Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Październik, 2014.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Paź

28

Recital Aresa Chadzinikolau

Autor: Zbigniew Kosiński

28 października br. w gostyńskiej bibliotece gościł Ares Chadzinikolau – poeta, kompozytor, pianista, pedagog muzyczny i tłumacz. Recital odbył się w związku z piątą rocznicą śmierci jego ojca, również poety i historyka literatury, Nikosa Chadzinikolau, z którym wielokrotnie występowali w Gostyniu.

W czasie koncertu artysta zagrał i zaśpiewał znane greckie melodie, przeplatając je ulubionymi wierszami, zarówno własnymi jak i swojego ojca – Nikosa, o którym także opowiadał. Stworzył wspaniałą, ciepłą, rodzinną atmosferę, zachęcając zgromadzoną publiczność do wspólnego śpiewu i tańca, a nawet wspólnej fotografii.

Ares Chadzinikolau wydał ponad 40 tomików poezji i 12 płyt. Niektóre z nich można było kupić po spotkaniu, otrzymując autograf ich autora. Imprezie towarzyszyła wystawa książek obydwóch poetów posiadanych przez  gostyńską placówkę.

tekst i zdjęcia Halina Radoła

Paź

23

Spotkanie ze starostą

Autor: Biderman Aleksandra

23 października 2014 roku 31 osób z naszego Uniwersytetu wzięło udział w spotkaniu ze starosta gostyńskim Robertem Marcinkowskim. Spotkanie odbyło się w sali posiedzeń Starostwa.

Zdjęcia robiła Halina Spichał

Paź

22

Uroki jesieni

Autor: Biderman Aleksandra

Dnia 22 października 2014r. w  środę, grupa marszowa miała wyjść w teren. A tu od rana pochmurno, pada deszcz, mokre liście i bajorka pod nogami.  Takie dni pojawiają się o tej porze roku. Bez nich nie umielibyśmy cieszyć się słoneczną aurą. Bowiem każda pora roku ma swój urok, a zarazem swoją ukrytą mądrość. Na umówione spotkanie do biura, o godz. 9, przyszło dziewięć osób. Kijki położyliśmy pod ścianą czekając, aż przestanie padać. Ale na to się nie zanosiło. Przejrzeliśmy nowe wydanie gazety ”UTW bez granic”. Gazetę tę można bezpłatnie zabrać do domu. Czas przeznaczony na marsz  zagospodarowaliśmy  więc w inny sposób.

Jadzia z okazji imienin przyniosła świeżą babkę i ptasie mleczko. Ola dołożyła babeczki z kremem, a Maria gruszki ze swego ogrodu. Ania parzyła kawę. Stół zastawiony. Jednak nie na samej konsumpcji minął nam czas.

Maria z Tadeuszem wprowadzili nastrój patriotyczny. W dniu poprzednim brali udział w uroczystości upamiętniającej 75-lecie śmierci trzydziestu obywateli na rynku w Gostyniu. Na ich cześć, Tadeusz napisał i przeczytał nam przejmujący wiersz pt. „Egzekucja”. Z żalem stwierdzili, że mało gostyniaków  bierze udział w tych obchodach.

Dalszym tematem była jesień. „Z drzew i krzewów opadają kolorowe liście, każdy z nich opowiada swoją historię”. W ten bajeczny sposób Ola przypomniała i uzupełniła naszą wiedzę o walorach zdrowotnych herbatek z liści malin, czarnej porzeczki. Dowiedzieliśmy się, że listeczki brzózki dają ludziom uspokojenie i dobry sen. Kłujące igiełki sosny i świerku swoim specjalnym  zapachem  leczą dzieci i dorosłych. Natomiast zapach liści orzechowych odgania psie pasożyty, a nawet odstrasza myszy. Było jeszcze wiele innych porad i nowinek. Posłuchaliśmy też „O grzybobraniu w zgodzie z prawem”. Ciekawostką były zwyczaje grzybobrania w różnych krajach Europy. W Hiszpanii wprowadzono opłaty nawet 10 euro za wstęp do lasu. Anglicy mogą zbierać grzyby, ale tylko 1,5kg na osobę. We Włoszech trzeba mieć legitymację grzybiarza, której cena waha się od 20 do 50 euro. Natomiast w Belgii wszystko, co znajduje się w lesie jest chronione, a grzybobranie karane jest mandatem nawet do 600 euro. Dobrze, że w Polsce jest inaczej.

