Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Listopad, 2011.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Lis

29

Czarownice

Autor: Biderman Aleksandra

Było to bardzo dawno temu przed pięcioma wiekami. Wtedy to działy się straszne rzeczy dotyczące w większości kobiet, chociaż w ¼ również mężczyzn.
Chodzi mianowicie o procesy czarownic. Któż to taki ta czarownica? Otóż na początku rozróżniano wiedżmy i czarownice. Wiedżmą była ta, która leczyła i pomagała ludziom, czarownicą natomiast ta, która ludziom szkodziła. Później jednak te granice się zatarły i o kobiecie zajmującej się czarną magią mówiono czarownica.
Początek prześladowań czarownic to rok 1487, kiedy to wydano „Młot na czarownice” autorstwa Jacquesa Sprengera i Heinricka Kamera (oczywiście po łacinie). Czarownica, jak twierdzili autorzy, zawierała pakt z szatanem, w wyniku którego wyrzekała się wiary, deptała krzyż i była ponownie chrzczona. Znakiem tego przymierza było znamię. Czarownica musiała się udawać na sabat, tam składała diabłu ofiarę z noworodka i spotykała się z koleżankami. O czary mogła zostać oskarżona każda kobieta, np. wiejska znachorka, której coś się nie udało, kobiety psychicznie chore, takie, które cieszyły się złą opinią a także dobre gospodynie, którym wiodło się w małżeństwie i gospodarstwie i właśnie dlatego zostało rzucone na nie oskarżenie przez zawistne sąsiadki. Najczęściej takie „czarownice” oskarżane były o czczenie diabła, rzucanie uroków, zjadanie dzieci, udział w sabatach. Oskarżona miała prawo do „sprawiedliwego” procesu. Na czele oskarżyciela stawał inkwizytor z ramienia kościoła. Wobec oskarżonej stosowano bardzo wyrafinowane tortury, gdyż uważano, że osoba poddawana nieludzkiemu bólowi zawsze mówi prawdę. Było wiec wahadło, miażdżenie kamieniami, rozciąganie z pojeniem, kręcenie kołem, krzesło inkwizytorskie z kolcami, dodatkowo podkładano pod nie ogień. Krzesło to wyposażone było w urządzenia służące miażdżenia kciuków i łamania kości. Gdy te wszystkie sposoby zawodziły stosowano próby ognia, wody, wrzątku, szatańskiego znamienia, igły, wagi i łez. Próba wagi polegała na tym, że na jednej szali stawała ofiara, na drugiej stawiano pojemnik puchu. Uważano, że czarownica jest lżejsza niż puch. Waga była tak skonstruowana, że szala z puchem zawsze była niżej. Trudno było kobiecie wytrzymać tak wyrafinowane tortury i aby uniknąć dalszych cierpień przyznawała się do wszystkiego, czego wymagał od niej inkwizytor. To, niestety, oznaczało śmierć przez spłonięcie na stosie. Znane są też pojedyncze przypadki powieszenia czarownicy.
W roku 1614 w Polsce „Młot na czarownice” przetłumaczył Stanisław Ząbkowicz. Najwięcej procesów czarownic było w Rzeszy Niemieckiej i w Skandynawii. Gostyń też zapisał się niechlubnie w tym temacie. Pierwszy proces odbył się w roku 1622, a więc zaledwie 8 lat po ukazaniu się tłumaczenia książki, ostatni w 1713. W sumie udokumentowano osiem procesów, stracono cztery osoby.
Nastąpił okres oświecenia, przestano wierzyć w czary i czarownice, zakończyły się haniebne procesy. O tym i wielu jeszcze innych rzeczach opowiedział nam na spotkaniu w muzeum pan Robert Grupa, historyk i regionalista z Krobi 29 listopada 2011 roku.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Lis

25

Szukaj wiatru w polu

Autor: Biderman Aleksandra

Tak nazwano plenery malarskie zorganizowane przez GOK Hutnik w 2011 roku. Były trzy: w żwirowni i okolicach rezerwatu przyrodniczego w Starym Gostyniu, w okolicach leśniczówki „Taczanówko” w Siedmiorogowie oraz w „Szwajcarii Godurowskiej” koło Smogorzewa. W Klubie Plastyka działającego przy Hutniku malują nasi studenci.
25 listopada odbył się wernisaż prac powstałych w czasie tych plenerów. Wśród wystawionych obrazów znalazły się prace czterech osób z naszego grona: Stanisława Szymkiewicza, Doroty Lisewskiej, Krystyny Banaszkiewicz i Bożeny Gerowskiej. Wystawę odwiedziło w dniu otwarcia 20 osób z GUTW.

