Maj

22

Spacer z przeszkodami

Autor: Biderman Aleksandra

Dziś, 22 maja 2019 r., na miejscu zbiórki stawiło się 10 osób. Jest ciepło, aczkolwiek ponuro, a z góry raz po raz coś polatuje. Dla nas, doświadczonych piechurów, to małe piwo. Parasole mamy, ale nie wszyscy nawet je otwierają.

Tadeusz zaproponował spacer ulicą Nad Kanią do miejsca gdzie zaczynają się prace nad obwodnicą Gostynia. Podziwiamy pięknie urządzone przydomowe ogródki, omawiamy wydarzenia ostatnich dni.

Dochodzimy do działek kolejowych. Aby wybudować obwodnicę, która będzie przedłużeniem ulicy Europejskiej miasto musiało od ludzi wykupić część działek. Teraz, jak okiem sięgnąć, w tym miejscu aż po sam horyzont widoczny jest pas żółtej ziemi, miejsce przyszłej drogi. Za granicą działek kolejowych odczytujemy tablicę: ulica Krańcowa. Chwila zastanowienia i ruszamy w nieznane. Mamy nadzieję wyjść na drogę wiodącą do klasztoru. Pod stopami mamy najpierw żwir, potem koleiny wyżłobione przez sprzęt rolniczy, a potem to już nie ma jak dalej iść. Trawa sięga kolan. Gdyby było sucho to można by próbować przejść. Niestety, mokre trawy zniechęcają nas do dalszej drogi. Zawracamy. Oglądamy polne kwiaty: modraki, maki, puchate dmuchawce, kwitnące na żółto jaskółcze ziele. Mijamy krzewy mirabelek, duże drzewa z małymi gruszkami, u nas nazywanymi leżołkami, w innych rejonach kraju ulęgałkami oraz kilka drzew orzecha włoskiego.

Znowu wchodzimy w ulicę Nad Kanią.

Zmieniamy plany. Chcemy dostać się na ulicę Poznańską. Za dwoma jednakowymi, nowymi domami jest dróżka. Idziemy pomiędzy łąką a polem obsianym żytem. Dróżka się kończy, ale kawałek w prawo jest most. Brodząc w trawie pokonujemy ten odcinek i wchodzimy na most. Stąd już tylko kawałek do Poznańskiej. Trawa jest mokra, do połowy łydek i my jesteśmy mokrzy. I tu czeka nas … niespodzianka. Nie ma jak wydostać się z tej łąki. Domy właścicieli ogrodzone prowizorycznymi płotami bronią dostępu do ulicy. Maria N. jako pierwsza toruje drogę do nowobudowanego domu. Daje znaki, że możemy iść za nią. Jeden z panów pozwala nam przejść przez swój teren. Uff, jesteśmy na Poznańskiej. Od 11.00 czynny jest „Czarny piec”, restauracja, do której udajemy się na kawę i deserek. Jest miło, wesoło, trochę się wysuszyliśmy, ubyło nam ponad 500 kalorii, przeszliśmy 8 i pół kilometra oraz 13.000 kroków.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Komentowanie wyłączone.

-->