Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Luty, 2015.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Lut

25

Przedwiosenny spacer

Autor: Biderman Aleksandra

Jeszcze nie wiosna, a już nie zima. Słoneczny poranek zachęca do wyjścia z domu. Jest dobra okazja – przecież to czwarta środa miesiąca, 25 lutego 2015r.
W biurze Zarządu GUTW   gromadzą się spacerowicze. Jest ich zaledwie garstka – 9 osób. Niedomagania zdrowotne wykluczyły wiele osób z udziału w naszym spotkaniu na świeżym powietrzu. Współczując nieobecnym i życząc im szybkiego powrotu do zdrowia, punktualnie o godz. 9.00 wyruszamy w trasę.

Pod nieobecność Oli, Marii i Tadeusza przewodnictwo obejmuje Ania. Decydujemy się iść do lasu. To pierwszy taki spacer w tym pozimowym sezonie. Podążamy ulicą Polną, na jej końcu skręcamy w ulicę Leśną. Dochodzimy do przejazdu kolejowego i tuż za nim schodzimy na ścieżkę wiodącą do lasu. Wbrew naszym obawom leśne dróżki są suche. Oddychamy leśnym powietrzem. Las jest cichy, wydaje się uśpiony. Nie słyszymy dźwięków ptaków. Drzewa stoją bezlistne, tylko na niektórych smętnie szeleszczą resztki zrudziałych suchych liści. Mijamy „nasze” mrowisko: na razie brak oznak życia.  Zatrzymujemy się w miejscu przeznaczonym do odpoczynku. Robimy pamiątkowe zdjęcia i idziemy  dalej. Naszym celem jest Babia Góra. Wspinamy się dość stromym podejściem. Po chwili stajemy na szczycie. Znów robimy sobie zdjęcia i schodzimy.

Leśną ścieżką dochodzimy do ulicy Leśnej, dalej chodnikiem  docieramy do  restauracji Podleśnej. Tradycyjnie nasze spotkanie kończymy wspólnym wypiciem kawy i herbaty. Dzisiejszy spacer miał charakter zupełnie relaksowy. W nogach „mamy” zaledwie 5 km, ale jesteśmy w dobrych nastrojach. Wyrażamy nadzieję, że już za dwa tygodnie spotkamy się w szerszym gronie.

Zrelacjonowała i utrwaliła spacer na zdjęciach Halina Spichał

Lut

21

Podróże z „Panem Tadeuszem”

Autor: Biderman Aleksandra

21 lutego w Powozowni w Gostyniu odbyła się biesiada muzyczno-poetycko-rozrywkowa ph. Podróże z „Panem Tadeuszem” wspólna dla trzech Uniwersytetów: z Gostynia, Pępowa i Krobi. Organizatorami jej była Lokalna Grupa Działania Gościnna Wielkopolska z Pępowa oraz nasz Uniwersytet. Z przyczyn chorobowych nie dojechali członkowie Uniwersytetu z Pępowa. Obecnych na tej uroczystości wraz zaproszonymi gośćmi było około 120 osób. Wszystkich zebranych powitał szef Lokalnej Grupy Działania Marian Poślednik wraz z naszym prezesem Zbigniewem Kosińskim. Ucztę muzyczną zapewnił nam zespół „Semplicze” złożony z młodzieży gimnazjalnej z Lubinia. Większość po raz pierwszy usłyszała śpiewaną inwokację do „Pana Tadeusza” i balladę o Pani Twardowskiej (również w wersji śpiewanej).

Przedstawiciel Lokalnej Grupy Działania Gościnna Wielkopolska, Pan Michał Listwoń wygłosił referat dotyczący demografii i usług publicznych w naszym powiecie. Pan profesor Krzysztof Maćkowiak opowiedział nam o pobycie Adama Mickiewicza w Wielkopolsce. Obydwa wykłady były bardzo interesujące. Zespół „Semplicze” w drugim i trzecim wejściu zaśpiewał dla nas szereg znanych nam piosenek (w tym również biesiadnych) porywając nas do wspólnego śpiewania i do tańca. Jak na biesiadę przystało, częstowano nas kawą, słodkim, ale też dobrym jadłem. Bawiliśmy prawie do godz. 23.00 rozmawiając i ucztując.

