Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Październik, 2016.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Paź

27

Poznański czerwiec 1956

Autor: Biderman Aleksandra

27 października 2016 roku w jednej z klas ZSO gościliśmy pana Rafała Kościańskiego, historyka, naczelnika Oddziałowego Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu, współautora publikacji zawierającej wybór dokumentów dotyczących Poznańskiego Czerwca 1956 roku. Spotkanie zorganizowane zostało przez Muzeum w Gostyniu oraz Gostyński Uniwersytet Trzeciego Wieku. Wzięło w nim udział 32 studentów z GUTW oraz kilka osób z zewnątrz. Prelegenta przedstawił Robert Czub, dyrektor Muzeum w Gostyniu.

W ciągu godziny dowiedzieliśmy się o przyczynach, przebiegu i skutkach protestu poznańskich robotników. Był to pierwszy w PRL strajk generalny i demonstracje uliczne. Sytuacja polityczna w Polsce, Europie i na świecie:  internowanie Władysława Gomułki, śmierć Stalina, internowanie kardynała Wyszyńskiego, XX Zjazd KPZR, śmierć Bieruta, złe warunki życia robotników, niskie płace,  niespełnione obietnice poprawy warunków bytowych ludzi pracy, wszystko to spowodowało, że władza polityczna zaczęła tracić zaufanie społeczne. W kraju rolnictwo cierpiało na niedoinwestowanie, w zakładach pracy ciągle zmieniano normy produkcyjne, brak było regularnych dostaw środków produkcji, co powodowało, że robotnicy nierzadko przez dwa tygodnie nie mieli co robić, następne dwa zaś musieli pracować po 12, 16 godzin. Warunki BHP w zakładach pracy były złe, np. zbyt duże natężenie hałasu.

28 czerwca doszło w Poznaniu do wystąpień robotniczych. Do Zakładów Cegielskiego przyłączyły się zakłady pracy, np. Wiepofama, Wielkopolska Fabryka Maszyn Żniwnych, Modena i inne. W sumie przed Prezydium Miejskiej Rady Narodowej zgromadziło się około 100 tys. ludzi, w tym również kobiety, młodzież i dzieci. Pojawiły się żądania nie tylko o charakterze bytowym, np. „Żądamy chleba”, ale też o charakterze politycznym. Wśród protestujących pojawiło się wojsko, UB i MO. Demonstranci wdarli się do więzienia (podano mylną informację o aresztowaniu delegacji robotniczej), wypuścili na wolność 257 więźniów, wdarli się do prokuratury i sądu, niszczyli i palili dokumenty. Inna grupa demonstrantów udała się pod budynek Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Z tego budynku padły pierwsze strzały. Jeszcze inna grupa udała się na dworzec kolejowy celem wstrzymania pociągów.

Do pacyfikacji miasta skierowano łącznie prawie 10.000 żołnierzy, ponad 300 czołgów, 30 dział pancernych, transportery opancerzone, działa przeciwlotnicze, samochody, motocykle i kilka tysięcy sztuk broni. Cywile mieli do dyspozycji 250 sztuk broni, w tym jeden rkm i butelki z benzyną.

Józef Cyrankiewicz w przemówieniu radiowym z 29 czerwca wieczorem powiedział: Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie! W toku walk, które trwały  sporadycznie do 30 czerwca, zginęło około 70 osób cywilnych, 8 osób spośród żołnierzy i ap aratu bezpieczeństwa, około 600 osób po obu stronach zostało rannych.

Symbolem sprzeciwu wobec władzy stał się Romek Strzałkowski, trzynastoletnia ofiara śmiertelna. Po wydarzeniach już 28 czerwca rozpoczęły się aresztowania (ogółem 250 osób), z którymi obchodzono się bardzo brutalnie. Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu odbiły się szerokim echem na całym świecie. W Polsce pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR został Władysław Gomułka. Z 3-letniego internowania został zwolniony kardynał Stefan Wyszyński, zgodzono się na istnienie indywidualnego rolnictwa, poszerzono zakres swobody kościoła katolickiego, partia zrezygnowała z części władzy ideologicznej, ograniczając się do obrony systemu politycznego.

