Gostyński Uniwersytet III Wieku

Archiwum z miesiąca: Czerwiec, 2017.

301 Moved Permanently

301 Moved Permanently


nginx

Cze

30

Wczasowo w Darłówku (21-30 czerwca)

Autor: Biderman Aleksandra

Docelowy cel podróży – Darłówko nad polskim morzem. To już czwarte nasze wspólne spędzanie części wakacji. Jedziemy z panem Sławkiem. Tym razem 43 osoby zapragnęły odwiedzić nadmorskie miejscowości, rozkoszować się tamtejszym klimatem, spacerować po piaszczystych plażach. Ale póki co…

Zatrzymujemy się w Szczecinku, historycznym mieście położonym na Pomorzu Zachodnim. Jesteśmy umówieni z przewodnikiem, emerytowanym wojskowym, z urodzenia śremianinem, panem Bogdanem Bereszyńskim. Przez godzinę, bo na tyle byliśmy umówieni, pan Bogdan stara się nam pokazać swoje miasto usytuowane na przesmyku pomiędzy jeziorami Wielimie, Trzesiecko i Wilczkowo, połączonych rzeką Nidzicą. Szczecinek ma w herbie książęcego gryfa na złotym polu oraz srebrna rybę, prawdopodobnie jesiotra, już w średniowieczu osobliwość tutejszych jezior.

Idziemy wzdłuż jeziora Trzesiecko, wieje silny wiatr, wokół pełno zieleni. Na jeziorze znajduje się największy w Europie wyciąg do nart wodnych długości 1100 metrów. Po jeziorze pływają kaczki, na metalowym mostku pozawieszane są kłódki. Spacerujemy po pięknym zabytkowym parku miejskim zrewitalizowanym w 2012 roku. Po jeziorze pływa tramwaj wodny oraz statki BAYERN i KSIĘŻNA JADWIGA. Robimy mały spacer pięknymi, czystymi ulicami Szczecinka, zatrzymujemy się przy pomniku Adama Giedrysa, krawca i astronoma. Przechodzimy obok wieży kościelnej św. Mikołaja, rozglądamy się ciekawie po kolorowych kamieniczkach starego miasta. Zatrzymujemy się chwilę na rynku, gdzie króluje wysoki ratusz z czerwonej cegły. W uliczce na wprost ma swoją piekarnię pan Radoła, cukiernik z Gostynia. Mijamy pomnik Piłsudskiego, wstępujemy do kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W nim znajdujemy elementy wystroju starego, nieistniejącego już kościoła św. Mikołaja. Co chwilę pan Bereszyński zabawia nas kawałami, sprawdza naszą pamięć i godzina, z której zrobiło się ciut więcej, mija. Dziękuję przewodnikowi, który żałuje, że niestety mógł być z nami tak krótko i wszystkiego nie mógł nam pokazać.

Następny przystanek to Darłówko. Właściciel pensjonatu Siódemka wychodzi nam na przeciw i kieruje autobus do celu. Po rozlokowaniu się w pokojach mamy czas dla siebie. Czas nas nie goni, nie musimy być na określoną godzinę na posiłkach, jedzenie mamy we własnym zakresie. Tak wolimy. Mamy z naszego pensjonatu bardzo blisko i do morza, i do miasta, i do zwodzonego mostu nad rzeką Wieprzą. Również blisko do siłowni zewnętrznej, na której niemal codziennie szlifujemy naszą formę. W odległości 100 metrów od nas znajdują się cztery stołówki, gdzie można zamówić sobie obiady.

Pierwsze kroki kierujemy nad morze. Jest bardzo wietrznie i dość chłodno, nie zniechęca to jednak nas do spaceru po molo. W cieplejsze dni mocząc stopy w morskiej wodzie pokonujemy kilometry plaży podziwiając morze, mewy i łabędzie. Przy nadbrzeżu obserwujemy rybaków, którzy przygotowują złowione ryby do sprzedaży. Można je kupić świeże, ale i wędzone. Z okazji Dnia Morza w niedzielę uczestniczymy we mszy świętej, którą kapłan odprawia z pokładu kutra Pilot 9. Wierni stoją przy pomniku Tym, co nie wrócili z morza. Po mszy świętej oglądamy paradę kutrów wędkarskich, statków wycieczkowych i łodzi rybackich. Potem jeszcze odbywały się koncerty gwiazd, już w hotelu Apollo, ze względu na opady deszczu. Osoby, które tam od nas były, wróciły zachwycone. Na deptaku trafiliśmy na chłopaków, którzy potrafili nieźle się wyginać. Było na co popatrzeć.

