Na dynie…rowerami
20 sierpnia pod fontanną cztery rowerzystki. W nocy padało, a i teraz sytuacja jest niepewna, postanowiłyśmy zrobić sobie niedaleką wycieczkę i zobaczyć dyniowe pole. Kiedyś już tam byłyśmy ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie by zobaczyć to jeszcze raz.
Jedziemy przez Brzezie i tuż przy drodze zauważamy pierwszego witacza dożynkowego. Witacze to ozdobne figury ze słomy lub kwiatów ustawianych przez mieszkańców na wiejskich drogach z okazji dożynek. Ich zadaniem jest powitanie przyjezdnych oraz pełnienie funkcji wizytówki i promocji danej miejscowości. Na witaczu w Brzeziu był napis: „Po co nam Hawaje, na dożynkach w Brzeziu zostaję”.
Skręcamy na Czachorowo, mijamy Sikorzyn i dojeżdżamy do Pijanowic. To właśnie tam jest dyniowe pole. Może jesteśmy trochę za wcześnie, dynie jeszcze nie urosły do swoich rozmiarów, ale doskonale odróżniają się od zieleni liści. Odbijamy z powrotem, przy drodze na Sikorzyn drugi witacz: dwie wypasione kury a między nimi napis: „A my mamy na wsi kury i dożynki z grubej rury”.
Wjeżdżamy nową drogą w strefę gospodarczą Czachorowa. Pięknie wykonana droga służy zarówno ludziom dojeżdżającym do pracy w tej części miasta jak i tirom przewożącym ładunki. Mijamy zakłady pracy, magazyny i wyjeżdżamy na ulicę Wrocławską. No i teraz czas na kawę. Stajemy przy niewielkim, uroczym ogródku i w kiosku Imbis zamawiamy sobie kawę i frytki. Zarówno kawa jak
i frytki to bardzo smaczne, duże porcje i pewnie nie raz jeszcze tu zawitamy. W nogach 22 kilometry, pogoda się utrzymała, zrobiło się cieplutko.
tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman









