Mar

27

Coraz bardziej zielono

Autor: Biderman Aleksandra

27 marca 2019 roku 16-to osobowa grupa mimo porannego chłodu stawiła się na zbiórce. Mamy wszak wiosnę. Przedszkolaki kilka dni temu topiły marzannę, ale widać nie wszystkie, bo zima nie odpuszcza. Rano jeszcze straszą białe dachy, na termometrze ledwie 2 stopnie. Powolutku rośnie temperatura, rośnie też nasza chęć do poruszania się. Idziemy w las. Ulicą Polną przechodzimy w ulicę Leśną, ale tylko kawałek. Schodząc ostrożnie po kilku schodkach zagłębiamy się w las. Zagłębiamy się, to może za wielkie słowa, gdyż drzewa są jeszcze gołe, na gałązkach pokazują się niewielkie zawiązki liści. Humor wszystkim dopisuje, Lucyna wspina się wysoko na powalony konar drzewa, reszta ustawia się wokół niej i pozujemy do zdjęcia. Tadeusz, jak przystało na przewodnika, pilnuje całej gromady.

Pod naszymi stopami ukazują się niewielkie kępki traw, iglaste drzewa cieszą zimotrwałą zielenią, ale i na tych liściastych jakby troszkę się zazieleniło. Stajemy… Niedaleko przed nami na leśnym dukcie stoją trzy daniele. Patrzymy na nie, one na nas. Potem zrywają się i biegną w las. Za chwilę dołącza do nich jeszcze jeden. Mały przystanek, Władka przytula się do drzewa, ja staję między dwoma wystającymi z ziemi zielonymi gałęziami. Na biedę mogłyby one uchodzić za kijki do marszu. Idziemy ciągle lasem co chwilę wymieniając się z innymi osobami. Ileż to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od innych osób… Coraz zieleńsze poszycie leśne, a pomiędzy młodą trawką zauważamy pokrzywy, kobierce fiołków i pierwsze w tym roku grzyby. Do jedzenia się one wprawdzie nie nadają, ale w ekosystemie leśnym odgrywają ważną rolę. Kawałek dalej po prawej stronie, bo przeszliśmy przez drogę, stoi rząd niebieskich uli. Po lewej – traktor wysiewa nawóz pozostawiając za sobą chmurę dymu. Z prawej strony – wysoki mur porośnięty w jednym miejscu bluszczem skrywa budynek, którego widzimy tylko fragment dachu. Zza muru słychać ujadające psy. Pięknie prezentuje się krzak pokryty zielonym nalotem.

Jesteśmy koło firmy POM Metal. Z tyłu tego zakładu bieli się nowy budynek firmy p. Giermaziaka, gdzie produkuje się kartonowe pudełka. Przechodzimy koło przedszkola „Zielona zatoka” i koło pałacu, jak nazywano budynek należący kiedyś do Dusiny, rzucamy okiem na ciągle jeszcze budujące się osiedle Pożegowo III i odbijamy w prawo. Zatrzymujemy się przy siłowni na Pożegowie. Niektórzy ćwiczą, inni korzystają z okazji i przysiadają na ławkach.

Piękny, szeroki chodnik prowadzi nas w dół ulicy. Spoglądamy na dach lodowiska, który nadwyrężyła trochę ostatnia wichura. Zamierzamy wstąpić na kawę do Podleśnej. Niestety, ta jest otwarta dopiero od 12.00. Idziemy do Twista, restauracji przy Hucie. Zamawiamy kawę i siadamy przy długim stole. Czas na mały wykład. Dzisiaj ja zabawię się w wykładowcę. Mieszkamy w Gostyniu. Gostyń to nasza mała ojczyzna. Wszystko co dzieje się tutaj powinno być nam dobrze znane. Ostatnio trafiłam w Życiu Gostynia na dwa ciekawe artykuły. Jeden dotyczył ołtarza w kaplicy św. Anny z XVII wieku w Farze. Otóż ołtarz ten jest w opłakanym stanie. Dokonano tzw. odkrywki, czyli oskrobano farbę, dokonano odwiertu i okazało się, że na wierzchu ołtarza jest trochę farby i nieco drzewa, w środku natomiast sam pył. Cała konserwacja i renowacja ołtarza zajmie około roku i będzie kosztowała 250-300 tys. zł., jak mówi właściciel firmy konserwatorskiej z Osiecznej pan Daniel Nowacki. Drugi równie ciekawy artykuł informował, że powstanie film o Józefie Zeidlerze, równym, jak uważają znawcy, Mocartowi. Reżyserii podejmie się Dagmara Spolniak – reżyserka filmów dokumentalnych, jedna z najcenniejszych polskich napoleonistek, którą fascynują postaci historyczne z XVIII i XIX wieku. W obsadzie filmu planuje umieścić osoby z gminy Gostyń i okolicznych, Wojciecha Czemplika natomiast chciałaby zaangażować w cały proces konstrukcji filmu. Będę na bieżąco śledzić losy ołtarza i filmu o Zeidlerze i informować spacerowiczów. 24 kwietnia organizuję dla spacerowiczów i cyklistów wycieczkę – niespodziankę. Już dziś przyjmuję zapisy i wpłaty w wysokości 40 zł od osoby.

Wydawałoby się, że to już koniec spaceru. Niektórzy ruszyli w stronę swoich domów, pozostali w kierunku miasta. Po przejściu torów kolejowych trafiamy na „Kwiaciarnię w piwnicy”. Na zewnątrz stoi pomalowany na biało rower z koszykiem pełnym kwiatów i dwie duże donice ozdobione sztucznymi stroikami. Schodzimy w dół po schodach. Miła pani zaprasza do środka, udziela nam informacji, a my podziwiamy: żywe kwiaty, sztuczne stroiki, wielkanocne zajączki, kurczaczki, kompozycje kwiatowe, drobne prezenty.
Dzisiejszy wynik to 8,5 km oraz 15 tysięcy kroków.

opisała i zdjęcia robiła Aleksandra Biderman
 

Mar

26

…dzieło sztuki czyli coś o stopie…

Autor: Zbigniew Kosiński

… arcydzieło inżynierii i dzieło sztuki czyli coś o stopie
26 marca 2019 r. studenci Gostyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku wzięli udział w spotkaniu z panią Natalią Marchewką – Bruscia, gostyńskim podologiem. Prelegentka na wstępie zaznaczyła, że nasze stopy są stworzone do chodzenia po miękkim podłożu. Cywilizacja spowodowała, że na co dzień poruszamy się raczej po utwardzonych szlakach, co bywa przyczyną deformacji i kłopotów ze stopami. W odpowiedzi na potrzeby naszych stóp, powstała specjalność zwana podologią. Zawód podologa wyodrębnił się z zawodu pedikiurzysty. Śledząc historię ludzkości zauważamy, że towarzyszył ludziom od dawna. W Mezopotamii odkopano protezę dużego palucha, a na dworze Marii Teresy powstał podręcznik pedologii. Dostrzegano, że stopy w życiu są bardzo ważne. Ich znaczenie podkreślał Leonardo da Vinci twierdząc, że „ludzka stopa jest arcydziełem inżynierii i dziełem sztuki”. Niestety kłopoty ze stopami dla 70% naszej populacji to problem wstydliwy. Pokonanie wstydu i wizyta w gabinecie podologa pozwolą nam poprawić komfort życia i cieszyć się sprawnością fizyczną. Jeszcze nie wszyscy wiedzą, co potrafi podolog i właśnie dlatego spotkania z takim specjalistą są bardzo potrzebne. Pani Natalia oraz jej koleżanki po fachu pomogą nam przy: wrastających paznokciach, odciskach, pękających piętach, brodawkach, grzybicach, stopie cukrzycowej i wielu innych dolegliwościach. Pani podolog  podkreślała ogromną rolę ruchu na co dzień. Pod stopami znajdują się 2 z 5 pomp krwi, które regulują krążenie w organizmie. Codzienny spacer jest najlepszy dla naszych stóp i znaczy nawet więcej niż masaż. Natomiast nie poleca się moczenia, najwyżej 10 min. Bardzo pomocne jest nakładanie kremu na stopy, na to folia i skarpetki, i najlepiej do łóżka. Ważnym składnikiem kremów jest mocznik, ale do 15%, bo więcej powoduje złuszczanie. Na koniec prezentacji pani Natalia podarowała losowo wybranej słuchaczce talon na usługę w jej gabinecie podologicznym. Wszyscy uczestnicy spotkania otrzymali też pisemną ofertę gabinetu. Słuchacze zadawali dużo pytań, jakie buty nosić, jakie kosmetyki są dobre dla stóp, co z haluksami… Pani podolog wspomniała, że przyczyną dolegliwości stóp jest nie tylko twarde podłoże, ale zmiany w organizmie w wyniku menopauzy i chorób tarczycy. Pokazała też parę ćwiczeń, które wykonywane regularnie zapewnią lepszą kondycję naszych stóp. A ponieważ zbliża się ciepło w naturze, chodźmy boso, gdzie tylko się da… najlepiej ranną rosą po trawie.
Gościnne mury gostyńskiej biblioteki opuszczaliśmy w pogodnym nastroju układając w myślach plany spacerów i codziennych ćwiczeń oraz pielęgnacji naszych „dzieł sztuki”.