Księżna Zofia to tramwaj wodny, który zawiózł nad do Darłowa, miasta, które istniało już w XI wieku. Powrót i zwiedzanie historycznego miasta organizujemy sobie w grupach. Darłowo zachowało unikatowy, średniowieczny układ urbanistyczny z rynkiem pośrodku. Gród otoczony był murami z basztami i bramami. Na tle jedynej istniejącej bramy, Bramy Wysokiej, robimy pamiątkowe zdjęcie. Z daleka widoczny jest Zamek Książąt Pomorskich, ale do niego wejdziemy w drodze powrotnej. Docieramy do kościoła św. Gertrudy, pobudowanego na planie sześcioboku z dwunastobocznym obejściem. Całość nakryta jest dachem namiotowym z iglicą. Jet to przykład skandynawskiego gotyku, jedyny w Polsce. Okna kościoła są podobne do bulajów dawnych statków. Na rynku stoi barokowy ratusz przebudowany w 1725 r, przed ratuszem stoi fontanna z 1919 r. z posągiem rybaka. Niektórzy wracają do Darłówka busem, inni pieszo (to zaledwie dwa kilometry).

Następny dzień – pełne słonce. Spacerujemy nad morzem, opalamy się, jedna z naszych koleżanek pomaga dziewczynkom zrobić wspaniały tort z piasku. Wieczorem ciepło ubrane wybieramy się na zachód słońca. Kiedy już słońce ma zagłębić się w morzu nadchodzą chmury i pełnego zachodu, niestety, nie udało się zobaczyć. Koleżankom, które wybrały się na wschód słońca też się nie powiodło.

Obok siłowni zewnętrznej panowie stawiają „Dom do góry nogami”. Jesteśmy jednymi z pierwszych klientów. Przeżycie fajne, testowaliśmy nasze poczucie humoru oraz utrzymanie się na nogach w ekstremalnych warunkach. Pogoda dalej nas rozpieszcza, chodząc wzdłuż Wieprzy przyglądamy się wycieczkowym statkom o nazwach „Król Eryk I”, oraz Unikus”. Codziennie jesteśmy w innym miejscu na obiedzie, na innych rybkach. Dwa wieczory przeznaczyliśmy na spotkanie się. Śpiewaliśmy (pod przewodnictwem Adeli oraz Oli N.), opowiadaliśmy kawały, czytałam gwarowe wiersze „wuja Czecha”. Każdy otrzymał czekoladę oraz mógł częstować się do woli ciasteczkami.

Niestety, skończyło się wczasowanie. Zjawił się pan Sławek. Zapakowaliśmy walizki do autobusu. Pożegnałam się z właścicielem Siódemki, który zapraszał nas do ponownego odwiedzenia jego ośrodka. Jedziemy do Darłowa. Zamek Książąt Pomorskich otwiera dla nas bramy. Jest to jedyny w Polsce nadmorski gotycki zamek na planie zbliżonym do kwadratu z wieżą wysokości 24 metrów, którego budowę rozpoczęto w 1352 roku za panowania Bogusława V. Dostajemy za przewodnika pana Karola, który zapoznaje nas z dziejami zamku oraz jego właścicielami. Na dziedzińcu zamkowym króluje rzeźba księcia Eryka Pomorskiego, który w połowie XV wieku zamek przebudował.  Zwiedzamy poszczególne sale, salę rycerską, salę przyjęć, sypialnię książęcą, dowiadujemy się historii książąt, poznajemy anegdoty z ich życia, dowiadujemy się o sposobach ogrzewania pomieszczeń. W XVIII i XIX wieku znajdowały się tutaj magazyny i więzienie, od 1930 roku muzeum. Zwiedzamy jeszcze wystawę czasową, w której przedstawione są metody postępowania z kobietami oskarżonymi o czary. Takich procesów o czary było na ziemi sławieńskiej około 30. Badał je założyciel muzeum w Darłowie Karl Rosenow. Było tam łoże Prokrustowe, wędzidło sekutnicy, cela czarownicy, kołyska Judasza, żelazna dziewica, krzesło czarownic, łamanie na kole oraz wiele innych sposobów na przyznanie się kobiet do kontaktu z diabłem.

