lipiec

14

Pyzdry, Ląd – wycieczka

Autor: Zbigniew Kosiński

…na FB Paweł Karolczak napisał:

„Za sprawą wspólnej wycieczki zorganizowanej przez Uniwersytet Trzeciego Wieku z Gostynia odwiedziłem Pyzdry. To małe nadwarciańskie miasteczko ma bogatą historię, którą poznałem zaraz po zaparkowaniu autobusu na parkingu i zobaczyłem olbrzymi mural gdzie jest wymalowana historia miasteczka. Miasto swoją lokację otrzymało w 1257 roku i było miastem królewskim. Podczas oblężenia zamku doszło do pierwszego użycia artylerii na ziemiach polskich – tak to opisuje w swoich kronikach Janko z Czarnkowa. Puszkarz Bartosz wystrzelił kamienną kulę w stronę bramy miejskiej. Zginął wtedy pleban Mikołaj. Idąc w stronę zamku idziemy po pięknie skomponowanych schodach gdzie z mozaiki ułożono płynącego węgorza po drodze mijającego odnowione domki mieszczan.”

zdjęcia Jolanta Gardyś

lipiec

1

Policja i Straż Pożarna

Autor: Zbigniew Kosiński

…w dniu 1 lipca 2021 r. spotkanie z przedstawicielami Policji i Straży Pożarnej…
zdjęcia Jolanta Gardyś

czerwiec

14

10 dni na Mierzei Helskiej

Autor: Biderman Aleksandra

14 czerwca o godz. 6.00 rano wyruszyliśmy na wakacje. Po drodze dwie przerwy na kawę i przed 14.00 byliśmy w Jastarni. To docelowe miejsce dla kierowcy Krzysia z małżonką Haliną i naszej 50-tki z Uniwersytetu. Pogoda zamówiona, ma być ciepło i słonecznie.

Mieszkamy w dwóch pensjonatach: w Nordzie 45 osób, pozostałe 7 w Patrycji, 3 domy dalej. Po zajęciu pokoi ruszyliśmy nad morze. Każdy własnym tempem, z własnym towarzystwem. Jastarnia znajduje się 13 km od Helu, 22 km od Władysławowa.  Z jednej strony otacza ją Zatoka Pucka, z drugiej Morze Bałtyckie. Nieco bliżej mamy do zatoki.

Wtorek i piątek to dni, kiedy po Jastarni od 17.00 odbywają się piesze wędrówki. Przewodnikiem jest prezes założonego przez siebie Stowarzyszenia Przyjaciół Jastarni, prozaik i publicysta, autor książek o Jastarni, Półwyspie Helskim, legend rybackich, Ryszard Struck. Wraz z nim w ciągu tych dwu dni poznajemy starą Jastarnię, miejsce, gdzie Jastarnia graniczy z Borem, stare chaty rybackie, piękny kościół gotycki, pierwszy pensjonat, port rybacki, kaplicę św. Rozalii, pomnik przyrody kasztanowiec biały posadzony w 1897 roku przez mieszkańca Jastarni-Boru Walentego Strucka. W obu tych wycieczkach uczestniczy nas około 70 osób.

W środę wybrałyśmy się na rowery. W pensjonacie Patrycja właściciel, gostynianin z pochodzenia, przygotował dla nas pojazdy. W 7 osób wybrałyśmy się urokliwym, pachnącym od dzikich róż szlakiem tuż nad zatoką do Kuźnicy. Tam po skosztowaniu pysznych lodów ruszyłyśmy do Chałup i z powrotem. Spędziłyśmy na rowerach trzy godziny pokonując 30 km.

Czwartek i poniedziałek Marylka załatwiła licencjonowanego przewodnika po Mierzei Helskiej, pana Jakuba Zaniewskiego. Jechaliśmy naszym autobusem. Na Helu czekał już na nas statek CPT MORGAN 1946. Zajęliśmy miejsca i w ciągu godziny byliśmy wilkami morskimi. W Helu bezwstydny Neptun stał się tłem do naszych zdjęć. Potem całą grupą zwiedzaliśmy Muzeum Obrony Wybrzeża utworzone w 2006 r. w obiektach największej na świecie baterii artylerii nadbrzeżnej. W dwóch obiektach zajmowanych przez muzeum na powierzchni niemal 3tys. m2 znajdują się liczne wystawy o obronie Helu w 1939 roku, o powojennych losach obrońców, o historii Marynarki Wojennej i Polskiego Wybrzeża oraz o największych armatach świata. W Juracie mieliśmy okazję przejść się długim na 350 metrów molo. Odwiedziliśmy w Swarzewie Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polskiego Morza, gdzie w ołtarzu głównym umieszczona jest figurka Matki Boskiej Patronki Rybaków z II połowy XV wieku. Byliśmy w uroczym Pucku gdzie 10 lutego 1920 roku zaślubin Polski z Morzem dokonał generał Józef Haller. Podjechaliśmy do Jastrzębiej Góry. Tam znajduje się najdalej na północ wysunięty punkt Polski. Na naszej trasie znalazło się również Władysławowo z Aleją Gwiazd Sportu i Rzymsko-Katolicką Parafią pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W obu wycieczkach uczestniczyło 70 osób (39 w pierwszej i 31 w drugiej).

Nie zabrakło też wieczornych spacerów do portu, oglądania zachodu słońca nad morzem i nie tylko, spacerów po mieście, kupowania pamiątek, smakowania specjałów regionalnych. Obiady mieliśmy serwowane na miejscu. Były smaczne i wiele osób z nich skorzystało. Spacery brzegiem morza należały do stałego repertuaru wycieczkowiczów, a co odważniejsi próbowali pływać. Przez Jastarnię przejeżdżały autobusy i pociągi. Kilka osób skorzystało z tego przywileju i odwiedziło mieszkających w pobliżu krewnych czy wyjechało po to, by pospacerować po innych miejscowościach polskiego wybrzeża.

Wieczory wiele osób spędzało przy telewizorach, gdyż odbywały się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, ale jeden z wieczorów spędziliśmy wspólnie. Była śląska kiełbaska z grilla, śpiewanie, opowiadanie kawałów. Rozeszliśmy się do siebie w doskonałych humorach.

W ostatnim dniu naszego pobytu w Jastarni 23 czerwca w wigilię św. Jana  trafiłyśmy na coroczne wydarzenie jakim jest w tym mieście Sobótka. Tradycja tego wydarzenia sięga początków wieku XIX. Organizatorami oraz głównymi bohaterami tego wydarzenia są chłopcy z rocznika poborowego, tym razem był to rocznik 2002. Co chwilę rozlegały się okrzyki: Niech żyje rocznik 2002, wybuchały petardy i świece dymne. Pięknie ustrojony koń ciągnął długi na 10m i 30 cm sosnowy pal, na końcu którego znajdowała się beczka pełna drewna nasączona środkiem łatwopalnym. Na wozie siedział Neptun ze swoją małżonką Prozerpiną. Korowód wiódł ulicami miasta prowadzony przez orkiestrę dętą. Oprócz wymalowanych chłopców w korowodzie brały też udział dziewczyny z tego samego rocznika przystrojone w białe szaty i bogato plecione wianki. Za nimi cała rzesza turystów i mieszkańców Jastarni. Korowód dotarł do specjalnie przygotowanego placu nad Zatoką Pucką. Pal z beczką został przez chłopców podniesiony i postawiony do pionu. Rozpoczęło się strzelanie mające na celu podpalenie beczki. Gdy beczka zapłonęła rozległy się brawa zgromadzonych widzów. Następnie burmistrz Jastarni zabrał głos witając wszystkich zebranych a szczególnie rocznik 2002 i przekazał klucze do miasta Neptunowi. Część oficjalna się zakończyła, wróciłam do domu.