Bardzo ciekawy wykład zakończony został pytaniami ze strony słuchaczy.

Spotkanie opisała i zdjęcia zrobiła Aleksandra Biderman

161027_czerwiec-1956-010 161027_czerwiec-1956-012 161027_czerwiec-1956-017 161027_czerwiec-1956-020 161027_czerwiec-1956-021 161027_czerwiec-1956-025 161027_dsc00787 161027_dsc00792 161027_dsc00794 161027_dsc00795

Paź

26

Pokochaj jesień!

Autor: Biderman Aleksandra

Spróbuj pokochać jesień
z niesamowitymi urokami.
Spójrz ile piękna niesie
obdarzając cię nowym dniem…”

Tadeusz Karasiewicz

Nawiązując do treści wiersza, w środę 26 października 2016 r., wyszliśmy na spotkanie tym urokom. Zebrała się dwunastoosobowa grupa studentów. Podczas schodzenia się do biura, panowała trochę tajemnicza atmosfera. Mieliśmy przygotowaną dla Oli niespodziankę. W minioną sobotę bowiem obchodziła z mężem 4O-lecie ślubu. Tadeusz, jako przewodnik, pierwszy złożył Oli życzenia, wręczając kwiaty oraz pięknie wyhaftowane aniołki, wykonane przez Anię. Potem posypały się życzenia od całej  grupy. Ola poprosiła nas, abyśmy na małą godzinkę zatrzymali się w biurze. Postawiła kawę i dużo słodkości. Pokazała nam album-książkę, prezent od dzieci, pięknie wykonaną, zawierającą zdjęcia i opis minionych lat. Począwszy od dnia ślubu, przez narodziny pociech, ich dorastanie, skończywszy na najmłodszym wnuczku, Michałku. Zachęciła też nas do powspominania i opowiedzenia czegoś o naszym ślubie. Każdej z nas utkwiło coś ciekawego, zaskakującego, czym się podzieliłyśmy. Dwie Marie pamiętały nawet temperaturę w dniu ślubu. Było to w miesiącach styczniu i lutym, śniegu nasypało powyżej metra, a termometr wskazywał  -27oC!  To było pół wieku temu, a wydaje się że tak niedawno.

Po wspomnieniach i kawie, wymaszerowaliśmy w kierunku lasu. Ulicą Polną do Leśnej, tam zeszliśmy na leśne szlaki. Mieliśmy okazję zanurzyć się nie tylko w zieleni ale żółci, brązie, nawet czerwieni. Na ścieżkach i pod drzewami leżało dużo szyszek, kolorowych liści i żołędzi. Roznosiła się woń igliwia i grzybów, którym sprzyjał ostatnio podający deszcz.  Ola i Lucyna posiadają wyjątkowe umiejętności zbierania owoców lasu, potrafią też je rozpoznawać. Podczas przemieszczania się po ścieżkach wchodziły głębiej w las i nazbierały pełen koszyczek oraz reklamówkę grzybów. Były to lepkie maślaki, czarne łebki, także kanie o miłym zapachu z małymi i olbrzymimi kapeluszami. Tych ostatnich było najwięcej. Koleżanki, skore do podzielenia się zbiorami, rozłożyły grzyby na trawie zapraszając smakoszy do zabrania sobie na pyszny obiad. Chętnych nie brakowało. Zatrzymaliśmy się w tym miejscu  jeszcze chwilę robiąc zdjęcia. Była także zabawa, Ania czytała tytuły filmów, należało odpowiedzieć jak mogły brzmieć w tłumaczeniu poznaniaków.  Oto kilka przykładów:

„Hobbit tam i z powrotem”- Kakalud w te i we w te
„Skąpiec”- Nyrol „Pociąg z forsą”- Bana z bejmami
„Kawa i papierosy”- Lura i ćmiki
„Coś” – Wihajster,  itd.