Opuszczamy klimaty nadmorskie. Za Szczecinkiem, w miejscowości Podgaje, gdzie 10 dni temu zatrzymaliśmy się na kawę, jemy obiad: schabowy, surówka, frytki, do tego kawa i ciasto. Każdy z uczestników otrzymuje ponadto dwa słodkie batony oraz wspólne zdjęcie z napisem Darłówko. I to by było na tyle. Wspomnienia pozostaną, pytania o wczasy w przyszłym roku też się pojawiły. Czy będą?

tekst: Aleksandra Biderman
zdjęcia: Aleksandra Biderman, Anna Krystkowiak, Maria Skrzypczak

 

 

 

 

Cze

14

Z górki na pazurki

Autor: Biderman Aleksandra

Dawno nie byliśmy w lesie. A pogoda dzisiaj zachęca do spaceru. Nasz rodzynek „wymigał” się chorą nóżką, musimy same maszerować po zdrowie.
14 czerwca to nasz ostatni spacer w tym półroczu. Lipiec dajemy sobie wolne i od sierpnia znów ruszamy z nowymi siłami zdobywać góry, lasy, nowe drogi, poznawać najbliższą okolicę. Do tego czasu nasz przewodnik już na pewno będzie w pełni sił.

Prowadzi Maria. Ruszamy ulicą Starogostyńską koło największego zakładu w Gostyniu, Huty Szkła. Później wspinamy się pod górkę. Dochodzimy do ulicy Tuwima, mijamy Zakład Unasieniania Zwierząt i POM Metal (dawny Państwowy Ośrodek Maszynowy). I tutaj wchodzimy na ścieżkę otoczoną gęstymi krzewami. Koło starego toru kolejowego wielkie baldachy kwitnącego czarnego bzu kuszą Anię, która z tych kwiatków robi soki. Koleżanki pomagają jej zrywać te pachnące, białe kwiaty. Jesteśmy w lesie. Schodzimy po niewielkim pochyłym terenie na drogę prowadzącą do Starego Gostynia. Wchodzimy dalej w głąb lasu. Mamy dużo czasu, odbijamy więc na Babią Górę. Powoli, ostrożnie schodzimy w dół, niektórzy po piasku, inni tam, gdzie wystające korzenie tworzą schodki. Niestety, Jadwiga zapomniała patrzeć pod nogi i miała wywrotkę. Na szczęście nic jej się nie stało, pomagam jej bezpiecznie pokonać zejście.

Cudownie pachnie drzewo pocięte w bele i ułożone w pryzmy. Chciwie wciągamy ten zapach i aby go utrwalić (chociaż na zdjęciu) ustawiamy się do fotografii. Piękny, zielony kolor wnętrza lasu utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, potem las zmieni barwy. Chłoniemy te kolory, znajdujemy pierwsze podgrzybki, przez chwilę zatrzymujemy wzrok na przewróconym drzewie, które niejako zaburza całe jego piękno.

Spacer kończymy „U Franka”. Kawa i herbatka, jakieś ciasteczko. Na liczniku Haliny jest 9 i pół kilometra. Wspominamy wczorajsze zakończenie roku w Starym Gostyniu, czytamy z Haliną kilka wierszy w gwarze poznańskiej z tomiku Marka Szymańskiego „W antrejce na ryczce”, takie jak: „Murzynek Bambo”, „Lokomotywa”, „Pón Hilary”. Jest wesoło. Następne spotkanie – 9 sierpnia.

Tekst Aleksandra Biderman
Zdjęcia Aleksandra Biderman, Halina Spichał

170614_Z g+-rki (4) 170614_Z g+-rki (6) 170614_Z g+-rki (7) 170614_Z g+-rki (17) 170614_Z g+-rki (18) 170614_Z g+-rki (22)

Cze

13

Zakończenie roku akademickiego 2016/2017

Autor: Biderman Aleksandra

W myśl słów Platona „Kto usilnie chce każdej zakosztować nauki, z radością idzie się uczyć i nigdy nie ma dość”…. a 13 czerwca 2017 roku przejdzie do historii uniwersytetów w Gostyniu, Krobi i Pępowie. Było to bowiem pierwsze wspólne pożegnanie mijającego roku akademickiego. Impreza odbyła się w Krainie Orła Białego w Starym Gostyniu w ogromnym namiocie mieszczącym ponad 200 osób. Nim zaczęła się część oficjalna, zebrani usłyszeli grę na dudach i skrzypcach w wykonaniu trojga członków zespołu biskupiańskiego z Domachowa i okolic. Następnie prezesi uniwersytetów: gostyńskiego – Zbigniew Kosiński, krobskiego – Domicela Skrzypalik oraz pępowskiego – Dorota Hudzińska powitali serdecznie wszystkich zebranych ze szczególnym uwzględnieniem zaproszonych osób, m. in. senatora Mariana Poślednika, w zastępstwie starosty gostyńskiego – panią inspektor Joannę Jakubiak z Biura Promocji i Rozwoju Powiatu, w zastępstwie burmistrza Gostynia – panią Naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych, panią Aldonę Grześkowiak-Węglarz, Przewodniczącego Rady Miejskiej, pana Mirosława Żywickiego, nowego dyrektora Biblioteki Publicznej, pana Przemysława Pawlaka, przedstawiciela Komendy Powiatowej Policji – starszego aspiranta Przemysława Gajdę, dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – pana Mirosława Sobkowiaka oraz panią Martę Machowską z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kiedy Domicela Skrzypalik oznajmiła, iż rok akademicki 2016/2017 uważa za zamknięty, na scenę wkroczyła pani Agnieszka Wujek, dyrektor Gminnego Centrum Kultury i Rekreacji im. Jana z Domachowa Bzdęgi w Krobi. Opowiedziała pokrótce jak doszło do dzisiejszego spotkania ph. „Taneczno – gwarowo – kulinarna wyprawa na biskupiznę”. Po niej pani mgr Marta Machowska wygłosiła nam bardzo interesujący wykład pt. „Strój wspaniały i muzyka, tańce, przyśpiewki i wiwat” – czyli o materialnym i niematerialnym dziedzictwie kulturowym biskupizny.