Jesienią nie można zapomnieć o dyni, sposobach jej przyrządzania, by nacieszyć się smakiem i aromatem. Opowiadaliśmy więc swoje przygody z dynią jakie mamy w ogrodzie i kuchni.

Deszcz ciągle padał… Tadeusz na zakończenie naszego spotkania zadedykował paniom wiersz pt.: „Kobieca dola”.

Napisała Maria Ratajczak
Zdjęcia Aleksandra Biderman

Paź

9

Z dalekiej Boliwii …

Autor: Biderman Aleksandra

Październik w kościele katolickim jest miesiącem misyjnym. 9 października 2014 roku gościliśmy w auli ZSO w Gostyniu Ojca Werbistę Wojciecha Grzymisławskiego, absolwenta tego liceum w latach 1974-1978. 36 lat temu opuścił Gostyń, od 33 lat jest w Zgromadzeniu Werbistów. W 1986 roku został wyświęcony i wyjechał na swoją pierwszą misję – do Chile. Po 12 latach pobytu w tym państwie, kiedy był już właściwie „ustawiony”, miał znajomości, przyjaciół, zrobił wiele dobrego, wyjechał do Niemiec. Tam studiował psychologię pastoralną, był kapelanem młodzieży i ludzi starszych, chorych. Prowadził tzw. duszpasterstwo kliniczne. Wiele go ta praca nauczyła, bo jak mówi papież Franciszek, najważniejszy jest kontakt z drugim człowiekiem.

Po 11 latach zapragnął czegoś nowego. Chciał wyjechać do kraju podobnego kulturowo i mentalnie do Chile. Zaproponowano mu Boliwię, kraj o powierzchni 3 razy większej od Polski ale zamieszkuje go cztery razy mniej ludzi niż u nas. Duża część kraju to góry Andy i lasy tropikalne Amazonii. Stolicą Boliwii jest Sucre, chociaż wszystkie polityczne instytucje znajdują się w La Paz. Większość mieszkańców Boliwii to Indianie, urzędowy język – hiszpański. Słuchając naszego prelegenta na wyświetlanych slajdach oglądaliśmy pejzaże, miasta, ludzi, wydarzenia. Na początku swojej misyjnej pracy w Boliwii ojciec Wojciech przebywał w Cochabamba, półtoramilionowym mieście położonym na wysokości 2600 m. n.p.m. Tutaj Zgromadzenie Księży Werbistów ma własny Dom Formacyjny. Od ponad 25 lat prowadzi tutaj parafię. Samo miasto jest bardzo ciekawe i posiada szereg atrakcji turystycznych. Jest 40-metrowa figura „Chrystusa Jedności”, która dominuje nad całym miastem. Kolejną parafią ojca Wojtka jest parafia Matki Bożej Anielskiej w prawie milionowym mieście El Alto położonym na wysokości 4100 m. n.p.m. Parafia jest bardzo duża, większość wiernych to Indianie Aymara, którzy opuścili swoje wioski i przybyli do dużego miasta. Wiele z nich żyje po prostu na ulicy. Panuje bieda, duża przestępczość i gwałty, z czego 80% to gwałty w rodzinie. Na terenie parafii i wokół niej dwa razy w tygodniu funkcjonuje największy targ uliczny w Boliwii, gdzie można kupić dosłownie wszystko. Fundamentem chrześcijaństwa w Boliwii jest tzw. religijność ludowa oparta na kulcie Najświętszej Maryi Panny i kulcie świętych. Podziwialiśmy wspaniałe figury Matki Bożej ubrane w przepiękne, bogate sukienki. To samo dotyczy figur Pana Jezusa. Wiele miniaturowych figurek równie bogato przystrojonych posiadają wierni w domu i raz do roku podczas uroczystości odpustowych przynoszą je do kościoła w celu poświęcenia. Oglądaliśmy na fotografiach piękne, kolorowe tańce religijne, które są też ważną częścią kultury boliwijskiej.

Widzieliśmy szerokie ulice La Paz i Sucre pełne samochodów i ludzi targujących wprost na ulicy, płaskowyż El Altiplano, Copacabanę, Tiahuanaco z Bramą Słońca, Cochabambę, piękne jezioro Titicaca, kobiety w melonikach na głowie, w spódnicach pochodzenia indiańskiego zwanych pollerami, pasące się lamy oraz sporo zdjęć z karnawału w Oruro, gdzie w pierwszym dniu tego karnawału odbywa się procesja do Matki  Boskiej.