tekst: B. Matczak,
fot. J. Gardyś, B. Matczak
 

 

Mar

21

Sztuka prostoty

Autor: Zbigniew Kosiński

Sztuka prostoty
21 kwietnia 2019 r. w auli LO odbyło się spotkanie studentów GUTW z panią Marią Beczkiewicz. Temat spotkania zaciekawiał. Sztuka prostoty, jak to odnieść do codzienności. Na wstępie prelegentka wyjaśniła, że prostota to uwalnianie od uprzedzeń, ograniczeń oraz obciążeń, które nas rozpraszają i stresują. Sztuka prostoty to umiejętne pozbywanie się zbędnych przedmiotów. My kobiety wiemy, że mamy czasem np. elementów ubioru dużo za dużo. W myśl sztuki prostoty zostawiamy tylko te części garderoby, które ze sobą harmonizują i można z nich zestawić piękne i użyteczne kreacje. Z resztą się żegnamy. Pamiątki przywiezione z wakacji musimy czyścić, eksponować, przechowywać. Zajmują część mieszkania, naszej przestrzeni, powodując ciasnotę. Z czasem czujemy się przytłoczeni tymi archiwaliami .Mieszkanie powinno być przestrzenne, miłe. Warto też zapoznać się ze sztuką urządzania pomieszczeń tzw. Feng Shui. Pozbądźmy się nadmiaru mebli, dywanów i zyskajmy przestrzeń. Minimalizacja sprawia, że zaoszczędzone pieniądze możemy wydać na wycieczki i odpoczynek. Ciekawy był też fragment wykładu dotyczący kolorów i ich wpływu na nasze samopoczucie, nastrój, zachowanie. Warto wiedzieć coś na ten temat. Obecnie modny jest abcykling – podniesienie wartości, selekcja np. przedmiotów, „ciuchów”. Pani Maria zachęcała obecnych do choćby małych zmian w życiu i dążenia do prostoty. Wspomniała też, że stara się postępować w myśl zasady 80/20, czyli 20% działań, a 80% zysków. Podała również literaturę, którą można poczytać, by rozszerzyć wiedzę o istocie wykładu. Na zakończenie wiceprezes Jolanta Gardyś podziękowała naszemu gościowi i wręczyła kubek z logo uniwersytetu oraz zestaw herbat firmy Kawon. Słuchacze oklaskami podziękowali pani Beczkiewicz za ciekawy wykład.

tekst: B. Kubiak, B. Matczak,
foto: B. Matczak, J. Gardyś
 

 

 

Mar

16

Nadleśnictwo Piaski …noc sów.. i ognisko(?)

Autor: Zbigniew Kosiński

Paweł Karolczak, od niedawna członek GUTW, uczestniczył, jak zwykle – aktywnie, tym razem w ogólnopolskim wydarzeniu zorganizowanym przez zarząd GUTW i Nadleśnictwo Piaski pn. „Noc sów” i na swoim profilu FB napisał:
„Czego to dziś nie było na Nocy Sów. Nie było ogniska, bo padał deszcz, ale była gorąca atmosfera. Nie było pieczenia kiełbasek, ale za to były grzane z wody. Był niesamowity pasjonat ptaków, wspaniały nauczyciel Pan Grzegorz Lorek, był jego kolega Adam Stankowski – autor albumu o ptakach, który na dobre zdjęcie potrafi czekać latami, był spacer w deszczu do lasu, sowy co prawda nie dopisały, ja spotkałem jedną, jest na zdjęciu. Poznaliśmy chłopca Antosia ze szkoły w Pudliszkach, który swoim zainteresowaniem ornitologią budził ogólny podziw. Były jeszcze imieniny prezesa UTW, kolegi Zbyszka, było jeszcze wspólne śpiewanie i czytanie poezji o sowach. Było jeszcze było… ale nie o wszystkim napiszę. Podkreślę jeszcze niezwykłe zaangażowanie, otwartość i życzliwość pracowników Nadleśnictwa w Piaskach”, za co serdecznie im dziękuje 38 studentów utw! Było więc interesująco, ekspresyjnie i smacznie.