Z cichego lasu weszliśmy na ruchliwą drogę Stary Gostyń-Gola.  Napotkaliśmy tam stado saren, które nie przebiegało drogi razem, lecz pojedynczo. Chowając się za drzewem, czekały na odpowiedni moment. W drodze powrotnej  zatrzymaliśmy się, by patrzeć na zaawansowane prace przy budowie ronda na ul. Zachodniej. Wybudowana już została tam ścieżka rowerowa. Przy drodze prowadzącej do TESCO rozeszliśmy się do domów. Te 8 km drogi, które wspólnie przeszliśmy, pozwoliły nam dostrzec wspomniane w wierszu niesamowite uroki jesieni.

zekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman

Wiadomość z ostatniej chwili: Lucynka dzisiaj znalazła w naszym lesie prawdziwka o wadze 450 gram. Piękny. Popatrzcie!!!

161026_003 161026_005 161026_007 161026_008 161026_009 161026_011 161026_011a 161026_013 161026_19a 161026_020

Paź

25

Pudełko życia

Autor: Biderman Aleksandra

25 października 2016 roku odbyło się w Starej Piekarni (dawniej: Żurawinka) spotkanie z panią Grażyną Skorzybót, prezesem Stowarzyszenia „Ja też pomagam”. Stowarzyszenie to zostało zarejestrowane 27 stycznia 2005 roku. Celem tego Stowarzyszenia jest pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej, działalność charytatywna, ochrona i promocja zdrowia, działania na rzecz osób niepełnosprawnych, promowanie krajoznawstwa i wypoczynku dla młodzieży, przeciwdziałanie patologiom społecznym, działania na rzecz rodziny, macierzyństwa, rodzicielstwa, upowszechnianie i ochrona praw dziecka i wiele, wiele innych. Jako pierwsze w Gostyniu Stowarzyszenie dokonało publicznej zbiórki pieniędzy dla chorej dziewczynki. Zebrano wówczas około 40 tys. zł. Prowadziło też rejestrację kobiet do pierwszego mammobusu, jaki pojawił się w naszym mieście. Współpracuje z fundacją im. Kulczyka. Członkowie Stowarzyszenia piszą mnóstwo projektów, aby otrzymać pieniądze od władz miasta i nie tylko,  na swoją działalność.

Na dzisiejszym spotkaniu pani Prezes Stowarzyszenie „Ja też pomagam” zapoznała nas z akcją „Pudełko życia”. To „Pudełko” przywędrowało do nas z Anglii. Obecnie w wielu miastach Polski ta idea jest kontynuowana, np. w Poznaniu. „Pudełko życia” to nic innego jak plastikowy pojemnik (może być z innego materiału również), w którym znajduje się karta informacyjna o naszym stanie zdrowia. Na niej wypisane są informacje takie jak np. przebyte przez nas choroby, operacje, uczulenia, zażywane leki. W przypadku, gdy chory będzie musiał być zabrany do szpitala na podstawie tej karty będzie wiadomo kogo powiadomić, komu dać klucze, kto może zaopiekować się naszym zwierzakiem. Taką wypełniona kartę wkłada się do pojemnika, pojemnik umieszcza wewnątrz lodówki. W pudełku znajdują się trzy naklejki. Jedną z nich umieszczamy na wewnętrznej stronie drzwi wejściowych, drugą na lodówce, trzecią na pudełku. Wszystko to jest po to, aby służby ratunkowe wiedziały, że jesteśmy w posiadaniu takiego pudełka. Wiadomo, że w stresie zapominamy własnego nazwiska, a co dopiero tak istotnych spraw dotyczących zdrowia.

„Pudełka życia”  można otrzymać na terenie Gostynia w Stowarzyszeniu „Ja też pomagam”, w Ośrodku Pomocy Społecznej, w Domu Dziennego Pobytu oraz w Spółdzielni Socjalnej Arka. Przygotowanych zostało do bezpłatnego wydania 800 pudełek mieszkańcom gminy Gostyń.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Wiele osób pobrało „Pudełka” nie tylko dla siebie, ale również dla bliskich i znajomych. W spotkaniu uczestniczyło 25 naszych studentów.

Spotkanie opisała i zdjęcia zrobiła Aleksandra Biderman

161025_footoo-018 161025_footoo-019 161025_footoo-020 161025_footoo-021 161025_footoo-022 161025_footoo-026

Paź

18

Ekwador i Galapagos

Autor: Biderman Aleksandra

Robert Gondek, pasjonat podróży po całym świecie, fotografii, maratonów biegowych i rowerowych na spotkaniu  ze swoimi sympatykami, które  odbyło się w Bibliotece w Gostyniu 18 października 2016 r. opowiedział o Ekwadorze i Galapagos.

Podróżowanie to jego hobby, a od niedawna także praca zarobkowa. Dowiedzieliśmy się, że podróżnik prowadzi projekt „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”, mający na celu zdobycie najwyższych szczytów i miejsc w każdym afrykańskim kraju. Jest ich ponad 50. Do tej pory próbował zdobyć 15 szczytów w 17 afrykańskich krajach, m.in. w Tanzanii, Kenii, Ugandzie, Etiopii. Uczy się języka suahilli.
a jest jego ulubionym kontynentem, podróżuje także do innych regionów na świecie. W styczniu 2013 r. odbył trzytygodniową wyprawę do Ekwadoru i na Wyspy Żółwie.

O Ekwadorze powiedział, że to Ameryka Południowa w pigułce, jeden z dziesięciu najbardziej zróżnicowanych pod względem przyrodniczym obszarów na świecie. W niewiele mniejszym od Polski położonym na równiku kraju znajdziemy sięgające 6000 m n.p.m. ośnieżone wulkany, dziką i nieprzebytą dżunglę, lasy deszczowe i piękne zabytkowe miasta.

Mogliśmy się o tym przekonać, oglądając z zachwytem  film ze wspaniałymi zdjęciami i świetnie dobranym tłem muzycznym. Natomiast pan Gondek okazał się doskonałym gawędziarzem.

Słuchając komentarza i oglądając film, przenosimy się do do stolicy Ekwadoru – Quito, miasta położonego  na wysokości ok. 2700-2850 m n.p.m. (druga najwyżej położona stolica państwowa) na wschodnich stokach czynnego wulkanu Pichincha. Zachowało się tutaj wiele zabytków architektury kolonialnej, a zabudowa staromiejska została w 1978 wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jednym z najbardziej znanych kościołów w Quito (a jest ich ponad 40) jest  Kościół Jezuitów – La Iglesia de la Compania de Jesus, w którym podziwiać można dużą centralną nawę bogato zdobioną złotem. Niestety, zwiedzających obowiązuje surowy zakaz robienia zdjęć.

Ekwador to kraj położony po obu stronach równika. Nazwa pochodzi zresztą od hiszpańskiego słowa oznaczającego równik. Linia równika przebiega w Mitad del Mundo, 20 km na północ od centrum Quito. Na terenie Mitad del Mundo znajduje się muzeum etnograficzne Ekwadoru. Ze stolicy Ekwadoru można wjechać koleją linową na wysokość 4000 – szczyt wulkanu Pichincha, skąd roztacza się rozległy widok.

Wiele niezwykłych wrażeń dostarcza pobyt w rezerwacie Cuyabenonajpiękniejszym i najbogatszym w faunę i florę rezerwacie w Ekwadorze i jednym z najpiękniejszych w całej Amazonii. Można tu zobaczyć anakondy o długości 4m. kajmany na brzegach i tysiące piranii, kolorowych ptaków, różowe delfiny,  10 gatunków małp, mnóstwo najbardziej dziwacznych i groźnych owadów, w tym cytrynowe mrówki, które „degustował” podróżnik, unikatowe rośliny. Wszystko to oglądamy na ekranie. Ale cuda te są zagrożone,  odkąd w tym regionie  rozpoczęto eksploatację złóż ropy naftowej. Nastąpiła ogromna degradacja środowiska – skażenie gleby i wód, wycinka tropikalnych lasów, choroby rdzennych mieszkańców. Koncern naftowy wylewał toksyczną, poprodukcyjną wodę i inne odpady wprost do dżungli.

Niezapomnianym przeżyciem była noc w rezerwacie: spotkanie z jadowitą żmiją, tarantulą w leśnej ściółce, czające się pająki, pełzające jaszczurki czy skaczące żaby. Zaskakująca była wizyta u lokalnej społeczności: w środku dżungli pełna cywilizacja.

Ważną atrakcją Ekwadoru jest Laguna Quilotoa – jezioro w kraterze Quilotoa To wulkan o wysokości 4000 m.. Wokół rozciągają się widoki zapierające dech w piersiach oraz spokojne wioski rolnicze . Można tu było spróbować lokalnego smakołyku – świnki morskiej z grilla, która jednak nie przypadła podróżnikowi do gustu.

Najwyższy aktywny wulkan w Ekwadorze to Cotopaxi – 5800 m. Wulkan jest dobrze widoczny nocą, w dzień często zakrywają go chmury. Park Narodowy Cotopaxi oferuje wyśmienite warunki do wspinaczki, wędrówek, biwakowania oraz niezwykłe widoki.

U podnóża wulkanu Tungurahua (5023 m)  w Centralnych Andach, 5 km na północ, znajduje się uzdrowisko Baños  (1800 m) słynące z ciepłych źródeł. Jest wiele powodów, aby pojechać do Baños. Jednym z nich jest huśtawka. A huśtawka wisi sobie po prostu na drzewie, na którym jest postawiony domek – Casa del Arbol – stacja sejsmologiczna, monitorująca czynny wulkan Tungurahua.  Huśtawka mieści się na skraju przepaści, nie jest niczym zabezpieczona i nie oferuje huśtającym żadnych zabezpieczeń. Miłośnicy pięknej przyrody mogą podziwiać wysokie wodospady. Uwagi wart jest szczególnie jeden: El Pailón del Diablo, który ma ok. 80 metrów wysokości. Żeby do niego dojść,  trzeba się troszkę poprzeciskać przez skały. Aby poczuć skok adrenaliny, można odbyć zjazd na linie z jednej strony doliny na drugą i z tej perspektywy oglądać wspaniałe widoki. Wielką przyjemnością była jazda rowerem w dół po asfalcie, w czasie której za każdym zakrętem pojawiały się nowe wodospady. Baños to również ojczyzna cukierków ciągutek wyrabianych z trzciny cukrowej – na każdym kroku w centrum miasteczka można spotkać kramy ze słodyczami.

Podróżnik zawitał także do Otavalo, które jest niewielkim miastem położonym w północnej części Ekwadoru. Z czego słynie najbardziej? Co sobotę w Otavalo odbywa się, podobno największy w Ameryce Południowej, targ handlowy rękodzieła i oryginalnych wyrobów indiańskich. Na stoiskach z odzieżą trudno oderwać wzrok od bajecznie kolorowych swetrów, pasiastych poncz, szali, chust, toreb.  Można tu spotkać tradycyjnie ubranych Indian w ich codziennych strojach, a nie odświętnych, cepeliowych. Prawdziwy raj dla oczu stanowi druga część targowiska z owocami i warzywami. Kiście dojrzałych bananów, pomarańcze, mandarynki, dorodne ananasy, papaje, awokado i mnóstwo innych owoców wprost kuszą, aby po nie sięgnąć.

Wreszcie ostatnie miejsce, które Robert Gondek odwiedził w Ekwadorze, to Mindo. Ponoć tu jest  najbogatsza na świecie różnorodność ptactwa w regionie. Ale jeden ptak stanowił ten najbardziej pożądany obiekt, który podróżnik zamierzał sfotografować. To rupicola czyli skaligurek o jaskrawo pomarańczowym upierzeniu. Cel został osiągnięty. Poza tym można tu spotkać wiele kolibrów i motyli.

Do Ekwadoru należą  Wyspy Żółwie – archipelag położony ok. 1000 km na zachód od wybrzeża Ameryki Południowej, który składa się z 13 wysp  o powierzchni pomiędzy 14 a 4588 km², 6 mniejszych oraz ponad 100 wysepek i skał. Tylko 4 wyspy są zamieszkałe. Największą z nich jest Isabela. Zwiedzanie jednak zaczęło się od Santa Cruz. Tu znajduje się Centrum Darwina, którego główną rolą jest odbudowa populacji żółwi słoniowych – jest ich 10 gatunków. Żyją ponad 100 lat, ważą ponad 400 kg, a dojrzałość płciową osiągają w wieku lat 40. Poza tym są tu inne zwierzęta, które dosłownie spotyka się na ulicach: legwany lądowe, jaszczurki. Na szerokiej piaszczystej plaży Tortuga Bay wylegują się legwany morskie. Na targu rybnym odrzuconymi resztkami pożywiają się lwy morskie, pelikany, czaple.

Piątą pod względem powierzchni jest San Cristóbal. Nazwa wyspy pochodzi od patrona marynarzy, świętego Krzysztofa. Najbardziej spektakularnym obiektem jest skała Kicker Rock wyglądająca jak 2 wieże o wysokości 140 m. Jest to doskonałe miejsce do nurkowania. Kanał między skałami o głębokości 19 m przyciąga rekiny i tropikalne ryby o jaskrawych kolorach. Można tu uprawiać snorkeling, który jest najprostszą formą aktywnej obserwacji życia podwodnego. Płetwonurkowi wystarczą maska, fajka i płetwy, aby – unosząc się na powierzchni z zanurzoną twarzą – obserwować to, co dzieje się pod nim.

Największą wyspą w archipelagu Galapagos jest Isabela nazwana tak na cześć królowej Hiszpanii, Izabeli Kastylijskiej, a na wyspie największą miejscowością i portem morskim jest Puerto Villamil. Miasto jednak nie przypomina metropolii ze względu na niską zabudowę. Położony w południowej części wyspy czynny wulkan tarczowy Sierra Negra jest miejscem wycieczek turystycznych. W miarę wspinania się następuje zmiana krajobrazu: bujna soczysta zieleń ustępuje brunatnym gołym skałom. Atrakcją na wyspie są legwany, różowe flamingi i kaktusy. Występuje tu duża kolonia fregaty wielkiej oraz liczne głuptaki niebieskonogie wyglądające jak tańczące klauny.

Czas pożegnać się z Ekwadorem. Na koniec efektowne zdjęcie zrobione z pokładu samolotu: wulkan Tungurahua w trakcie wybuchu.

Po arcyciekawej gawędzie otworzył się worek z pytaniami. Uczestnicy spotkania mogli także zakupić widokówki, zdjęcia i inne gadżety, np. T-shrty z nadrukiem.

relacja Halina Spichał
zdjęcia Aleksandra Biderman

161018_ekwadgalap-011 161018_ekwadgalap-012 161018_ekwadgalap-023 161018_ekwadgalap-023a 161018_ekwadgalap-024 161018_ekwadgalap-024a 161018_ekwadgalap-025 161018_ekwadgalap-025a 161018_ekwadgalap-025c 161018_ekwadgalap-031 161018_ekwadgalap-035 161018_ekwadgalap-038 161018_ekwadgalap-041 161018_ekwadgalap-045 161018_ekwadgalap-046 161018_ekwadgalap-052 161018_ekwadgalap-055 161018_ekwadgalap-068

Paź

12

Listonosz czy doręczyciel ?