Tekst Aleksandra Biderman

Zdjęcia publikujemy za zgodą pani Ireny z UTW z Krobi, dziękujemy

W minioną sobotę tj. 21 lutego br. zebrała się brać studencka z UTW z Gostynia i Krobi na miłym biesiadnym spotkaniu nt. „Gościnna Wielkopolska”.
Program był bardzo urozmaicony. Zaciekawił Nas wykład prof. K. Maćkowiaka nt. pobytu Adama Mickiewicza w Wielkopolsce.
Poetycko – muzyczne występy zespołu młodzieżowego z Lubinia uatrakcyjniały pobyt przy suto zastawionych stołach.
Wieczór szybko minął wśród rozmów, śmiechu i żartów zebranych studentów.
Wielu stwierdziło, że było to miłe, prawie rodzinne spotkanie.
Student Uniwersytetu Trzeciego Wieku potrzebuje takich spotkań.
Dziękujemy
IK

Lut

17

Armenia – mały kraj o bogatej historii

Autor: Biderman Aleksandra

W podróż po Armenii (podróż co prawda wirtualną) zaprosiła nas – słuchaczy GUTW Halina Radoła, która 17 lutego 2015 r. w salce Biblioteki w Gostyniu podzieliła się swoimi wrażeniami z wycieczki do tego kraju, na której była w październiku 2014 r.

Termin wycieczki wybrała nieprzypadkowo; w tym miesiącu odbywały się dni Erywania, który obchodził 2796 lat istnienia. Erywań to druga stolica kraju, którego historia sięga starożytności. Od prawie dwóch tysięcy lat kultura Armenii opiera się na chrześcijaństwie. To właśnie władcy ormiańscy jako pierwsi w świecie uznali chrześcijaństwo za oficjalną religię swego państwa, co miało miejsce już w 301 roku.

Wyżyna Armeńska była zasiedlona od niepamiętnych czasów. Zdaniem uczonych właśnie na tych terenach opracowana została technologia wytopu żelaza oraz zapoczątkowano hodowlę koni. Panuje tu klimat suchy i kontynentalny: zimy są mroźne, ale krótkie, natomiast lata upalne i długie, a październik zapewnia komfortową temperaturę i słoneczną pogodę. Ten niewielki kraj o powierzchni dziesięć razy mniejszej od Polski zamieszkiwany przez niespełna 3 miliony Ormian zachwyca ogromem zabytków oraz górskimi krajobrazami.

Wędrówkę po Armenii zaczynamy od Erywania, który leży w Górach Kaukaz, na wysokości od 950 do 1200 metrów n.p.m., nad rzeką Razdan. Z tarasu widokowego w Parku Zwycięstwa rozciąga się przepiękny widok na całe miasto oraz wiecznie pokrytą śniegiem górę Ararat, która obecnie leży w granicach Turcji. Słuchając gawędy pani Haliny, oglądamy na ekranie zdjęcia przedstawiające główne atrakcje turystyczne stolicy. Zaczynamy od Matenadaran – muzeum przechowującego zabytki piśmiennictwa ormiańskiego. W Instytucie Starożytnych Manuskryptów prowadzi się badania i przechowuje unikaty – zbiór ponad 16 000 bezcennych dokumentów; rękopisy z pierwszych lat chrześcijaństwa, ręcznie rysowane mapy, teksty pięknie zdobione roślinnymi barwnikami. Następnie „udajemy się” na Plac Republiki – centralny plac miejski, miejsce spotkań i ceremonii. Znajdują się przy nim Muzeum Historii, Galeria Narodowa, hotel „Mariott Armenia”, centralna poczta, liczne budynki rządowe. Kolejne miejsce to  Park Zwycięstwa – z pomnikiem Matki Armenii z mieczem w dłoni skierowanym w stronę Turcji, muzeum militarnym i dawnym wesołym miasteczkiem. Inne zabytki warte obejrzenia to   Kaskady (Centrum Sztuki Cafesjana) – wiodące na wzgórze schody, ozdobione wieloma nowoczesnymi rzeźbami, pod którymi zlokalizowane są sale muzealne; Błękitny Meczet; największa świątynia w Armenii Katedra św. Grzegorza Oświeciciela; ważne dla historii Ormian miejsce – Muzeum-mauzoleum Zagłady (Muzeum Genocydu) – ludobójstwa dokonanego w 1915 przez Turków na Ormianach (wymordowano 1/3 ludności). Spacer po Erywaniu kończymy w fabryce koniaku Ararat, która powstała w 1887 r. Zwiedzali ją m.in. trzej polscy prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Jest czas na degustację słynnej brandy.