A, i jeszcze coś. Pojawiły się dwa akcenty gostyńskie. Podczas zwiedzania Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu dostrzegliśmy fotografię wiceadmirała Piotra Kołodziejczyka, natomiast we Władysławowie w Alei Gwiazd Sportu na jednej z czternastu płyt symbolizujących czternaście ośmiotysięczników, które zdobyli Polacy widniało nazwisko Tadeusza Karolczaka upamiętniające pierwsze polskie wejście na Yalung Kang nową drogą – południową ścianą w dniu 7.X. 1984.

Swoje wrażenia opisała Aleksandra Biderman
Zdjęć użyczyli Aleksandra Biderman i Paweł Karloczak
 

 

marzec

18

kino „Pod Kopułą”

Autor: Zbigniew Kosiński

…opowieść o gostyńskim kinie w wykonaniu dyr. Tomasza Bartona…

foto. Zbigniew Kosiński

wrz.

30

warsztaty zdrowia Władysławowo 2020

Autor: Zbigniew Kosiński

(warsztaty zdrowia w dniach 20-30.09.2020r. dop. zk)

Władysławowo… to już historia…, ale miła, warta wspomnień. Kolejne Warsztaty Zdrowia spędziliśmy nad morzem. Tematem przewodnim była odporność, co w dobie wszechpanującego koronawirusa znaczyło wiele. Dotykaliśmy jej teoretycznie i praktycznie i było tak, że już po trzech dniach pobytu chcieliśmy umawiać się na następny wyjazd. Mieliśmy wszystko, co sprzyja nabywaniu odporności. Na stole królowały warzywa w postaci zup, kotletów, pasztetów, farszy, placuszków, roladek, sałatek… urozmaicone rybami i nabiałem. Cały dzień popijaliśmy wodę mineralną Cisowiankę która zawiera najwięcej litu, pierwiastka chroniącego przed agresją. O nasze jelita i komfort fizyczny rewelacyjnie zadbała pani Małgosia, zgodnie z zasadą, jesteś tym, co jesz. Każdy posiłek był niespodzianką, którą próbowaliśmy odgadnąć po zapachu, wchodząc do jadalni, a smakowanie to już była „poezja dla podniebienia” O komfort ruchowy zadbał pan Zbyszek. Dzień rozpoczynaliśmy godzinnym spacerem z kijkami kierując się w stronę morza, a po powrocie wypijaliśmy szklaneczkę soku z marchwi lub pomarańczy i ciepły zakwas buraczany. A potem śniadanko w leniwym stylu i długie rozmowy przy stole. Z tablicy w jadalni codziennie dowiadywaliśmy się, jaki jest program dnia. Mogliśmy więc planować naszą aktywność i bezstresowo spędzić każdy dzień. Często po południu spotykaliśmy się w zielonej altance na godzinnych warsztatach poświęconych odporności. Pan Zbyszek wprowadzał, a potem była swobodna dyskusja. W ten sposób uzupełnialiśmy swoją wiedzę i wymienialiśmy doświadczenia. Bardzo cenne było niedzielne, popołudniowe spotkanie z panią doktor Nadią Lotocką, balneologiem i neuropediatrą, oczywiście online, gdyż pani doktor mieszka w Rabce. Usłyszeliśmy o znaczeniu zmiany środowiska w pobudzeniu sił organizmu do zwalczania patogenów i budowaniu odporności, jak ważna jest suma naszego wysiłku i powtarzalność zabiegów. Doktor Nadia odpowiedziała też na nurtujące nas pytania typu: jaką rolę w odporności pełni wit.D3 zwana hormonem witaminowym oraz cynk?, jakie badanie wykonać, aby ocenić jelito cienkie?, czy wody lecznicze są dla wszystkich?… Godzinne spotkanie z p. doktor zachęciło nas do dalszych spotkań. Mamy nadzieję że następne warsztaty uzupełnią tę lukę. W czasie 10 dni mogliśmy odwiedzić wiele pięknych miejsc Nordy czyli Kaszub Północy. Byliśmy na Półwyspie Helskim w Helu, Jastarni i Juracie. Zwiedziliśmy też Puck, Rozewie, sanktuarium MB Królowej Polskiego Morza w Swarzewie, a i Władysławowo to miejsce z ciekawymi zakątkami, które warto zobaczyć. Przemieszczaliśmy się pieszo lub pociągiem, co dodatkowo było nieocenionym atutem, sprzyjało kontaktom między nami i tworzyło niezapomnianą atmosferę. W prezencie dostaliśmy też ładną, przeważnie słoneczną pogodę. Na zakończenie podziękowaliśmy organizatorom warsztatów za wysiłek i zaangażowanie oraz dbałość o nasz dobrostan fizyczny, psychiczny i immunologiczny. Zabrzmiało poważnie, ale tak właśnie było. Brawami nagrodziliśmy też starania naszej wiceprezes Joli Gardyś, która dwoi się i troi by wszystko dograć i byśmy zadowoleni wracali z każdych warsztatów. Widzimy to i doceniamy. Za rok wybieram się z moją „warsztatowa rodziną” do Rabki, o ile covid lub coś innego nie pokrzyżuje moich planów.

Bogusia Matczak – od zawsze fanka WZ.

∗∗∗
Po raz drugi miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach zdrowia. Tym razem byłam we Władysławowie, położonym nad Morzem Bałtyckim, najbardziej wysuniętą na północ polską miejscowością. W trakcie pobytu bardzo dużo spacerowaliśmy i zwiedzaliśmy a przy tym podziwialiśmy piękne krajobrazy. Dania były bezmięsne, urozmaicone i przepyszne. Wspaniale było po rannym spacerze skosztować soku z marchwi i barszczyku. Atmosfera była bardzo życzliwa. Sama byłam zaskoczona, że potrafiłam pokonać tyle km. Reasumując każdy dzień było ich 180km. Wróciłam mimo wszystko wypoczęta, zadowolona, zmotywowana do zdrowego trybu życia. Dziękuję organizatorom za wspaniale  spędzone dni.

Ewa Feledziak 

∗∗∗
Na tegorocznych warsztatach zdrowia studentów Gostyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, byliśmy we Władysławowie. Zanim wyjechaliśmy, byliśmy pełni obaw czy wyjazd dojdzie do skutku z powodu pandemii. 20 – go września wyjechaliśmy. Podróż długa, ale rozpogodzone niebo dawało coraz większą nadzieję na udany pobyt. Władysławowo powitało nas słońcem i tak było do końca, 22 – 23 stopnie Celsjusza.
Szybko rozlokowaliśmy się, Pensjonat „Justynka” schludny, wygodny i jeszcze przed obiadem poszliśmy pokłonić się morzu. Jedzenie dobre, Pani Małgosia wymyślała sałatki, pasty. Największym powodzeniem cieszyła się orkiszowa kasza manna z płatkami i sosami owocowymi.
Za najbardziej udane zajęcia, uznać należy spacery, ich długość różnie mierzona przez uczestników. W naszym pokoju rola ta przypadła Władzi. Średnio maszerowaliśmy dziennie od 11 do 15 kilometrów. Był dzień rekordowy marszu przez las. Z Jastarni do Juraty, który koleżanka Krysia określiła „3 kilometry po góralsku”, czyli 3 równa się 6.
Pobyt ten każdy przeżył inaczej, osobiście. Aby przeżyć to jeszcze raz wystarczy obejrzeć zdjęcia np. z wieży widokowej, z portu we Władysławowie, z przystani Jachtport w Jastarni itp.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Sanktuarium Maryjne Królowej Polskiego Morza w Swarzewie.
Ciekawe opowieści przewodnika Kaszuba. Oprócz dużej wiedzy historycznej, emanował przywiązaniem do ziemi z której wyrósł. Wzruszający i poglądowy pobyt. 
Podkreślić należy, że wyjazd był okazją przeżywania miłych chwil, rozmów i wymiany myśli we wzajemnych, spontanicznych kontaktach.

Cel warsztatów został osiągnięty, rozruszaliśmy się. Dziękujemy Organizatorom, Szefostwu Uniwersytetu, Koleżeństwu –  za mile spędzony czas. Już nie możemy się doczekać następnych warsztatów… Do zobaczenia w Rabce w 2021 r.

Pozdrawiam Ewa Jaskulska