Autor: Biderman Aleksandra

Środa, 12 października 2016 roku, to dzień kolejnego spotkania spacerowego. Godzina 9 jest niezmienna, zmienia się natomiast ilość osób przychodzących. Mimo że pogoda była kapryśna i siąpił deszcz, dzięsięcioosobową grupą wyszliśmy na spacer. Chcieliśmy aktywnie spędzić czas i podbudować kondycję. Przeszliśmy ul. Mostową, Fabryczną, Lipową, zatrzymaliśmy się przy muzeum. Tadeusz już wcześniej umówił nas na spotkanie. Zaproszeni weszliśmy do sali wystaw czasowych, obejrzeć ciekawie przygotowaną wystawę pt. „Listonosz czy doręczyciel? Z kart historii poczty na ziemiach polskich”. Była to dla nas bardzo pouczająca lekcja. Z wyłożonych ulotek, a także eksponatów pokazujących dawne dzieje, dowiedzieliśmy się o początkach Poczty Polskiej. O tym, że  król Zygmunt August nadał dworzaninowi Prosperowi Prowany przywilej kierowania pocztą na trasie Kraków – Wenecja. Było to w dniu 18 października 1558 roku, tym samym zapoczątkował działanie Poczty Polskiej. Listy przewożone były od osób prywatnych za określoną opłatą. Natomiast 25 lat później, król Stefan Batory jako pierwszy na świecie ujednolicił taryfę listową. Opłata uzależniona została od masy listu i niezależna od odległości miejsca przeznaczenia. W wyniku trzeciego rozbioru Polski w 1795 roku, Pocztę Polską wchłonęły poczty zaborców. Natomiast 16 listopada 1928 r. na mocy rozporządzenia prezydenta RP powstało Państwowe Przedsiębiorstwo „Poczta Polska, Telegraf i Telefon”. Z chwilą wybuchu II wojny światowej łączność cywilną włączono do systemu obronnego kraju. W Gostyniu czynna była również poczta polowa stacjonującej tutaj jednostki Wehrmachtu. Siedziba gostyńskiej poczty w latach 1939-1945 mieściła się przy ówczesnej ulicy Leszczyńskiej. Za pomocą listów, znaczków, reprodukcji zdjęć, mogliśmy poznać, jak wyglądała w tamtych latach. Przemieszczając się po sali wystaw, widzieliśmy telefony, dalekopis, lak do zabezpieczania przesyłek wartościowych, plombownice, stemple i datowniki pocztowe, maszyny do pisania, skrzynki pocztowe, mundur i rower listonosza. Dzięki panom wystawcom i organizatorom, Kołu Polskiego Związku Filatelistów oraz Muzeum w Gostyniu, mogliśmy poznać tyle interesujących rzeczy. W drodze powrotnej szliśmy ulicą Helsztyńskiego, dalej Powstańców Wielkopolskich, do restauracji U Franka. Do mile podanej kawy, Ania wyjęła z plecaka upieczone przez siebie bezy, Lucyna rożek z czekoladkami, można było też zjeść ekologiczne gruszki z ogrodu Marii. Rozmowa integracyjna toczyła się o sposobach na udane wypieki i o filmach, na których byliśmy w ostatnim czasie. Na koniec nasz poeta zadedykował nam żartobliwy wiersz z dziecięcych lat. Zbliżyła się pora obiadowa więc rozeszliśmy się do domu.

tekst Maria Ratajczak
zdjęcia Aleksandra Biderman i Maria Wujek

161012_spacer-001 161012_spacer-003 161012_spacer-005 161012_spacer-008 161012_spacer-009 161012_spacer-011 161012_spacer-012 161012_spacer-013 161012_spacer-017