 12 wiosek, liczy łącznie około 5200 mieszkańców. Nazwa miasta pochodzi od wypalonych zarośli. Zatrzymujemy się na Placu Rocha Roli Zbijewskiego. Czekamy chwilę na pana Krzysztofa Rybkę, naszego przewodnika po mieście. Pan Krzysztof jest m.in. dyrektorem Zespołu Szkół, radnym, członkiem Bractwa Kurkowego, człowiekiem niezwykle zajętym. Ponieważ dziś właśnie Bractwo ma spotkanie, przychodzi do nas ubrany w galowy strój. Zaprasza nas do późnobarokowego kościoła pw. Św. Michała. Opowiada o historii miasta, kościoła, rodach panujących w Pogorzeli. Z kościoła udajemy się do budynku, gdzie swoją siedzibę ma Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów, ale również Bractwo Kurkowe. Zostajemy mile przyjęci kawą i ciasteczkami, witamy burmistrza Pogorzeli – Piotra Curyka, poznajemy obecnego szefa Bractwa i kilku jego członków. Pan Rybka pokazuje zdjęcia i opowiada o historii Bractwa, które obchodzi w tym roku 20-lecie reaktywacji. Halinka Spichał dokonuje wpisu do kroniki PZERiI, robimy wspólne zdjęcie. Tuż obok znajduje się oczyszczalnia dla miasta, jeszcze w budowie. Dwóch pracowników oczyszczalni opowiada nam o tym obiekcie. I jeszcze coś, czym musi pochwalić się nasz przewodnik – dyrektor Zespołu Szkół. Jego szkoła, jako jedyna w powiecie gostyńskim posiada, oddaną w listopadzie 2002 roku, namiotową salę gimnastyczną. Nieco później zostało wybudowane zaplecze socjalne z dwiema szatniami, dwiema łaźniami, pomieszczeniem dla nauczyciela w-fu, magazynem na sprzęt sportowy oraz kotłownią. Całkowita powierzchnia obiektu wynosi 630 m2.
Ostatni punkt naszej wycieczki: skromny posiłek w restauracji. Pan Krzysztof, niestety, odmawia udziału. Ma jeszcze na dzisiejszy dzień zaplanowanych kilka spraw.
Żegnamy się z naszym przewodnikiem. Posileni, udajemy się do domu.

Aleksandra Biderman

zdjęcia Halina Spichał i Andrzej Czabajski

Maj

14

Noc muzeów

Autor: Biderman Aleksandra

Jedyna taka noc w roku. Po raz pierwszy zorganizowana w Berlinie w 1997, w Polsce w 2003, a w naszym mieście w 2011. Jest to impreza kulturalna, polegająca na udostępnianiu muzeów, galerii i instytucji kultury, w wybranym dniu, w godzinach nocnych. Noc ta przypadła w tym roku 14 maja.
Program gostyńskiej imprezy był bardzo bogaty. Można było m.in. obejrzeć wystawę strojów średniowiecznych i broni, podziwiać militarne pojazdy historyczne, posłuchać bajek i legend z dawnych czasów, wziąć udział w historycznej grze planszowej, zobaczyć wystawę „Wypędzeni 1939”. W tym dniu również odbył się finał II Gostyńskiej Gry Miejskiej.
Studenci Gostyńskiego Uniwersytetu III Wieku, chcąc zaznaczyć swoją obecność tej Nocy, zebrali się przed gostyńską Farą o 19.45. Było nas może z 30 osób. Pozostałych nie sposób zliczyć. Tylko w tym jednym miejscu zgromadziło się tyle osób chcących uczestniczyć w nocnej imprezie, że przeszło to najśmielsze oczekiwania organizatorów. Krótki występ przed Farą dali uczniowie Szkoły Muzycznej: był duet chłopców grających na trąbkach, kwartet dziewczynek na fletach, występy taneczne dziewczynek, wszystko utrzymane w stylu z epoki średniowiecza. Dalej, pasjonat i badacz gostyńskiej Fary, pan Zdzisław Kamiński, pełnił rolę przewodnika po kościele. Opowiedział historię świątyni, najpierw na dole, potem w kaplicy św. Anny na piętrze. Pokazał też zabytkowe kielichy, monstrancje oraz relikwiarze. Na tę noc w głównym ołtarzu kaplicy została umieszczona odnowiona, zabytkowa figura Matki Bożej z dzieciątkiem z XV w. Na dziecińcu muzeum przy rozstawionych stołach posilano się grochówką z kotła. Na rynku oglądano polski dramat psychologiczny „Do widzenia, do jutra”, zbierały się bractwa rycerskie, które przemaszerowały na plac przy Farze, aby tam wziąć udział w walkach. A my, podstawionym autobusem, niektórzy pieszo, dostaliśmy się na Świętą Górę. Ksiądz, przewodnik, opowiedział o historii świątyni, ołtarzach, ludziach, związanych z budową tego obiektu, zaprosił nas do rokokowo umeblowanej zachrystii, gdzie mogliśmy podziwiać ręcznie wyszywane stroje duchownych, a także naczynia liturgiczne. Inny przewodnik oprowadzał po podziemiach. O 23.30 w klasztornym wirydarzu odbył się koncert orkiestry świętogórskiej. Można było również posilić się ciastkiem i wypić kawę. 15 minut po północy autobus odwiózł uczestników Nocy Muzeów na przystanek koło Lidla. Brawo dla Burmistrza za tę inicjatywę.

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman