Lut

13

Jakość wody wodociągowej w Gostyniu

Autor: Zbigniew Kosiński

W dniu 13 lutego w Liceum został wygłoszony referat pod tytułem – „Jakość wody wodociągowej w Gostyniu. Czy kamień w wodzie szkodzi? Jak się go pozbyć? Wykorzystanie filtrów przydomowych i nadzbankowych do poprawy jakości wody”.
W referacie zostały zaprezentowane zagadnienia z zakresu jakości wody wodociągowej i butelkowanej. Autor omówił zagadnienia związane z twardością, czyli popularnym kamieniem, zwracając uwagę na jego gospodarczy i zdrowotny charakter. Przedstawił zasady doboru i eksploatacji filtrów przydomowych, a także nadzbankowych. Przedstawione zostały zagadnienia związane z jakością wody, które każdy powinien znać, a które wpływają bezpośrednio na jej zdrowotne właściwości.

Autor: dr inż. Łukasz Weber, gostynianin, specjalista ds. technologii uzdatniania wody, doradca i współpracownik wodociągów w całym kraju. Członek Komisji ds Bezpieczeństwa Zdrowotnego Wody przy Głównym Inspektoracie Sanitarnym w Warszawie, w latach 2015-2017. Autor cyklu szkoleń dla pracowników przedsiębiorstw wodociągowych, wg których szkoleni są pracownicy Stacji Uzdatniania Wody w całej Polsce.

oprac. Zbigniew Kosiński

Lut

12

Wietrznie i historycznie

Autor: Biderman Aleksandra

12 lutego 2020 roku przywitał nas bardzo wietrzną i zimną pogodą. Niby na termometrach były 4 stopnie na plusie, ale odczuwalna temperatura to około 0 C. Mimo to przybyło nas dziewięcioro.

Po krótkich ustaleniach odnośnie trasy ruszamy do muzeum. Żeby nie było tak słodko i krótko idziemy ulicą Młynarską wchodząc w ulicę Górną. Tutaj już odczuwa się silne powiewy wiatru a będzie jeszcze gorzej. Wchodzimy w tzw. tunel, przejście między blokami. Tutaj dopiero wieje!!! Przechodzimy tym tunelem tam i z powrotem raz mocując się z wiatrem, drugi raz będąc przez niego popychanymi. Na trawnikach dostrzegamy nieśmiałe główki stokrotek, a nieco dalej w pełnej krasie dorodne przebiśniegi. Zaliczamy jeszcze dwa wiatrowe przejścia i wchodzimy na plac zabaw dla dzieci. Jeszcze jest pusty, ale już niedługo, kiedy wiosna pokaże na swoje prawdziwe oblicze, zaroi się od dzieciaków spragnionych ruchu po zimowych dniach. W całym parku, którego część stanowi plac zabaw, rośnie mnóstwo drzew i krzewów przeróżnych odmian. Największe zdumienie budzi świerk, który jest… „jakiś dziwny”. Jest to świerk wężowy, którego wysokość dochodzić może do 20 metrów. Ma długie, luźne pędy pokryte sztywnymi igłami. Robimy sobie pod tym nieco dziwnym drzewem wspólne zdjęcie.

Idziemy dalej. Mijamy Prywatkę, lokal, który obecnie jest wynajmowany tylko na imprezy. Schodząc w dół po schodach w kierunku ulicy Taczaka spoglądamy na panoramę  Gostynia z trzema wieżami kościołów. Ulicą Taczaka, pierwszego dowódcy Powstania Wielkopolskiego, dochodzimy do kościoła św. Ducha. Przechodzimy na drugą stronę ulicy, mijamy niemal pusty już plac po Fabryce Mebli, Rynek i meldujemy się w muzeum. Na piętrze – wystawa „Wielkopolscy organicznicy. Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”.  Władze pruskie od 1875 do 1918 roku nieprzerwanie prowadziły politykę mającą na celu zgermanizowanie wszystkich dziedzin życia w swoim zaborze. W szczególności walczyli z językiem i kulturą polską, przeciwko kościołowi katolickiemu i duchowieństwu, polskim stanem posiadania w rolnictwie, handlu i rzemiośle. Najaktywniej przeciwstawiali się germanizacji Wielkopolanie wprowadzając do swojego codziennego życia zasady pracy organicznej. Kierunek ten preferował legalną obronę bytu narodu polskiego poprzez prace na polu ekonomicznym, społecznym i kulturalnym. Organicznicy m. in. przywiązywali dużą wagę do rozwoju oświaty polskiego społeczeństwa, krzewili narodowe tradycje i kulturę. Lata 30. i 40. XIX wieku jako początki pracy organicznej związane były z Wielkopolską, później objęły też pozostałe zabory. W Gostyniu działało Kasyno Gostyńskie, w Poznaniu wyróżniał się Bazar. Do najbardziej zasłużonych organiczników zaliczali się min. Gustaw Potworowski, Dezydery Chłapowski, Edward Raczyński, Tytus Działyński, Hipolit Cegielski, Karol Marcinkowski.

Po tym łyku historii przełomu dwóch wieków korzystamy jeszcze z otwartej sali historycznej na parterze. Spędzamy tam kilka minut i wychodzimy na zewnątrz. Przez chwilę padał drobny grad z deszczem. Teraz jest ładnie. Przez ciemne chmury nawet próbuje się przebić nieśmiało słoneczko.

Nasz spacer kończymy na kawce w Kameralnej. Przeszliśmy 5 i pół kilometra.

Następny spacer – 27 lutego ( w czwartek) ze względu na przypadającą dzień wcześniej Środę Popielcową

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Sty

29

Teatr miejski Leszno – Moralność pani Dulskiej…..

Autor: Zbigniew Kosiński

Jest środowe późne popołudnie, grupa studentów UTW z Gostynia wspólnie autobusem jedzie do Leszna. Tam w Teatrze Miejskim odbędzie się wystawienie sztuki na podstawie Gabrieli Zapolskiej, adaptowanej do współczesności przez reżysera Marka Prałata. W sztuce pt. ,,Moralność pani Dulskiej pół wieku później” występują jako aktorzy studenci UTW w Lesznie, przedstawienie przygotowano razem we współpracy z teatrem. Grupa gostyńska zostaje zauważona przez Prezes Zarządu leszczyńskiego UTW, która wchodzi na scenę i przed rozpoczęciem spektaklu wita studentów z Gostynia.
Należy podziwiać odwagę, zaangażowanie i chęć gry na scenie i tu mała niespodzianka w rolę pana Felicjana Dulskiego wcielił się były mieszkaniec Gostynia Stanisław Bojak, widzom podoba się kolejna rola męska Aleksandra Świrgonia jako Zbyszka Dulskiego. Dulszczyzna, wymazywanie własnych brudów, ukrywanie swoich spaw we własnej rodzinie jest tematem ciągle  aktualnym, samo przeniesienie treści sztuki pół wieku w czasie wyszło nie do końca prawdziwie Danie komórek do ręki aktorom nie rozwiązuje czasowego przesunięcia. Dziś na przykład trudno znaleźć praczkę nie wiem czy to w ogóle jest możliwe. Ale dlaczego ja się czepiam, skoro na widowni nie było ani jednego wolnego miejsca a nasi studenci wrócili do Gostynia zadowoleni z dobrze spędzonego czasu.

tekst i zdjęcia Paweł Karolczak
 

Sty

22

W Dniu Dziadka

Autor: Biderman Aleksandra

Niechaj dziadzio z babunią
tak nam długo żyją,
póki komar z muchą
morza nie wypiją.
A ty mucho i komarze
pijcie wodę powoli,
niech się dziadzio z babcią
nażyją do woli.

 

Dziś Dzień Dziadka – 23 stycznia. 2C nie wystraszyło się 10 babć i jeden dziadzio Tadeusz. Tadeusz na miejscu zbiórki w imieniu swoich wnuków złożył nam piękne wierszowane życzenia (nasze święto było wczoraj). Ruszamy dzisiaj w kierunku ulicy Starogostyńskiej, lasem koło huty, potem ulicą Leśną aż do ronda Zeidlera. Dalej przez park, obok szkoły muzycznej, ulicą Sądową, przy rondzie im. Czarnego Legionu skręcamy w prawo i udajemy się do biblioteki. Po drodze zamieniamy się często miejscami prowadząc ze sobą owocne dyskusje. Wieje dość zimny wiatr, ale my, zaprawieni w marszach przemy do przodu.

W bibliotece cieplutko. Od progu wita nas wystawa pani Krystyny Kopczyńskiej, emerytowanej nauczycielki zatytułowana „Moja pasja”. A pasją pani Krystyny jest haft krzyżykowy. Na drewnianych ramach osadzone są obrazy wykonane właśnie tym haftem. Podziwiamy wyszyte różnymi odcieniami brązu niewielkie obrazki przedstawiające miasta polskie, maczugę Herkulesa, pomnik Szopena. Wśród prac znalazły się również obrazy  Wyspiańskiego, Leonarda da Vinci, Gustawa Klimta. Są postacie kobiet, bukiety kwiatów, pejzaże. Każde  z tych małych dzieł sztuki to tygodnie, miesiące żmudnej pracy, ale pracy, która daje zadowolenie, odpoczynek, satysfakcję i przede wszystkim odstresowuje.

Po wszystkich „ochach” i „achach” idziemy na piętro, by delektować się zrobioną przez panie z czytelni kawą. A przy kawie Marylka N. zaznajamia nas z ciekawostkami dotyczącymi historii ekologii, opowiadamy kawały, delektujemy się smacznymi ciasteczkami.

Przeszliśmy 7 km mając w nogach 11 tysięcy kroków.

tekst i zdjęcia Aleksandra Biderman
 

Sty

8

Edukacji regionalnej ciąg dalszy

Autor: Biderman Aleksandra

Świynta, świynta i po świyntach,
po makoczu i prezyntach,
spadły igły z ogigloka,
rok się skończył i po ptokach.

 

Dziś 8 stycznia 2020 roku. Dziesięcioro nas na dzisiejszym spacerze. Zamierzaliśmy iść do lasu, ale podobno wstępu do lasu nie ma ze względu na ASF (afrykański pomór świń).

Siła wyższa, nic nie zrobimy. Wobec tego kierownikiem dzisiejszej wycieczki obraliśmy Marię Wujek i to ona właśnie poprowadziła nas ulicami wokół Gostynia aż do muzeum. Przyroda raczej w jesiennej szacie: szaro, ponuro, nagie drzewa, kałuże wody, brak śniegu, w Kani poziom wody wyjątkowo duży. Wystawa „Wypędzeni 1939… wyrzuceni z domu, ograbieni z mienia, więzieni w obozach, deportowani” przygotowana przez Związek Miast Polskich Instytutu Pamięci Narodowej oraz Wielkopolskie Muzeum Niepodległości zrobiła na nas ogromne wrażenie. Historia ta dotyczy kilkuset tysięcy obywateli polskich, których okradziono z mienia i pozbawiono dachu nad głową. Deportacje obywateli polskich z ziem wcielonych do Rzeszy rozpoczęły się zaraz po zakończeniu kampanii wrześniowej w 1939 roku. Niemiecka polityka deportacyjna doprowadziła do powstania obozów śmierci i zagłady Żydów. Deportacje odbywały się głównie do Generalnego Gubernatorstwa i szczególnie intensywnie prowadzone były na terenie Warthegau. Do czasu wywozu do Generalnej Guberni Polaków umieszczano w prowizorycznych punktach zbornych: halach fabrycznych, salach kinowych, klasztorach, szkołach lub obozach przejściowych. Traktowani byli brutalnie, poddawani rewizjom. Pierwszy obóz dla wysiedlonych Polaków znajdował się w Cerekwicy koło Jarocina, największym był Poznań Główna, a najwięcej ludzi przebywało w sześciu obozach w Łodzi. Nasz kolega Tadeusz opowiadał nam, że on jako kilkunastoletni chłopiec wraz z rodziną znalazł się w obozie w Łodzi. Wszystkie dokumenty i fotografie umieszczone na wielkoformatowych planszach pochodzą z archiwów niemieckich i polskich, a także z zasobów lokalnych instytucji kulturalnych oraz ze zbiorów prywatnych.

Po wyjściu z muzeum udaliśmy się do baru „U Franka”. Tam najlepiej smakuje kawa. Żeby odgonić ponure myśli przeczytałam dwa wiersze w naszej poznańskiej gwarze, takie poświąteczne, i jeden dość frywolny. Bardzo się wszystkim podobały.

Niemal 10.000 kroków i 6,5 kilometra to całkiem niezły wynik jak na spacer „wokół komina”.

opisała i zdjęcia zrobiła Aleksandra Biderman