O rany, wiara, co to sie potym działo. Wylazły na środyszek dwie takie gryfne mele i zaczły godać po naszymu. Ta jedna, Glapioczka Mania, to nic, ino o tych reklamach wew telewizji, jakie to óne dobre, na wszystko pómogum: na kałundek, na kielochy, na boluncum gjyre i na churchlanie. Ale, zaś na kóńcu powiado, że nojlepsze jest to, co babusia num daje: glinkowy łocet na spuchnięta kalafę, flasterki cebuli na sznupe, czarcie żebro na wszystko, nalywki na kałund, pomogły,  i nie trzeba było lotać po doktorach. Ta drugo to num mówiuła „tatowe wspominki”, i jeszczyk roz, ta Mania, ostrzegała nos „gzuby, słuchejcie mamy”. Chichrali się ciyngiym wszyscy. Fajnie buło. A zaś poszli my na kawe i placek zez drzuzgawkami i glancym, a co niektóre szczuny, mele tyż, to spucli wuchte sznytek zez smaloszkiem ze szkrzyczkami i ogórasem. A do tegó jeszczyk obkład se zrobili z kiełby z marjankóm, chabasu, lebery i co tam jeszczyk nojdli. Wszystko buło łokropnie dobre. Nabómbali sie dokładnie. Żdżarty gatunek…

Po przerwie przygrochlała się na scyne wuchta noszych studyntów i zaczli śpiywać. Óni nazywajum się „Melodia” i jest ich oż 34. Dzisiej tyle ich nie buło, bo niektóre pojechali na wakacje. Jak darli te kalafy to my im jeszczyk pomagali. Ganc fajno śpiywali, podobało się num. „Płyną statki do Malagi”, „Ciernista róża”, „Nie mów, że wszystko skończone” – to ino niektóre z tych piosynek.

Potym wlazło śtyrech szczunów i trzy mele ubranych na biskupión. Jedyn groł na dudach, a dwa z nich rzympolili na gajgach. I śpiywali num takie śmiyszne kawołki. Tańcowali wiwata, taki specjalny, biskupowy taniec. A zaś, to porwali do tańczynia naszych i wywijali, oż fyrały im spódniki, a my się chichrali ile wlezie. Krycha piyrszo się wyrwała do tańczynio, za nium Dana, Heniu i jeszczyk poru. Skatajuny nikt nie buł, wszystko się trzymało na gjyrach. I buły te tańce jeszczyk długo, tak się wiarze podobało.

Taka to była impreza biskupiańska w Starej Krobi. Kto zgłodniał, mógł zjeść jeszcze kiełbasę, bigos, żurek, surówki, było tego mnóstwo. Muszę dodać jeszcze słówko o dziewczętach, które uraczyły nas opowiadaniami gwarowymi. Otóż, należą one do Grupy Teatralnej „Na Fali”, która powstała w 2002 roku przy bibliotece szkolnej ZSPiG w Krobi z inicjatywy Magdaleny Andrzejewskiej. Ona też sama pisze wszystkie teksty.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania  tego wydarzenia oraz tym, którzy swoim zaangażowaniem i uczestnictwem uświetnili tę wspaniałą imprezę.

Jo tyż tam bułam, zdjyńcia zrobiułam i ździebko wum opisałam co sie działo.
Aleksandra Biderman

170613_zako+äczenie (6) 170613_zako+äczenie (7) 170613_zako+äczenie (8) 170613_zako+äczenie (11) 170613_zako+äczenie (12) 170613_zako+äczenie (14) 170613_zako+äczenie (17) 170613_zako+äczenie (18) 170613_zako+äczenie (19) 170613_zako+äczenie (30) 170613_zako+äczenie (34) 170613_zako+äczenie (36)