Tekst Aleksandra Biderman
Zdjęcia Krystyna Banaszkiewicz

Lis

24

Związki medycyny z fizyką

Autor: Biderman Aleksandra

Wojciech Nawrocik, profesor fizyki na Wydziale Fizyki UAM w Poznaniu, wygłosił w czwartek 24 listopada 2011 r. w auli ZSO w Gostyniu wykład zatytułowany „Jakie znaczenie dla medycyny ma fizyka”.
Przed wystąpieniem Profesora Andrzej Czabajski przedstawił sylwetkę naszego Gościa. W latach 1987-90 był dyrektorem Instytutu Fizyki i w latach 1993-99 dziekanem Wydziału Fizyki UAM. Jest autorem ponad 30 publikacji naukowych, współorganizatorem międzynarodowych seminariów naukowych „Neutron Scattering Investigation“ organizowanych w Poznaniu, uczestniczy w wielu imprezach edukacyjnych skierowanych do nauczycieli i młodzieży. Należy dodać, że pochodzi z Leszna i został jego honorowym mieszkańcem.
Rozpoczynając wykład, Profesor stwierdził, że przedmiotem zainteresowania fizyki jest Wszechświat – od cząstek elementarnych po kosmos. Fizyka interesuje się także zdrowiem człowieka, ponieważ rządzi procesami zachodzącymi w żywych organizmach, jest zatem fundamentem medycyny. Zilustrował to kilkoma przykładami: ruchy naszego ciała podlegają prawom mechaniki, przewodnictwo sygnałów przez nerwy opisujemy za pomocą elektryczności, proces słyszenia – za pomocą akustyki, a proces powstawania obrazów na siatkówce oka tłumaczymy za pomocą optyki.
Następnie przypomniał kilka pojęć z fizyki: kryształ, molekuła, atom, jądro atomowe, proton i neutron, wreszcie elektron i kwark, który jest cząstką elementarną.
Kilka słów poświęcił historii fizyki. Przypomniał, że zagadnieniami z pogranicza fizyki i medycyny zajmowali się między innymi polscy uczeni: Mikołaj Kopernik i Maria Skłodowska – Curie. Rozwój fizyki medycznej rozpoczął się wraz z odkryciem promieniowania X przez W. Röntgena w 1895 r. Pierwszą polską uczelnią kształcącą fizyków medycznych była Politechnika Warszawska.
Fizyka medyczna ma zastosowanie we współczesnej diagnostyce i terapii. Odkrycie promieniowania X pozwoliło zobaczyć wnętrze człowieka, np. jego układ kostny.
Współcześnie używane techniki diagnostyczne to tomografia, tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny. Są one nieszkodliwe dla człowieka, nieinwazyjne, pozwalają zbadać wnętrze organizmu bardzo szczegółowo i przez to umożliwiają postawienie bardziej trafnej diagnozy. Ostatnie osiągnięcie to pozytonowa tomografia emisyjna PET, która wykorzystuje krótkożyciowe izotopy promieniotwórcze, np. analog glukozy. Służy w kardiologii, neurologii i onkologii. Zazwyczaj łączy się ze sobą kilka technik diagnostycznych.
Z kolei w terapii wykorzystuje się hadronoterapię czyli terapię protonową i jonową. Metoda ta pozwala precyzyjnie zniszczyć chore miejsce, oszczędzając miejsca zdrowe, np. czerniaka oka.
Wykład Profesora, choć naszpikowany terminologią naukową, był przystępny i wzbudził wielkie zainteresowanie. Dla zobrazowania trudniejszych zagadnień profesor posłużył się komputerem, diaskopem oraz innymi rekwizytami, np. kuleczki, wirujący bąk. Po wykładzie tradycyjnie już był czas na zadawanie pytań, na które Profesor chętnie i wyczerpująco odpowiadał.
Po tym spotkaniu nikt z obecnych nie miał wątpliwości, że bez odkryć w dziedzinie fizyki nie byłoby postępu w medycynie.

