260425_Byliśmy razem przez osiem godzin, jestem przekonany, że było nam razem z sobą dobrze. Spędziliśmy wspólnie jako studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku sobotę w Jutrosinie. Nie ukrywam, że osobiście czuję sentyment do małych miejscowości i dla zamieszkujących je społeczności. Tym razem powodem wyjazdu była chęć zobaczenia pola tulipanów w ramach wydarzenia ,,Zerwij swój bukiet III-tulipany”. Organizatorem wydarzenia była firma ,,W. Legutko Przedsiębiorstwo Hodowlano-Nasienne”. Autobus zatrzymuje się niedaleko miejsca, gdzie samemu można wykopać kwiat razem z cebulką Zanim dojdziemy na pole tulipanów mijają nas dziesiątki ludzi, którzy niosą naręcza kwiatów. Na potrzeby odwiedzających przygotowano pole z wysadzonymi 130 000 cebul tulipanów przeplatanych gdzieniegdzie narcyzami. Na polu setki ludzi, wśród nich my z łopatkami w ręku po wykopaniu dziesiątek cebul stajemy w ponad 150 kolejce, aby uregulować należność. Osoby, które już to zrobiły zamawiają sobie ciasto i kawę, albo idą na zakupy nasion, innych roślin ogrodowych lub pamiątek i wyrobów rzemieślniczych. Po dwóch godzinach spędzonych na pikniku ogrodniczym udajemy się przed kościół pw. św. Elżbiety. Przed kościołem czeka na nas i wita nas bardzo serdecznie pan Ireneusz Mikołajski prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Jutrosińskiej. Pan Ireneusz to osobowość, pasjonat, regionalista, gospodarz małego muzeum pełnego pamiątek z przeszłości miasta i okolic. Najpierw podziwiamy zewnętrzną bryłę neoromańskiej świątyni, której pierwowzorem jest katedra w Spirze. Wchodzimy do wnętrza, aby wysłuchać kilka szczegółów z historii tego miejsca. Jedna z uczestniczek naszej wycieczki mówi po wejściu do wnętrza kościoła, oszołomiona wystrojem-mówi czuję się jakbym była w Maroku. Inicjatorem budowy był proboszcz ks. Herman Ridl (1871-1902). Materialnie wsparli budowę, każdy wg swoich możliwości materialnych mieszkańcy i książę Zdzisław Czartoryski (1859-1909). Cz.1 To on kazał zaprojektować kościół Tomaszowi Pajzderskiemu. Do wystroju świątyni zaprosił Józefa Mehoffera, który wykonał witraże. niezwykłą polichromię opartą o wzory malarstwa bizantyjskiego. wnętrza wykonał Antoni Procajłowicz. Malarskie dzieło z 1902 roku ,,Św. Izydor Oracz” namalował Juliusz Fałat. Wychodzimy z świątyni, aby przejść do zewnętrznych drzwi, które prowadzą do podziemi tam możemy zobaczyć trumny z pochówkami rodziny Czartoryskich z wyeksponowanym w tumbie pochówkiem księcia. Po wyjściu z podziemi, zostajemy zaproszeni na spacer po mieście.

Zatrzymujemy się na odnowionym Rynku chwila rozmowy na temat dawnego Jutrosina pan Ireneusz pokazuje nam, gdzie mieściły się dawne hotele. podobno w jednym z nich mieszkał Juliusz Słowacki. Spacerujemy dalej dochodzimy do poczty tam w wejściu do urzędu znajduje się najstarsza czynna pocztowa skrzynka na listy. Dochodzimy do muzeum, miejscu pamięci o dawnych mieszkańcach. W gablotach aktualnie jest wystawa dawnych zdjęć pań. Możemy zobaczyć narzędzia instrumenty kachle z dawnej fabryki, ale też bardziej współczesne np. bombki z zlikwidowanej fabryki. Dla mnie najciekawszym eksponatem jest dawny żeliwny słup graniczny ma ponad dwa metry i z braku miejsca trudno jest zrobić jego zdjęcie. Pogoda nam dopisuje jest słonecznie i spacerkiem idziemy do kościoła cmentarnego.  Wchodzimy do wnętrza szachulcowej budowli na planie krzyża wybudowanej w 1777 roku. Przed nami ołtarz główny datowany na 1730 rok z XV krucyfiksem. Nad nami deskowane kolebkowe sklepienie w błękitnym kolorze z wizerunkami czterech ewangelistów. Obchodzimy kościół dookoła, oglądamy nagrobki ludzi, którzy naznaczyli swoją obecność w społeczeństwie. Oglądamy, głaz który jest miejscem pamięci, ale też mamy możliwość zobaczenia grobowca z dwunastoma zachowanymi pochówkami. Żegnamy się z panem Ireneuszem dziękując mu za poświęcony mam czas za przekazane informacje tym bardziej ze spotkanie było całkowicie bezinteresowne a my nie ponieśliśmy z tego tytułu żadnych kosztów. Panie Irku po trzykroć dziękujemy. Niestety nasz przewodnik z grupą wycieczkową z Odolanowa udaje się do Starego Sielca. My natomiast idziemy do    prywatnego parku rodziny Sierpowskich na grilla. Wchodzimy, na teren parku wszyscy zaskoczeni zagospodarowaniem przestrzeni. Pan Sierpowski zajmował się wcześniej kamieniarstwem i przy okazji gromadził różne kamienne eksponaty, możemy oglądać kamienie z całego świata. Niektóre kamienie zostały obrobione na kamienne rzeźby na innych wykuto słowne sentencje. A wszystko wokół trzech stawów. Na jednym z nich pływa dzika kaczka z dwunastoma małymi kaczątkami. Co nieco zmęczeni siadamy przy stołach i robimy sobie kawę z ciastem, w tym czasie roznosi się zapach z pieczonych kiełbasek. I to już finał naszego spotkania dziękujemy pani Basi za udostępnioną przestrzeń na piknik. Pełni wrażeń zadowoleni wracamy do Gostynia