…i jeszcze kilka słów Krysi Jankowskiej:
W dniu 16-03-2019 r. grupa studentów GUTW (38 osób) udała się do Nadleśnictwa Piaski, aby wziąć udział w organizowanej tam „Nocy Sów. Zostaliśmy serdecznie powitani przez Nadleśniczego Pana Tomasza Kwiecińskiego oraz jego zastępcę Pana Ryszarda Szymankiewicza. W Izbie Leśnej czekał też na nas bohater spotkania Pan Grzegorz Lorek – ornitolog i nauczyciel biologii. Gościem był również Pan Adam Stankiewicz lokalny miłośnik przyrody i pasjonat fotografowania ptaków oraz autor pięknej książki o ptakach „U źródeł Rowu Polskiego”. W spotkaniu uczestniczył też młody pasjonat ptaków – Antoś – uczeń szkoły w Pudliszkach, który mimo młodego wieku zadziwił nas wiedzą ornitologiczną.  Pan Grzegorz w bardzo ciekawy i wnikliwy sposób opowiedział nam i pokazał na filmie życie tajemniczych i magicznych ptaków – sów. Przy kawie i dobrym pieczywie z przyjemnością słuchało się opowieści o życiu tych ptaków, ich zwyczajach oraz śladach jakie pozostawiają w naszym środowisku.
W Polsce mamy kilkanaście gatunków sów, w tym 9 lęgowych. Sowy od wieków przedstawiane są jako symbol mądrości, jednak nierzadko są prześladowane przez człowieka, ze względu na złą sławę, jaką im przypisywano w różnych legendach. Mimo tego już  w starożytności sowę uznano jako boskiego ptaka. Dowiedzieliśmy się również, dlaczego sowy latają bezszelestnie i co sprawia, że mogą odwracać głowę o 270 stopni, podczas gdy człowiek o 180. Podczas wykładu Pan Grzegorz „puścił” w obieg eksponaty, dzięki którym mogliśmy zobaczyć budowę układu kostnego oraz dotknąć aksamitnie gładkich piór oraz wziąć do ręki tzw. ”wyplówkę”.  Dowiedzieliśmy się również, że ptaki te posiadają bardzo dobrze rozwinięte ośrodki słuchowe i wzrokowe, co w dużej mierze pomaga im w nocnym polowaniu. Królową sów jest płomykówka, zaś król to puszczyk mszany, który toleruje ludzi, ale czasem może też być niebezpieczny. Na temat sów można by mówić w nieskończoność, ale nas czekała jeszcze wycieczka do lasu. Była to wyjątkowa okazja, aby w ten wieczór zaobserwować i usłyszeć głos tych wspaniałych ptaków. Pogoda  nie była dla nas łaskawa, noc była ciemna i padał deszcz. Mimo cierpliwego oczekiwania i nawoływania głosu puszczyka nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Nie byliśmy tym zawiedzeni, bo już sama wycieczka do lasu była dla nas czymś wyjątkowym. Powróciliśmy do Izby Leśnej, aby tam zakończyć nasze spotkanie, podzielić się wrażeniami i rozwiać różne wątpliwości dotyczące życia sów – ptaków pięknych i mądrych, zdaniem ich miłośników. Mimo późnej pory jeszcze trochę czasu spędziliśmy przy wspólnym posiłku, a dla umilenia czasu koleżanki Ola, Maria i Krysia pięknie zarecytowały wiersze o sowach. Był to bardzo miły akcent tego spotkania. Posileni, wzbogaceni obszerną wiedzą o sowach i naładowani pozytywną energią udaliśmy się do swoich domów.

tekst: Paweł Karolczak, Krystyna Jankowska
zdjęcia: Jolanta Gardyś, Paweł Karolczak, Zbigniew Kosiński

Mar

13

Już prawie wiosna

Autor: Biderman Aleksandra

Przysłowie „W marcu jak w garncu” bardzo trafnie odzwierciedlało dzisiejszą pogodę. W środę, 13 marca, rano, niebo było mocno zachmurzone i padał deszcz. W czasie zbiórki, na którą przyszło jedenaście osób, przestało padać. A podczas dalszej wędrówki opromieniało nas słońce. Spotkanie było też okazją do złożenia życzeń solenizantce Krysi. Dodam, że Krysia i Maria w ostatnim czasie poszerzyły grono spacerowiczów.

Ola zaproponowała plan spaceru. Najpierw wyruszyliśmy w kierunku Cukropolu. Obok hotelu wybudowany jest dom o ciekawej architekturze. Warto go zobaczyć. Maszerowaliśmy dalej, pokonując kolejne zakręty i ulice. Spoglądając na boki, jak po zimowym uśpieniu, przyroda budzi się do życia. W przydomowych ogródkach zachwycały nas wyrastające z szarości suchych liści przebiśniegi, żółte i fioletowe krokusy, niebieskofioletowe cebulice. Widać było małe pąki na gałązkach drzew.

Widok rozkwitającej, bardzo kolorowej wiosny zobaczyliśmy w Centrum Ogrodniczym „Julita” przy ulicy Poznańskiej, gdzie zatrzymaliśmy się na dłużej. Oczy cieszyła duża ilość i różnorodność kwiatów doniczkowych, gotowych do przesadzania. Można było zakupić ciekawe krzewy ozdobne, drzewka, nasiona, nawozy. My zrobiliśmy też zakupy nasion ogrodowych, cebulek.

Dalsza droga to dla nas nowy szlak, nigdy nie uczęszczany. Od zaplecza ogrodnictwa do ulicy  Europejskiej. To polna droga wzdłuż rzeki Kani. Z jednej strony szmer płynącej wody, po drugiej rozległe pola. Świeża zielona ozimina, ale także czarne zagony, które czekają na zasiew ziaren by wydać plon. Przemieszczając się ulicą Europejską, słońce przygrzewało coraz mocniej, a wiatr popychał nas do przodu. Minęliśmy Zakład Wodociągów i Kanalizacji, podążaliśmy ulicą Nad Kanią, Fabryczną, Lipową, żeby dojść do muzeum. Tam przekonaliśmy się jak artysta potrafi widzieć i przekazać piękno otaczającego świata. Zauroczyliśmy się wystawą gobelinów pani Ewy Szostak pt. „Nitką malowane”. Świat pokazany w pracach to świat trwania – przyroda, tradycji, na który patrzy się z nostalgią i radością. „Nad wszystkim dominuje świadomość przemijania wszystkiego co jest naszym udziałem”. Niektóre nazwy gobelinów: „Korona Rzeczypospolitej”, „Starożytność i współczesność”, „Maki – pory dnia – pory życia”, „Z koniem przez wieki”. Zachwyca wielki kunszt i precyzja wykonanych prac.

Kontynuując spacer doszliśmy do biblioteki. Tam pani Halina Radoła przedstawiła nam 24 obrazy innego artysty i opowiedziała o malarzu godnym podziwu. Pan Arkadiusz Cyprian po wypadku doznał porażenia dolnych i górnych kończyn. Nie załamał się, ale odkrył w sobie pasję, zaczął malować – ustami. Podczas prac, przez cały czas pędzel trzeba przyciskać zębami. Został stypendystą Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami. Od tego czasu współpracuje z Wydawnictwem AMUN w Raciborzu. Artysta pochodzący z Kościana namalował kilkaset pięknych dzieł.

W bibliotece można też wypić najlepszą kawę w mieście. Chętnie więc skorzystaliśmy. Do tego pyszne imieninowe cukierki. Przy niej Ola przeczytała żartobliwy wiersz pt. „Wiosna to? – Wiosna to. Wiosna to Kobieta” Andrzeja Poniedzielskiego. A żarty o panach zapisane w komórkach przeczytały Ania i Marysia.

Na spacerze w czasie którego przeszliśmy 8 km, mogliśmy cieszyć się przebudzającą się przyrodą, a także tą utrwaloną w dziełach sztuki.

Tekst Maria Ratajczak
Zdjęcia Aleksandra Biderman