Zrelacjonowała Halina Spichał
Zdjęcia Aleksandra Biderman

Lis

23

Śladami bobrów

Autor: Biderman Aleksandra

Resztki opadających liści, szron, ścięta lodem woda, przypominały, że ciepła jesień już minęła.
Właśnie w taką aurę grupa spacerowiczów z GUTW podarowała sobie czas na relaks i zdrowie, wyruszając na kilkukilometrowy spacer. Kierownictwo wytyczyło drogę i cel. Z miejsca zbiórki kierowaliśmy się ku Górze Zamkowej, dalej do rzeki Kani. Brzegiem rzeki szliśmy w kierunku jej źródła, obcując z przyrodą w pozornie pustym miejscu. Rzeka była obsadzona topolami. Były to topole euro-kanadyjskie. Tadeusz, z racji swej dawnej pracy, pamięta, jak je sprowadzono i posadzono. Było to w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Obecnie rzeka jest pogłębiona i oczyszczona. Po przejściu odcinka drogi, zauważyliśmy liczne ślady bobrów, które były celem naszych obserwacji. A że bobry aktywne są o zmierzchu i nocą, trudno je było spotkać.
Zdjęcia najlepiej odzwierciedlają ich poczynania i dokumentują ich obecność uwidocznioną w ponadgryzanych, grubych pniach drzew. Tu też przypomnieliśmy sobie kilka ciekawostek o ich życiu. Bobry mają małe oczy, małe uszy, krótkie nogi, palce stóp złączone błoną ułatwiającą im pływanie. Ogon, zwany kielnią, jest szeroki i pokryty łuskami, służy jako ster regulujący głębokość zanurzania. Bobry robią sobie zapasy na zimę, gromadząc pnie drzew i gałęzie w utworzonym jeziorku. W czasie mrozu, wypływają pod lodem z nor – żeremi – i wyławiają zapasy. Żyją w rodzinach. Raz dobrana para bobrów zostaje razem na zawsze. Dawniej traktowano bobry jako szkodniki, obecnie są pod ochroną. Przyglądając się poobgryzanym drzewom, wykopanym norom w brzegach rzeki, doszliśmy do grzęzawiska porośniętego krzewami. Tu skierowaliśmy się do ul. Wrocławskiej. Na tej drodze mogliśmy zobaczyć małą plantację wierzby energetycznej. Dalej ulicą Wielkopolską doszliśmy do restauracji „MEDIJ”, gdzie wstąpiliśmy na rozgrzewającą kawę. W spokoju z boku sali, konsumpcję umilała nam poezja Tadeusza, którą czytała Halina. Tytuły utworów to: „Zmiana aury”, „Ptasie wiece”, „Barwy jesieni”. Traktowały one o jesiennym życiu ludzi i przyrody. Z wierszy biło ciepło i pogoda ducha.
Wracając do domu zwróciliśmy uwagę na blok powstający na Osiedlu Słonecznym. Podczas wrześniowego spaceru widzieliśmy jego fundamenty. Obecnie oferowane są już mieszkania na sprzedaż. Ulica Górna zaprowadziła nas do ul. Powstańców Wielkopolskich. Żegnając wcześniej Olę, tu rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Miesiąc listopad nie musi być smutny, przygnębiający, to zależy jak sami go przeżyjemy. Wystarczy, być miłym dla drugiego a już możemy uczynić świat piękniejszym.

Tekst: Maria Ratajczak.
Zdjęcia: Halina Spichał, Aleksandra Biderman.

Lis

17

Związki Gostynia z Czachorowem

Autor: Biderman Aleksandra

Kolejne spotkanie z historią regionu tym razem odbyło się w muzeum. Oprócz grupy 20 studentów obecny był również sołtys wsi Czachorowo – Tomasz Skibicki.
Maciej Gaszek, członek Towarzystwa Miłośników Gostyńskiej Fary, opowiadał nam o związkach naszego miasta z niedaleko położonym Czachorowem. Historia samej wsi sięga roku 1337. Wieś należała wówczas do rodu Awdańców. Wspomina ród Modlibowskich, których grobowiec znajduje się przy gostyńskiej Farze. Najbardziej znana z tego rodu to Wanda Modlibowska – szybowniczka, podporucznik pilot, kurier między krajem a emigracją, żołnierz AK, uczestniczka Powstania Warszawskiego. Zmarła w 2001 roku i tutaj została pochowana.
Na dziedzińcu Fary stoi Figura Matki Boskiej Niepokalanej. Figura ta trafiła do Czachorowa prawdopodobnie w 1929 r. jako wotum wdzięczności od Antoniego Przybeckiego. Obalona przez Niemców przechowywana była w spichlerzu, następnie przeniesiona do kostnicy w Czachorowie (obecnej kaplicy). Wykonana jest z białego włoskiego marmuru i przypuszczalnie do Fary trafiła w 1949 roku.
Wiele jest jeszcze niewyjaśnionych spraw z naszej historii. Pan Maciej Gaszek jest gotów nam o nich opowiadać.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman