Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Styczeń, 2015.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Sty

31

70 lat temu…

Autor: Biderman Aleksandra

„Aż” 9 osób poświęciło sobotnie popołudnie na czynny udział w wielkim przedsięwzięciu historycznym, kiedy to 27 stycznia 1945 roku do Gostynia wkroczyli żołnierze Armii Radzieckiej.

W wielkiej inscenizacji tego wydarzenia wzięło udział około 150 rekonstruktorów trzech armii: polskiej, niemieckiej i rosyjskiej, ponadto pojazdy pancerne, wozy, grupy kawaleryjskie, konie, a nawet… koza. Nasza dziewiątka, dwie dziewczyny koordynatorki, młody chłopak, dziewczyny z dzieckiem w wózku, panowie z GASO odgrywaliśmy cywili. Najpierw Niemców, którzy muszą opuścić Gostyń (dwukrotnie przejeżdżaliśmy w wozach bądź na pieszo pokonywaliśmy plan), następnie w scenie końcowej witaliśmy żołnierzy radzieckich.

Próby z czytaniem scen odbywały się od 13.00. Od godz. 14.00 mogliśmy rozgrzać się gorącą grochówką z wojskowego kotła. Na następną godzinę dyrektor Muzeum Robert Czub zaprosił nas do salki na piętrze muzeum, gdzie oczekiwała na nas kawa, herbata i ciasteczka. O 17.00 zaczęło się właściwe przedstawienie. Tłumy ludzi wpatrzonych w rozgrywające się sceny były chyba najlepszym podziękowaniem dla organizatorów tego widowiska.

Chociaż trochę pod koniec było nam zimno, nie żałujemy, że wzięliśmy czynny udział w tej inscenizacji. Zainteresowanych odsyłamy na strony internetowe: www.gostyn24.pl, www.gaso.com.pl, www.telewizjagostyn.plwww.elka.pl, i jeszcze wiele innych. Znajdziecie mnóstwo zdjęć a nawet krótki film.

Opisała Aleksandra Biderman
Za zdjęcia dziękujemy: Zbigniewowi Kosińskiemu, Halinie Spichał, Dominice Olejniczak i panu Bogusławowi Wiśniewskiemu.

Sty

28

Bryczka …

Autor: Biderman Aleksandra

Zimowy  poranek,  dnia 28 stycznia 2015r., od rana przyświecało słońce, a temperatura była dodatnia. Szesnastoosobowa grupa studentów z GUTW spotkała się o godz. 9.00, by wyjść na wspólny marsz i korzystać z uzdrawiającego ruchu. Tadeusz miał pomysł na spacer do  Ronda Biznesu w Czachorowie.
Jesienią stanęła tam imponująca, metalowa bryczka – symbol gostyńskiej przedsiębiorczości. Nic dziwnego, ponieważ 95 % światowej produkcji powozów konnych odbywa się w powiecie gostyńskim. Bryczka  ma 12 m długości , 3,60 m wysokości i 2,50 m szerokości. Całość wykonana jest z elementów stalowych. Koncepcja jest efektem pracy czterech firm.
Z biura Zarządu do ulicy gen. Wł. Sikorskiego, szło się lekko pod górkę.  Spacerując chodnikiem spoglądaliśmy na posesje, przydomowe ogródki, w jednym z nich zauważyliśmy dużą „rodzinę” krasnoludków. Dalej ładnie przystrzyżone, w formie kuli, spirali czy stożka żywe drzewa albo krzewy. Przeszliśmy obok straży  pożarnej, potem wąskim chodnikiem na Śliwińskiego. Dalej ul. Podgórną i nowo wybudowaną Górną do Spółdzielni Mleczarskiej. Tam wstąpiliśmy do restauracji Medij na filiżankę kawy lub herbaty. Kosztowaliśmy przy tym pyszne rogaliki własnoręcznie upieczone przez Jadzię oraz  cukierki i ciasteczka.
W tym czasie Ola przeprowadziła quiz „Znaczenie wyrazów.” Odgadywaliśmy wyrazy używane w potocznej mowie przez młodzież, np. szama – jedzenie, wyczilować się – odpocząć, kitrać – chować coś itd. Było przy tym dużo śmiechu, wytężaliśmy umysły bo każdy chciał wygrać. Zwyciężyła Krysia Zubaczyk.
Po zabawie ruszyliśmy w dalszą drogę. W pobliżu  mleczarni stoi znak drogowy informujący o granicy miasta Gostynia. Odtąd szliśmy polną drogą w kierunku Czachorowa. Wydawało nam się, że zamiast strefy biznesu weszliśmy w strefę chłodu. Zimny wiatr wiejący od pola wciskał się pod nasze okrycia i muskał po twarzy. Na szczęście to nie trwało długo. Krajobraz wygląda szaro i  smutno, przyroda odpoczywa. W dali zauważyliśmy stado saren biegnących w stronę Brzezia. Była możliwość swobodnego poruszania się, chodzenia środkiem drogi, lewą lub prawą stroną uważając na bajorka i błoto „poślizgowe.” Wszystkie przygody dodawały tylko uroku i były powodem do żartów.
Na skrzyżowaniu dróg wyczyściliśmy buty o trawę i weszliśmy na asfalt. Tam kroczyliśmy lewym poboczem, aż doszliśmy do strefy biznesu. Przed oczyma ukazało się nam rondo, a na nim w całej okazałości… bryczka. Reprezentuje ona typ rekreacyjny jak i sportowy, rozpoznawalny na całym świecie ze względu na swoją niezawodną jakość i precyzję wykonania. Bryczka pełni funkcję promocyjną. My, żeby ją zobaczyć przeszliśmy 7 km, co wpłynęło dodatnio na nasze zdrowie fizyczne jak i psychiczne.

Napisała Maria Ratajczak
Zdjęcia Aleksandra Biderman, Halina Spichał

Sty

23

Noworoczny koncert w Szkole Muzycznej

Autor: Biderman Aleksandra

Na początku nowego roku Szkoła Muzyczna im. Józefa Zeidlera w Gostyniu zaprasza zawsze mieszkańców  miasta na tradycyjny koncert noworoczny.
Właśnie dziś 23 stycznia  2015 r. bardzo liczna grupa wielbicieli muzyki uczestniczyła w takim koncercie. Witając zebranych dyrektor p. Lajla Zaborowska nie ukrywała radości  i zadowolenia z wypełnionej sali.
Różnorodność czterech zespołów, jakie wystąpiły, mogła zadowolić każdego. Niespodzianką dla wszystkich, jak zaznaczyła p. dyrektor,  będzie występ pierwszego zespołu. Początki muzyki wywodzą się  z twórczości ludowej, która jest  ogromnym skarbem i bogactwem i do dziś jest kultywowana. Dlatego zaprosiła zespół instrumentalno-taneczny „Młodzi Biskupianie” działający przy
Zespole Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Starej Krobi. Kierownictwo zespołu ze zdziwieniem, ale też z ogromną satysfakcją przyjęło zaproszenie.
Kapela dudziarska wprowadziła zespół nas
cenę, która zaroiła się od młodych wykonawców i pięknych kolorowych strojów biskupiańskich. Pary zaczęły wirować w rytm „wiwata” i kolejno odtańczyły poprzedzone humorystycznymi przyśpiewkami „ przodek, równy, taniec mijany, kulawy, szewc i mietlorz”, za co nagrodzono ich ogromnymi brawami. Zespół prowadzi instruktor Witold Szpurka a kierownikiem jest Krystyna Jańczak.
W inny nastrój wprowadził występ zespołu saksofonistów, który zagrał dwie kolędy – „Gdy się Chrystus rodzi”  i „Gdy śliczna panna”. Przy wspaniale brzmiących saksofonach widownia nuciła słowa pieśni, co mogło cieszyć  prowadzącego muzyków Jacka Węglarza.
Przedstawiając kolejnych wykonawców p. dyrektor zwróciła uwagę, że w tym występie  treść muzyki przekazuje się  w postaci ruchów ciała , co pokazał „Zespół Rytmiki” prowadzony przez  p. Wiolettę Drab. Przy muzyce baroku smukłe dziewczyny z całą  elegancją i wdziękiem odtańczyły „wesoły taniec”.
Ostatni już pojawił się na scenie, dobrze znany publiczności „Big Band” prowadzony przez Damiana Ruskowiaka. Usłyszeliśmy „Jest taki dzień”- przepiękną muzykę o Bożym narodzeniu Seweryna Krajewskiego, „Pada śnieg” muzykę do filmu „Różowa pantera”, czy „Piraci z Karaibów” i wiele innych. Na zakończenie zabrzmiał wspaniale „Marsz Radeckiego” z oklaskami w rytm muzyki i lawiną braw na stojąco, co zmusiło wykonawców  do bisu. Po żywiołowym występie, kiedy wybrzmiały już  ostatnie takty muzyki, dziękując zarówno wykonawcom jak i publiczności p. dyrektor  zaprosiła na kolejne spotkanie  13 marca 2015r.
Napisała  Maria Wujek

Sty

22

Nie zapomnieć o Kresach

Autor: Biderman Aleksandra

Motto:

„Kresy nasze Kresy,
to was nam zabrano.
Takie były czasy,
tam nas mordowano.”

Tak dawne ziemie w południowo-wschodniej  części Rzeczypospolitej  wspominał Mieczysław Habuda, który opisał wierszem i prozą historię własnej rodziny i bardzo wielu innych mieszkańców Kresów Wschodnich II RP.

Kresom poświęcone było także spotkanie z Piotrem Szelągowskim, które odbyło się 22 stycznia 2015 r. w auli ZSO w Gostyniu. Piotr Szelągowski jest społecznikiem i blogerem, współtwórcą filmu „Zapomnij o Kresach” Od lat wspiera Fundację Brata Alberta i znajdujące się pod jej opieką dzieci niepełnosprawne intelektualnie.
Zgromadzonym w liczbie ok. 50 studentom GUTW zaprezentował film o przekornym tytule „Zapomnij o Kresach” zrealizowany w 2010 r. Jego bohaterami byli Polacy, dawni mieszkańcy Kresów, którzy ocaleli z rzezi wołyńskiej. W filmie mówili o tych dramatycznych wydarzeniach. Ich wspomnienia ilustrowane były wstrząsającymi obrazami zbrodni.
Rzeź wołyńska to masowa zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich wobec mniejszości polskiej byłego województwa wołyńskiego  w okresie od lutego 1943 do lutego 1944.  W prelekcji, która odbyła się po filmie,  jego współtwórca wyjaśnił, że przekorny tytuł nawiązuje do tego, że temat rzezi wołyńskiej był przez wiele lat zapomniany, a nawet celowo przemilczany. Mówiąc o genezie konfliktu, stwierdził, że jego istotą był spór etosu rycerskiego i kozackiego. Dalej zauważył, że dla wielu badaczy to najbardziej drastyczny przykład ludobójstwa. Masowości zbrodni towarzyszyło bezprzykładne okrucieństwo.
Na zakończenie spotkania gość zaprezentował książki dotyczące tej tematyki: „Ludobójstwo OUN – UPA na Kresach Południowo–Wschodnich”, wywiad – rzekę z ks. Tadeuszem Isakowiczem – Zaleskim „Chodzi mi tylko o prawdę” oraz zbiory jego felietonów: „Nie zapomnij o Kresach” i „Żywa historia”.
Warto dodać, że Piotr Szelągowskim ubrany był w czarny t-shirt z nadrukiem przedstawiającym kontury II Rzeczypospolitej i granice województw tworzących Kresy Południowo-Wschodnie. Zachęcał do nabycia i książek, i podkoszulka. Dowiedzieliśmy się także, że bohatera spotkania zgłoszono do konkursu „Człowiek Roku 2014″ za jego działalność filantropijno – charytatywną dla osób potrzebujących oraz akcję popularyzowania odpisów 1% na rzecz Fundacji Brata Alberta i Polaków na Kresach Wschodnich.
Obecni na spotkaniu studenci wyrazili życzenie, aby ponownie zaprosić Piotra Szelągowskiego do wygłoszenia wykładu. Jak zwykle gość otrzymał upominek wręczony przez Prezesa Zarządu GUTW.