Z Erywania udajemy się do pierwszej stolicy kraju czyli miata Eczmiadzyn, który nie bez przesady uchodzi za ormiański Watykan. Jest to czwarte pod względem wielkości miasto kraju 18 km na zachód od Erywania, siedziba najwyższego patriarchy Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego noszącego tytuł Katolikosa Wszystkich Ormian. Znajduje się tu zabytkowy zespół katedralny – najstarszy kościół Armenii i całego byłego ZSRR.  Kompleks katedralny w Eczmiadzynie jest świętością narodową Ormian i zabytkiem wpisanym na listę światowego Dziedzictwa UNESCO. W eczmiadzyńskiej katedrze są przechowywane zabytkowe iluminowane rękopisy, ikony, rzeźby. Nad głównym wejściem wisi włócznia  (Geghard)  – podobno ta, którą przebito bok Chrystusa na krzyżu.

Około 15 km na zachód od stolicy kraju położona jest miejscowość Zwartnoc słynąca z ruin katedry z VII wieku, które również wpisano w roku 2000 na listę UNESCO. Kościół katedralny w Zwartnocu został wzniesiony w latach 643-661. Jako materiał posłużył miejscowy kamień wulkaniczny w kolorze różowym. Kamienna konstrukcja niosąca wyższe kondygnacje nie wytrzymała trzęsienia ziemi w roku 930 i świątynia uległa całkowitemu zniszczeniu. Ruina przez tysiąc lat służyła jako źródło kamienia budowlanego.  W pobliżu Zwartnocu znajduje się także port lotniczy.

Wielką atrakcją turystyczną jest jezioro Sewan położone we wschodniej części Republiki Armenii. To największe jezioro na Kaukazie – jego powierzchnia stanowi 3% powierzchni Armenii – zalicza się do najwyższych słodkowodnych jezior świata – jest położone na wysokości ok 1900 m.n.p.m. Kiedy z brzegu patrzymy na Sewan, tafla wody wydaje się być niebieskozielona.

Nieco na uboczu od jeziora Sewan położony jest  Noraduz, który nie należy do najczęściej odwiedzanych miejsc. We wsi o takiej właśnie nazwie znajduje się wyjątkowy cmentarz. Znajdziemy tu rewelacyjnie zachowane i pięknie zdobione kamienne nagrobki oraz wieńczące je chaczkary. To największe skupisko chaczkarów w całej Armenii. Jest ich tu niemal tysiąc! Najstarsze pochodzą z X wieku. Te najbardziej okazałe, wspaniale dekorowane „kamienną koronką” datowane są na XII – XIII w. Chaczkar to kamienny symbol krzyża ormiańskiego. Pojawienie się chaczkarów przyjmuje się na początek VI wieku. Można je spotkać jako pomniki pod kościołami, na ścianach świątyń, na skałach. Osobliwością cmentarza w Noraduz są stoły postawione obok grobowców, na których ucztuje się.

Będąc w Armenii, nie sposób nie przejechać się najdłuższą linową kolejką świata Nazywa się Wings of Tatev (Skrzydła Tatewu). Ma 5,7 km długości! Wagoniki poruszają się z prędkością 37 km na godzinę. Trasę w jedną stronę pokonują w 11 minut. Kolejka przejeżdża nad przepaściami. Widoki są oszałamiające.  Kolejka skraca drogę do klasztoru Tatew.  Główną jego cześć stanowi kościół św. Piotra i Pawła wzniesiony w latach 895-906. Nazwa kolejki nawiązuje do legendy, która mówi, że budowniczy klasztoru, po jego wzniesieniu, poprosił Boga o skrzydła i odleciał.

Zupełnie innego rodzaju zabytkiem, ale również bardzo interesującym jest świątynia w Garni. Pochodząca z I wieku świątynia przypomina ateński Partenon. Tyle, że wzniesiono ją nie z białego marmuru, ale z miejscowego, ciemnego bazaltu. Najprawdopodobniej była poświęcona bogu Mitrze.

Na trasie naszej „wędrówki” znalazł się jeszcze Geghard – skalny klasztor, który  powstał już na początku IV wieku. Został założony przez twórcę tutejszego Kościoła, Grzegorza Oświeciciela, Szczególną atrakcją są pomieszczenia wykute w skale. W okresie średniowiecza przechowywano tu grot włóczni, którą przebito bok Chrystusa. Ormianie wierzą, że został przywieziony na ich ziemię przez apostoła Judę Tadeusza.

Z Grzegorzem Oświecicielem, twórcą Kościoła ormiańskiego, związane jest Khor Virap. Późniejszy pierwszy katolikos Armenii, wrzucony z rozkazu króla Tirydatesa III do głębokiego skalnego lochu spędził tu aż 13 lat  (III wiek). Znaczenie  tego miejsca wzmacnia też bliskość góry Ararat.  Wyższy szczyt Araratu wznosi się na wysokość 5165 m n.p.m. Chor Wirap leży na poziomie około 1 tys. metrów i w odległości zaledwie kilku km od podnóża Araratu.  Dzięki temu Ararat sprawia niesamowite wrażenie. Tak, jakby olbrzymia góra nagle wyrastała z równego terenu wprost przed nami.

Jest wiele rzeczy, które zachwycają turystów. Pani Halina zwróciła słuchaczom uwagę na osobliwości, np. takie jak ta, że pranie wiesza się nie na balkonach, lecz za nimi lub między balkonami. Za ślub i wesele zawsze płaci pan młody i jego rodzina. Spotkała liczne murale, które pojawiają się wszędzie: na bramach, w przejściach, na ścianach domów. Są bardzo kolorowe, pogodne. Ludzie są bardzo serdeczni, gościnni, chętnie pozwalają się fotografować. W kuchni ormiańskiej używa się bardzo dużo przypraw, warzywa często się faszeruje, a owoce – szczególnie dorodne granaty – są przepyszne.  Na liście UNESCO znalazł się także ormiański chleb czyli lawasz, Nie przypomina on zupełnie naszego chleba, lecz cienki placek, coś pomiędzy opłatkiem, a naleśnikiem. Lawasz wypieka się z niekwaszonego ciasta zrobionego z mąki pszennej, wody i soli. Kupuje sie go „z metra”, jak tkaninę. Zawija sie w niego mięso, warzywa i tak spożywa. Przysmakiem podobno jest jądro barana, ale tego pani Halina nie spróbowała.

Na koniec o niezwykłym zdarzeniu, do którego doszło w odległej Armenii, a mianowicie spotkaniu Polaka, który – o dziwo – znał Gostyń, wiedział,że tu znajduje sie kondensownia i wybudowano „cukierniczkę”..

Tego wszystkiego wysłuchało 40 uczestników spotkania. Choć „podróż”była wirtualna, dzięki barwnej gawędzie  i zdjęciom odnieśliśmy wrażenie, że zwiedzamy Armenię razem z panią Haliną Radołą.

Gawędy wysłuchała i zrelacjonowała Halina Spichał
Zdjęcia robiła Aleksandra Biderman

Lut

14

Walentynki z Cohenem

Autor: Biderman Aleksandra

Prawdziwą ucztę sprawiła nam pani dyrektor Hutnika – Sabina Hoska-Kaczmarek uszczęśliwiając nas 50. wejściówkami na recital piosenek Leonarda Cohena w wykonaniu Konrada Michalaka z Łódzkiej Grupy Kreatywnej. Koncert wykonywany był tak, jak na początku twórczości grał Leonard Cohen – solo z gitarą.

Pan Konrad Michalak śpiewał piosenki po polsku. Wszystkie tłumaczone były przez Macieja Zembatego. Publiczność zgromadzona na sali żywo reagowała na występ artysty wyklaskując rytm, jak również nucąc czy śpiewając wykonywane ballady. Usłyszeliśmy m.in. „Alleluja”, „Dziś w nocy będzie fajnie”, „Ptak na drucie”, „Tańcz mnie po miłości kres”, „Zuzanna”, „Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób”, „Prawo”, „Słynny niebieski prochowiec”. Długo trwały brawa. Na życzenie publiczności na bis jeszcze raz usłyszeliśmy „Alleluja”. Czarujący koncert trwał dwie pełne godziny.

Relacja z pierwszego rzędu Aleksandra Biderman

150211_ cohen (1)

Lut

11

Pokusa…

Autor: Biderman Aleksandra

Środowe spotkania stały się naszym punktem czasowym. Na godzinę dziewiątą do biura Zarządu zdążamy z różnych stron miasta. Grupa chętnych, by aktywnie spędzać czas, powiększa się. Dnia 11 lutego 2015r. przyszło 16 osób.

Tadeusz zaproponował marsz ulicą Nad Kanią w celu odszukania nowych ulic, którym nadano nazwy Krańcowa i Okrężna. Wyruszyliśmy do skrzyżowania   na ulicy Bojanowskiego,  dalej do Fabrycznej, a stamtąd do ulicy docelowej. Doszliśmy do ogródków działkowych Kolejarz. Dalej minęliśmy miejskie ogródki działkowe. Mieliśmy też okazję obserwować przelatujące klucze dzikich gęsi i częste zmiany prowadzącego.
W pobliżu lasu napotkaliśmy tablicę  informacyjną – Bogusławki. Maria wyjęła mapę Gostynia. Wszyscy spoglądali, by pomóc rozszyfrować miejsca wspomnianych ulic. Znaleźliśmy je jednak tylko na mapie. Wobec tego skręciliśmy na stronę wschodnią i polną drogą szliśmy do Bogusławek. Miejscowość ta, dzięki lokalnej społeczności i funduszom, poprawiła swój wizerunek. Powstał teren rekreacyjny przy stawie, altanka i grill.  Odmulono i oczyszczono wodę w stawie. Zbudowano plac zabaw dla dzieci z huśtawkami i zjeżdżalnią. Całość została ogrodzona.
Zwiedzając miejscowość doszliśmy do przedsiębiorstwa prywatnego F.H.U.P. Powozy i bryczki P. Gruchot – G. Wojtkowiak. Pan Gruchot, zaciekawiony obecnością tak licznej grupy ludzi, wyszedł nam na spotkanie. Po krótkiej rozmowie zaprosił nas do swojej stadniny koni. Wchodząc do pierwszego pomieszczenia zobaczyliśmy na ścianach dokumenty historyczne, przedruki opisujące  dzieje  Bogusławek. Wzmianki o tej miejscowości występowały już w 1309 r., kiedy była to osada rycerska. W 1836r. nastąpiło uwłaszczenie. Bogusławki stały się folwarkiem. Właściciel opowiedział jeszcze inne ciekawostki. Widniały też fotografie mieszkańców z dawnych lat, dyplomy, wśród nich od Bogdana Smolenia. W następnej izbie było prywatne muzeum z dużą ilością  pucharów, odznaczeń i pamiątek. Dalej stajnia z boksami dla koni, każdy z nich podpisany swoim imieniem. W stadninie hodowane są zwierzęta robocze, sportowe, do nauki jazdy konnej, jeździectwa. Istnieje też hotel dla koni, w którym obecnie przebywało ich sześć. Należało zachować spokój w całym obejściu, ponieważ klacz Pokusa przygotowywała się do porodu. Myślimy, że nie przeszkodziliśmy jej. Na powietrzu  zamontowane były karuzele boksowe do treningów i  ujeżdżalnie.
Właściciel prowadzi też hodowlę dzików na własny użytek. Widzieliśmy osobniki dorosłe i liczne stado młodych. Karmione są  ekologicznie, ziarnem i odpadkami, bez żadnej chemii.
Z  niecodziennymi wrażeniami wracaliśmy do domu. Trasa wyniosła ponad 7 km. Zatrzymaliśmy się w restauracji Werni, by wypić kawę lub herbatę. Jak to przy kawie, prowadziliśmy rozmowy, tym razem o szkole. Halina przeczytała listę określeń nauczyciela i ucznia, np. Nauczyciel – „filozof” („Wiem, że nic nie wiesz”). Tadeusz podzielił się wspomnieniami o tym, jak chodził do szkoły niemieckiej. Na koniec oznajmił, że grupa marszowa GUTW została zaproszona do udziału w Nocy Sportu. Będzie to zwiedzanie obiektów sportowych w Gostyniu.
Dziękując wszystkim za miłe spotkanie rozeszliśmy się do  domów.

Tekst  Maria Ratajczak
Zdjęcia Aleksandra Biderman, Halina Spichał