Całkiem inaczej święci się w Boliwii dzień Wszystkich Świętych: piecze się specjalne chlebki z podobizną zmarłego, robi się w domu małe ołtarzyki, z duszą zmarłego przebywa się 24 godziny, potem odprowadza się ją na cmentarz.

Były też zdjęcia z duszpasterstwa młodzieży i modlitwy w stylu Taize. Słuchacze pytali o pomoc socjalną w Boliwii, o pracę, bogactwa naturalne, o dalsze plany. Niedługo o. Wojciech Grzymisławski wraca do Boliwii. W podziękowaniu za opowiedzenie nam swojej historii otrzymał z rąk prezesa Zbigniewa Kosińskiego „kawałek Gostynia” (m.in. książkę „Gostyń z lotu ptaka”, kubek GUTW), a z rąk Joli Gardyś piękną różę. Może jeszcze kiedyś będziemy mieć okazję posłuchać dalszych losów ojca Wojciecha…

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman

Paź

8

Jesienne róże…

Autor: Biderman Aleksandra

Jesienne róże
Róże smutne, herbaciane,
Jesienne róże
są jak usta twe kochane.
Mieczysław Fogg

Jesień gospodarzy się już od dwóch tygodni. Temperatura jest  umiarkowana,  świeci słońce, czasem jest pochmurno lub pada deszcz. Dnia 8 października 2014r.,  w kolejnym terminie naszych spotkań, też padało, co spowodowało zmianę naszych planów. Mieliśmy pójść do lasu, ale zatrzymaliśmy się w Miejskim Parku przy ul. Strzeleckiej.

Tam nie tylko podziwialiśmy drzewa przybierające jesienne kolory, ale wyszukiwaliśmy w liściach już leżących te najdorodniejsze.  Z nich bowiem  robiliśmy później piękne, jesienne róże. Pomysł na spacer w plenerze w takim celu miała Ola. Cóż za ciekawe zajęcie! Instruktorką przy wykonywaniu ozdób  była Ania. Zabrała ze sobą cienki sznurek, lakier, klej, nożyczki. Przybory te były przydatne do pracy. Podczas  zbierania liści, można było natknąć się na srebrno – błękitne pajęczynki babiego lata. Ich długie i cienkie nitki jakby chciały zagradzać przejścia.

Gdy uzbieraliśmy duże bukiety kolorowych liści, przeszliśmy do stojących nieopodal  ławek. One  były  miejscem naszej pracy. Nawet nie zauważyliśmy, że deszcz dawno przestał siąpić. Przystąpiliśmy do dzieła. Ania demonstrowała w jaki sposób zwijać liście i układać z nich śliczne kwiaty.  Cała trzynastoosobowa grupa, naśladując instruktorkę, komponowała swoje dzieła. Wszystko umilał jeszcze śpiew, Tadeusz zaintonował znaną nam piosenkę „Jesienne róże”, a cała grupa podchwyciła melodię i słowa. Dopełniając radosnej  atmosfery Halina przeczytała wiersz  pt. „Jesienny spacer” autorstwa Tadeusza Wujka. Efekty naszych prac można podziwiać na zdjęciach.

Do naszego grona dołączyła nowa koleżanka Ania, która na prośbę Oli, podczas wykańczania naszych prac przedstawiła się i opowiedziała o sobie. Ania ma męża, dwie córki oraz mamę.  Żartobliwie zakończyła, że ma też nadwagę, którą na marszach zamierza zgubić.

Zadowoleni z efektów swojej pracy, przeszliśmy do restauracji  „U Franka” na kawę. Tam był dalszy ciąg prezentacji Ani, tym razem kulinarny.

Ania przyniosła babeczki własnego wypieku o nazwie „amerykany”, które degustowaliśmy. Wszystkim bardzo smakowały, więc poprosiliśmy  o przepis. Przy ich konsumpcji rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Halina zdążyła jeszcze wzbogacić naszą wiedzę o ekologii w domu, czytając artykulik „ Ekoubrania”. Wszystkie dobre rady są w życiu przydatne.

Umawiając się na marsz z kijkami do Marysina za dwa tygodnie, zakończyliśmy nasze spotkanie. Zadowoleni z naszych dokonań, z różyczkami w rękach, wracaliśmy do domu.

Napisała Maria Ratajczak
Zdjęcia Halina Spichał