Zrelacjonowała Halina Spichał, zdjęcia zrobiła Aleksandra Biderman

Sty

21

Zobaczyć daniele…

Autor: Biderman Aleksandra

Nowy rok kalendarzowy nabiera tempa, już zdążyliśmy się spotkać trzykrotnie. W środę, 21 stycznia 2015r., obecnych było czternaście osób. Poza stałymi bywalcami przychodzą sympatycy, którzy powiększają nasze grono marszowe.

Są i tacy, którzy goszczą jeden raz. Przed nami nowy, nieznany czas i dużo do zwiedzania. Program marszów zależy od pomysłów przewodników. Po podpisaniu obecności, krótkiej wymianie zdań, wyruszyliśmy w plener. Naszym celem  było obserwowanie danieli. Z biura Zarządu  szliśmy ul. Polną,  potem Leśną. Tam, obok nieczynnego przejazdu kolejowego, tuż przy ścieżce rowerowej powstał „Leśny Zakątek”, gdzie można odpocząć w leśnej scenerii. Ustawione są tam stoły i ławki pochodzące z wycinki drzew. Można tam zjeść drobny posiłek. My raczyliśmy się pysznymi, pieczonymi w piekarniku jabłuszkami. Miseczkę owoców prawie gorących, dzięki dobremu opakowaniu, przyniosła Ola. Po konsumpcji ruszyliśmy dalej. Teraz kierowaliśmy się do ul. Sportowej. Tam przy jednej z posesji zobaczyliśmy stawek z łódką i bocianem. Doszliśmy do ul. Jana Bzdęgi, dalej maszerowaliśmy jedną z najdłuższych dróg G. E. Potworowskich.

Spacerując, można było zauważyć wiele pięknie wykańczanych posesji. Powstaje tu ładne, rozległe osiedle. W ten sposób doszliśmy do  ul. gen. D. Chłapowskiego, czyli celu naszej „podróży”. Na końcu bowiem tej ulicy, przy posesji p. Stępień jest ogrodzony lasek, a w nim dwadzieścia danieli. Początkowo nie było ich widać, pewnie odpoczywały. Po pewnym czasie jeden z nich wyczuł nasze intencje i przemaszerował w oddali ukazując swoją smukłą sylwetkę. Ola uchwyciła go też aparatem. Nie do końca usatysfakcjonowani wracaliśmy, mając nadzieję, że będzie jeszcze okazja, aby zobaczyć całą ich gromadę.

Doszliśmy do ul. Poznańskiej i tam maszerowaliśmy nowo wybudowanym ciągiem pieszo-rowerowym, który rozpoczyna się od ul. Starogostyńskiej do ul. Kasyna Gostyńskiego, liczący ponad kilometr. To pierwszy etap ścieżki rowerowej, która docelowo ma połączyć Gostyń i Kunowo.

Weszliśmy do „Żurawinki” na herbatkę lub kawę, były do tego ciasteczka i cukierki. Ola z Tadeuszem zapoznali nas z organizowaną przez pasjonata militariów p. Sławomira Handke rekonstrukcją wydarzeń pt. „Gostyń 27. I. 1945.” W związku z tym poprosił  o przyjście  30-50 osób z GUTW w roli statystów ubranych w rzeczy przypominające tamte czasy. Rozmawialiśmy na temat tych ubiorów i niesionych tobołków. Tadeusz pamięta, jak mama  założyła  mu plecak zrobiony z worka. Teraz też sobie taki przygotuje. Można zabrać walizkę lub karton zawiązany sznurkiem. W dalszej rozmowie Jadzia w skrócie opowiedziała treść filmu „Dziewczynka z kotem” granym w ramach KDF-u.

Pomimo przejścia 6 kilometrów nie czuliśmy zmęczenia. Zyskaliśmy dotlenienie organizmu i poznaliśmy bliżej nasz mały świat.

Tekst Maria Ratajczak
Zdjęcia Aleksandra Biderman